Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dublowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dublowanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 czerwca 2017

Sen nocy letniej - William Shakespeare

Cześć!

Od jakiegoś czasu miałam ochotę poznać historię zawartą w jednej z najsłynniejszych sztuk Szekspira - w Śnie nocy letniej. W tym celu pożyczyłam ją z biblioteki, zaczęłam czytać i ... przepadłam :)
W Atenach trwają przygotowania do ślubu księcia Tezeusza z królową Amazonek Hipolitą. W tym czasie do Tezusza przychodzi Egeusz, ojciec pragnący wydać córkę za Demetriusza. Problemem jest to, że Hermia kocha kogoś innego i to z wzajemnością. Lizander pragnie poślubić Hermię, jednak jej ojciec się nie zgadza. Smaczku dodaje fakt, że Demetriusza z kolei kocha Helena, do której ów kiedyś się zalecał (dopóki nie poznał Hermii). W związku z tym, że Egeusz jest nieprzejednany zakochani postanawiają uciec z Aten. Zwierzają się Helenie, lecz ta donosi o wszystkim Demetriuszowi. W ten swoisty miłosny czworokąt mieszają się na dodatek siły nadprzyrodzone, czyli król elfów Oberon i jego nieoceniony pomocnik Robert Filut, zwany Pukiem. Co wyniknie z tego zamieszania? Czy uda się ocalić miłość? Czy Hermia będzie musiała się nagiąć do woli ojca? I co wyniknie z interwencji elfów?

Skończyłam czytać i główną refleksję mam jedną - jakie to było dobre :) Znakomita sztuka, którą bardzo chciałabym obejrzeć na deskach teatru! Motyw przewodni jest dość wyświechtany i chyba częsty u Szekspira (piszę chyba, bo znam tylko kilka jego utworów; mam jednak zamiar sukcesywnie zapoznawać się z jego twórczością). Jednak został on przedstawiony w dość oryginalny sposób. Po pierwsze Szekspir sięgnął w Śnie nocy letniej do mitologii greckiej. Tezeusz to heros, który poślubił królową Amazonek. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że nasz dramaturg nie trzymał się ściśle mitów, tylko raczej użyczył sobie kilka postaci (też nie trzymając się ortodoksyjnie oryginałów). Po drugie wprowadził do swojego utworu elfy, które z kolei zapożyczył z mitologii germańskiej (przynajmniej tak twierdzą internety) i one były ukazane jako element nadprzyrodzony, mieszający się w ludzkie sprawy. Tutaj na wyróżnienie zasługują trzy postacie: kłócący się o pazia król i królowa elfów, czyli Oberon i Tytania oraz wspomniany wcześniej Puk, złośliwy duszek robiący ludziom mniejsze i większe psoty.

Sen nocy letniej zawiera w sobie pewne refleksje na temat miłości. Pokazuje jak silna może być nawet odtrącona miłość. Wszytko zaś odbywa się na pograniczu snu i jawy. Jednak sztuka jest bardzo lekka i przyjemna w odbiorze ze względu na elementy komediowe w niej zawarte. Najbardziej ujęli mnie ateńscy rzemieślnicy, którzy postanowili wystawić sztukę by uczcić małżeństwo Tezeusza i Hipolity. Cóż mogę powiedzieć - oni byli po prostu nieziemscy :) Niespecjalnie grzeszący rozumem, prości i pełni dobrych chęci. Ich troska o to, by nie przestraszyć dam była tak cudownie absurdalna, a lapsusy językowe tak komiczne, że nie sposób było się nie uśmiechnąć. Zresztą podobnie uważali widzowie komentujący na bieżąco przedstawienie. Przykład?
KLOC:
Tak jest, prezencję ma świetną, a nawet z wyglądu też całkiem przystojny. No i ten głos! Świetny tenor deliryczny. I dykcja bezbłędna. Kontradykcja też. W ogóle jego technika oralna... *

Prawda, że niezłe :) Tu na uwagę  zasługuje tłumaczenie. Bardzo chciałam przeczytać Sen nocy letniej w przekładzie Barańczaka i udało się. Uważam, że jest znakomity. Czytało się świetnie! Wielkie brawa :) Wydanie też mi się podobało, miałam to z fragmentem obrazu Botticcelliego (Primavera) na okładce.

