Cześć!
Mój długo wyczekiwany urlop wreszcie w poniedziałek się rozpoczął. Postanowiłam, że pierwszych kilka dni poświęcę na odwiedziny królewskiego Krakowa. Z samego rana w poniedziałek wsiadłam w bus i ruszyłam do stolicy Małopolski. Przywitał mnie poranny smog i widok szkieletora :) Oczywiście na początku - jak zazwyczaj w nowym miejscu - czułam się lekko zdezorientowana (jak się wychodzi z tej całej galerii i dworca???), ale później to uczucie ustąpiło zaciekawieniu.
Pierwsze kroki skierowałam na Wawel - gdzieżby indziej? Oczywiście kiedyś, za szkolnych czasów byłam już w tym miejscu, ale tylko na dziedzińcu i w kaplicy (w tym przy dzwonie i w kryptach). Tym razem podzieliłam zwiedzanie na dwa dni. W poniedziałek odwiedziłam skarbiec i zbrojownię oraz wystawę Wawel zaginiony (w poniedziałki można je zwiedzić za free) i smoczą jamę, a we wtorek obejrzałam reprezentacyjne i prywatne apartamenty królewskie oraz wspięłam się na Basztę Sandomierską. Ubolewam, że na każdą wystawę trzeba było nabyć osobne wejściówki. Z jednej strony to dobry pomysł, bo nie każdy ma ochotę zwiedzać wszystko, ale z drugiej można by było zrobić jakiś bilet zbiorczy, z jakimś rabatem... Miałam ochotę jeszcze obejrzeć "Damę z gronostajem" Leonarda da Vinci, który to obraz na czas remontu Muzeum Czartoryskich znajduje się na Wawelu, ale zrezygnowałam. Może kiedyś jeszcze będzie okazja. Największe wrażenie zrobił na mnie Szczerbiec, czyli miecz koronacyjny królów polskich. To niesamowite ujrzeć go na własne oczy. Poza tym szalenie podobała mi się smocza jama :)
Będąc w Krakowie grzechem byłoby nie pójść na rynek - to tutaj Kościuszko składał przysięgę, to tutaj znajdują się Sukiennice, Kościół Mariacki czy pomnik Mickiewicza. Stąd bardzo blisko mamy do Barbakanu, placu Matejki z Pomnikiem Grunwaldzkim czy bramy Floriańskiej (oraz księgarni Pod Globusem :)).
Zrobiłam sobie również spacer po Kazimierzu, czyli dzielnicy żydowskiej. Oprócz kilku synagog (byłam we wnętrzu synagogi Kupa - warto się wybrać) znajduje się tu także Muzeum Etnograficzne (w którym niestety nie byłam - będzie na następny raz), wiele urokliwych uliczek i zakamarków oraz kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej, znany z kultu św. Rity. Na Kazimierzu piłam też doskonałą kawę :)
Zrobiłam sobie również spacer po Kazimierzu, czyli dzielnicy żydowskiej. Oprócz kilku synagog (byłam we wnętrzu synagogi Kupa - warto się wybrać) znajduje się tu także Muzeum Etnograficzne (w którym niestety nie byłam - będzie na następny raz), wiele urokliwych uliczek i zakamarków oraz kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej, znany z kultu św. Rity. Na Kazimierzu piłam też doskonałą kawę :)
Jeśli jesteśmy jeszcze w klimacie kościołów to odwiedziłam ich mnóstwo. Szalenie podobał mi się witraż Wyspiańskiego Stań się! u Franciszkanów - przepiękny! Warto też wspomnieć o znajdującym się na ul. Św. Jana Muzeum Bursztynu. Można wejść i obejrzeć wystawę za free, a otwarte jest bodajże do 21.
Tym razem odpuściłam sobie ZOO, ale za to odwiedziłam Ogród Botaniczny. Myślę, że późną wiosną i latem, gdy ogród jest w pełnym rozkwicie jest tam rewelacyjnie, ale teraz u progu jesieni również było bardzo urokliwie. Gdy drzewa pokryją się kolorowymi liśćmi na pewno również będzie pięknie. Kolejnym miejscem, gdzie można było odpocząć od wielkomiejskiego życia był zalew Zesławice, na który wybrałam się ostatniego dnia pobytu. Cisza, spokój, mało ludzi, woda, ptaki - moje klimaty :)
Skusiłam się także na zwiedzanie wystawy sztuki starożytnej (egipskiej, rzymskiej, greckiej i etruskiej) oraz obrazu Rembrandta Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem, które znajdują się w oddziale Muzeum Czartoryskich w okolicach Bramy Floriańskiej. Tutaj chciałam podziękować Marcie za polecenie mi tej wystawy oraz za ... wszystko :)