Cześć!
Będąc ostatnio w bibliotece skusiłam się na kilka książek. Wśród nich znalazła się Na rozstaju dróg Evansa. To drugi tom cyklu Dzienniki pisane w drodze, o czym wtedy jeszcze nie wiedziałam. Trochę głupio zaczynać od drugiego tomu, ale skoro już wypożyczyłam...
Po śmierci żony Alan postanawia przejść pieszo trasę przecinającą Stany - od Seattle do Key West na Florydzie. Ta część zaczyna się w szpitalu po tym, jak nasz bohater po około dwóch tygodniach wędrówki został pchnięty nożem. Po takich ranach nie mógł kontynuować swej trasy przez kilka miesięcy. Na szczęście znalazł bratnią duszę, która mu pomogła - jak się okazało on pomógł jej o wiele bardziej. Angel to nie jedyna poznana osoba, której Alan pomógł. Podczas wędrówki miał gorsze i lepsze dni, ale wciąż dzielnie parł naprzód wierząc, że wszystko co nam się przydarza nie jest zwykłym przypadkiem.
Czytając tę książkę odniosłam wrażenie, że jest ona trochę jak bajka. Tzn. zaczyna się tragicznie, ale potem wszystko wskakuje na swoje miejsce, wszystko jest po coś. Jednak nie zmniejszało to przyjemności płynącej z lektury. Do tej pory czytałam tylko jedną książkę Evansa - Stokrotki w śniegu - i też miałam to wrażenie bajkowości. Ale ta bajkowość jest krzepiąca i dająca nadzieję :)
Podoba mi się okładka i wydanie, które szybko się czyta. Smaczkiem jest wspomnienie o rzeźbie Szalonego Konia, oraz jej głównym twórcy Korczaku Ziółkowskim - mającym polskie korzenie. Jak ktoś lubi prozę Evansa, myślę, że się nie zawiedzie :)