Czy polecam? Oczywiście! Świetna zabawa i uśmiech na twarzy gwarantowany :)

Tytuł: Sen nocy letniej (The Midsummer Night's Dream)
Autor: William Shakespeare (Szekspir)
Strony: 120
Wydawnictwo: Znak
Źródło: Biblioteka

* Sen nocy letniej, William Shakespeare, akt IV, scena II, s .96

środa, 7 czerwca 2017

Sen nocy letniej - Arne Dahl

Cześć!

Do skandynawskich kryminałów mam stosunek mieszany. Swego czasu był na nie szał, a i teraz są bardzo popularne. Ja bardzo lubię trylogię Larssona, podoba mi się Horst, do Läckberg po dwóch podejściach jest 1:1. Zdaje się, że próbowałam też przeczytać jakąś powieść Marklund, ale nie przebrnęłam :) Nesbø przeczytałam jedną książkę i na razie nie mam ochoty na więcej. Ot, cała historia :) A jak było z Dahlem?
Jest czerwiec, zbliża się świętojańska noc. W Drużynie A - sekcji policji do spraw przestępstw międzynarodowych - następują spore zmiany. Na emeryturę odchodzi dotychczasowy szef Jan-Olov Hultin, a Paul Hjelm przenosi się do innego wydziału. W zamian policjanci dostają Lenę Lindberg i Jona Andersona. O ile Lena szybko się aklimatyzuje, o tyle Jon jest oddzielony od reszty jakby szybą i trzyma się zawsze z boku. Okazuje się, że ma ku temu powody. W tym okresie zmian trafia do nich kilka dziwnych spraw. Zabójstw pozornie nic ze sobą nie łączy, każde jest inne i dotyczy różnych środowisk. Jest jednak coś co je wszystkie łączy. Czy Drużynie A uda się powiązać wszystkie te sprawy i złapać mordercę? Co z tym wszystkim ma wspólnego donos na policjanta, członka Drużyny A - Jorge Chaveza? I czy Jon Anderson wreszcie znajdzie wspólny język z resztą zespołu?

Sen nocy letniej to szósta część z serii o Drużynie A. Ja zaczęłam od tego tomu i dochodzę do wniosku, że jednak lepiej czytać po kolei. Dlaczego? Otóż, nie mogłam do końca się połapać we wszystkich postaciach i nie mogłam załapać ich żartów i atmosfery panującej w grupie, do których - jak podejrzewam - stali czytelnicy mogli się przyzwyczaić.Przez to początek wydał mi się nieco ciężki. Poza tym czasem pojawiały się odnośniki do poprzednich tomów, które co prawda może nie były tak istotne dla fabuły, ale dla mnie było to irytujące, że nie wiedziałam o co chodzi. Jednak zaznaczam, że to nie wina samej książki tylko tego, że nie znam wcześniejszych tomów. 

Bohaterowie są ludzcy i da się ich polubić, choć i im zdarza się popełniać czysto ludzkie błędy, jak choćby odgrodzenie od Jona. Pracują naprawdę z oddaniem, a przy tym dobrze się ze sobą dogadują. Sprawy którymi się zajmują są skomplikowane i intrygujące. czytelnik jest naprawdę ciekawy jak to wszystko się rozwiąże. kto okaże się mordercą, czy poszczególne sprawy łączą się ze sobą czy jednak każda z nich jest odrębna. Jednak muszę postawić autorowi zarzut, że jednak - moim zdaniem, zaznaczam - intryga nie jest wiarygodna. Morderca musiałby posiadać ogromną wiedzę, jeszcze większe szczęście, być skrupulatnym i pedantycznym w niesamowitym stopniu i być genialnym psychologiem, żeby wszystko udało mu się tak jak w książce. Jeszcze w przypadku Naski jestem w stanie to zrozumieć, ale jeśli chodzi o innych? Nieco za bardzo to naciągane. Poza tym same pobudki mordercy nie są dla mnie do końca jasne. Niby na końcu znajdujemy pewne wyjaśnienie, ale.. No właśnie, nie do końca mnie to przekonuje. Mamy za to nawiązanie do sztuki Szekspira o tym samym tytule co liczę na plus. Lubię takie smaczki w książkach :) Poza tym mamy też nawiązania do Polski, co również mi się podobało. jakie? Przeczytajcie sami :P

Generalnie Sen nocy letniej jest książką dobrą, ale jednak ta intryga, którą stworzył autor mnie nie przekonała. Nie kupuję tego i już. Niemniej polubiłam bohaterów i nie wykluczam, że sięgnę po inne książki autora. Choćby tylko po to, aby zostać z nimi dłużej oraz przekonać się czy autor jest w stanie stworzyć bardziej wiarygodny mechanizm zbrodni.

A Wy? Czytaliście coś tego autora? Jakie macie spostrzeżenia?

Tytuł: Sen nocy letniej (En Midsommarnattsdröm)
Autor: Arne Dahl
Strony: 399
Wydawnictwo: Czarna Owca
Źródło: biblioteka

niedziela, 28 maja 2017

Droga - Cormac McCarthy



Cześć!

Od dawna nosiłam się z zamiarem przeczytania Drogi Cormaca McCarthy’ego. O autorze słyszałam, ale wcześniej nie miałam z nim styczności, natomiast o samej książce czytałam wiele dobrego. Na dodatek autor dostał za nią nagrodę Pulitzera. Musiałam po nią sięgnąć prędzej czy później, choć – przyznaję – trochę odwlekałam ten moment ze względu na to, iż trochę się jej bałam.
Fabuła jest prosta. Oto ojciec i syn, których imion nawet nie poznajemy, wędrują przez spustoszony kraj, na południe, gdzie może będzie cieplej, lepiej… Jakiś kataklizm zniszczył praktycznie życie na ziemi. Jaki? Tego się nie dowiadujemy. Wiemy natomiast, że zniknęły gdzieś wszystkie zwierzęta, ptaki, ryby… Wszystko jest szare, spopielone, wymarłe. Ocalała tylko garstka ludzi. Sytuacja kryzysowa sprawiła, że wielu ludzi spośród ocalonych zatraciło swoje człowieczeństwo. Po drogach wałęsają się uzbrojone bandy, liczne są przypadki kanibalizmu. Pośród tego nieprzyjaznego świata wędruje nasza dwójka. Mężczyzna jest chory, kaszle, pluje krwią, ale przy życiu trzyma go miłość do syna. Czy dotrą na południe, czy uda im się przetrwać? Co czeka ich na krańcu drogi?

Pomimo poruszonej tematyki Drogę czyta się zaskakująco dobrze i płynnie. Język jest przyjemny, staranny, zwłaszcza przy opisach, dialogi nieco kuleją, ale o czym można rozmawiać po kilku latach w pustce. Chłopiec nie zna innego świata, zna tylko wędrówkę. Jego matka nie wytrzymała takiego życia i uciekła w śmierć. Mężczyzna kocha swoje dziecko, zrobi wszystko by je ochronić, a jednocześnie nie chce pozbyć się swego człowieczeństwa. Tylko czy jest to możliwe w świecie, gdzie nie ma nic? Gdzie rządzi prawo silniejszego?

Droga to powieść dość depresyjna. Niektóre opisy były bardzo drastyczne, chwała autorowi za to, że nie rozwodził się nad nimi szczegółowo, bo chyba nie dałabym rady tego przeczytać. Ciężko czytało mi się opisy wychudzenia chłopca, tego jak głodował, jak płakał… Dorosłych też mi szkoda, ale jak cierpią dzieci… Ciężko to znieść. Mimo wszystko myślałam, że Droga bardziej mnie – wybaczcie kolokwializm – zmasakruje emocjonalnie. Co prawda nie obyło się bez łez (zakończenie), ale myślałam, że będzie gorzej. Niemniej wizja autora jest przerażająca. Mam nadzieję, że nigdy do czegoś takiego nie dojdzie, choć patrząc na sposób w jaki gospodarujemy zasobami ziemi to wszystko jest możliwe. Co prawda nie wiemy, czy katastrofa jaka splądrowała ziemi była naturalna czy wywołana przez człowieka, niemniej skłania do zastanowienia się nad przyszłością naszej planety.

Generalnie to dobra książka, ale dla kogoś, kto takiej literatury szuka. Nie każdy się nią zachwyci. Ja jestem gdzieś pośrodku. Zachwytu nie było, ale też nie żałuję czasu z nią spędzonego.

Tytuł: Droga (The Road)
Autor: Cormac McCarthy
Strony: 267
Wydawnictwo Literackie
Źródło: Biblioteka

czwartek, 13 kwietnia 2017

Przebudzenie - Katarzyna Zyskowska - Ignaciak

Cześć!

Dziś mam dla Was typowo babską pozycję, należącą do serii Babie Lato. Wybrałam ją ze względu na to, że pasowała mi do jednego z wyzwań, a na dodatek nazwisko autorki dobrze mi się kojarzyło. Zwłaszcza, że czytałam już kiedyś jej książkę i (choć - przyznaję - niewiele z niej pamiętam) to jednak wspominam ją miło. A jak wypadło moje drugie spotkanie z panią Katarzyną?
Zuzanna to młoda kobieta, od dwóch lat związana z Marcinem, pracująca w dziale plotkarskim pewnej gazety, dość zadowolona z życia. Co prawda ów związek jest oparty na braku zobowiązań a praca nie jest satysfakcjonująca, za to dająca stabilizację finansową. Oprócz tego Zuza posiada dwoje przyjaciół, na których zawsze może liczyć: Blankę i Olgierda. Odkąd zmarła jej babcia, dziewczyna nie ma żadnej rodziny - jej rodzice zginęli dawno temu w wypadku, a rodzina ze strony ojca się nią nie interesowała. Jej nudną egzystencję zmienia list z Anglii. Okazuje się, że brat babci, o którym wszyscy myśleli, że zginął podczas wojny przez wiele lat mieszkał w Anglii usiłując odnaleźć swoją rodzinę. Nie udało się to jednak i, już po jego śmierci, starzy przyjaciele pana Henryka zdołali dotrzeć do Zuzy i przekazać jej kawałek ziemi na mazurach oraz list od nieżyjącego krewnego. Bardzo dziwny list, bowiem w jego treści pan Henryk zawarł nie tylko historię ich rodziny i ziemi na Mazurach, ale też informacje na temat ciążącej na ich rodzie klątwie, którą rzucili na nich kilkaset lat temu pogańscy Galindowie. Zuza jest osobą praktyczną i nie wierzy w takie rzeczy. A jednak tragiczna historia jej rodziny zaczyna ją zastanawiać. Dziewczyna jedzie na Mazury obejrzeć ziemię i niespodziewanie spotyka się z niezbyt przyjaznym przyjęciem. Na dodatek na jej drodze pojawia się przystojny Filip, ale co w takim razie z Marcinem? Życie Zuzy zmieni się gwałtownie.


Katarzyna Zyskowska-Ignaciak umieściła w swej powieści kawałek historii, mianowicie opowieść o plemieniu Galindów zamieszkujących niegdyś tereny dzisiejszych Mazur. Przyznam, że przed przeczytaniem tej powieści nie miałam pojęcia o ich istnieniu. Pomimo tej tematyki książka nie zrobiła na mnie większego wrażenia. To co miało być plusem było dla mnie równocześnie minusem tej powieści. Bo sam motyw Galindów był interesujący, ale przeniesienie pogańskich obrzędów do współczesności, kilkusetletnia nienawiść i klątwa niespecjalnie mnie porwały. Na dodatek niespecjalnie polubiłam Zuzannę. Nie podobało mi się jej podejście do życia, choć z przykrością przyznaję, że troszkę jestem do niej podobna (np. jest mi wygodnie w obecnej pracy i choć nie jest ona zbyt satysfakcjonująca niespecjalnie staram się ją zmienić). Za to polubiłam Filipa, który powiedział pewne mądre zdanie o tym, że to my sami kreujemy swoją rzeczywistość. czuję, że ta powieść nie zostanie w mojej głowie na dłużej i wkrótce o niej zapomnę. Ot, takie czytadełko na 1-2 wieczory. Jak wspomniałam, nie byłam do końca zadowolona z lektury, jednak przeczytałam ją do końca, a to już coś. Na pewno przyczynił się do tego lekki styl autorki, który dobrze (i szybko) się czytało. 

Na pewno niektórym ta opowieść przypadnie do gustu, ja jednak nie mogę jej polecić z czystym sumieniem. Może to ze względu na tematykę, może  przez Zuzannę nie potrafiłam wgryźć się w czytaną historię. A Wy znacie autorkę? Lubicie? Polecicie jakieś jej książki czy raczej odradzacie?

Tytuł: Przebudzenie
Autor: Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
Strony: 297
Wydawnictwo: Nasza Kszięgarnia

wtorek, 11 kwietnia 2017

Przebudzenie - Kate Chopin

Cześć!

Dziś opowiem Wam o pewnej niepozornej książeczce wydanej w serii Koliber (bardzo lubię tę serię, choć przeczytałam ich niewiele i nie wszystkie mnie zauroczyły) autorstwa Kate Chopin, XIX-wiecznej amerykańskiej pisarki. Mowa o Przebudzeniu.
Fabuła jest dość prosta. Oto mamy młodą, niespełna trzydziestoletnią kobietę, Ednę Pontellier. Kobieta wyszła za mąż bez uczucia, jednak dość dobrze dogaduje się z małżonkiem. Mają dwójkę małych dzieci. Podczas pobytu nad morzem, Edna poznaje młodego Roberta Lebrun, syna właścicielki pensjonatu, w którym mieszkają. To spotkanie budzi w kobiecie dawno uśpione uczucia i pragnienia. Po powrocie do miasta Edna nie zamierza wracać do dawnego, przewidywalnego życia. Ulega swoim kaprysom, folguje pragnieniom i zamierza żyć po swojemu. Jej zachowanie martwi męża, który nie poznaje kobiety, którą poślubił. Nie wie, że ta nowa Edna jest prawdziwa, a ta dawna nosiła maskę.

Swego czasu powiastka ta narobiła sporo szumu ze względu na poruszaną tematykę (przypomnijmy, że rzecz dzieje się w XIX wieku), czyli dążenie kobiety do samorealizacji i uczucie jakim darzy się innego mężczyznę, a nie własnego małżonka. W dzisiejszych czasach jednak nie robi aż takiego wrażenia, nie jest jakoś specjalnie niemoralna. I tak wydaje mi się, że jak na ów okres w Nowym Orleanie i w ogóle w Ameryce konwenanse nie były aż tak wyraźne. Może to dlatego, że akcja została osadzona w środowisku Kreolów, gdzie kobiety były pod każdym względem moralne i przyzwoite, a mężowie nigdy nie bywali zazdrośni, bo nie mieli o kogo. W takim wypadku asystowanie damie, nawet zamężnej przez jakiegoś innego mężczyznę nie budziło powszechnego sprzeciwu. Dodajmy tylko, że Edna nie wywodziła się z kreolskiej rodziny, tylko wyszła za Kreola. może dlatego miała inny sposób odczuwania niektórych sytuacji i była bardziej podatna na emocje. W ogóle pani Pontellier to dziwna postać. Wydaje się być bierna, pogodzona z losem, jaki sobie wybrała. A jednak, gdy do głosu doszły uczucia, pragnęła im się poddać. Chciała zerwać krępujące ją więzy i żyć po swojemu. Jednak pomimo pewnych słusznych pretensji nie zdobyła mojej sympatii, może ze względu na to, że nie kierowała się żadnymi względami dla swojej rodziny. Robiła co chciała nie zważając na innych. Jej uczucie do Roberta było silne i odwzajemnione, ale mam wrażenie, że nie potrafiła go zrozumieć. On z kolei na początku był beztroskim chłopcem, który jednak stał się (przynajmniej w moich oczach) mężczyzną. Mam wrażenie, że on dojrzał na kartach książki. W każdym razie on zyskał więcej mojej sympatii niż jego wybranka.

Na uwagę zasługuje przyjemny język, jakim posługuje się autorka. Jej styl przypadł mi do gustu. Podobało mi się też to, że mogłam podejrzeć życie dziewiętnastowiecznych Kreolów z wyższych warstw społecznych. Sama historia nie jest może specjalnie oryginalna, ale też może się podobać, choć postać głównej bohaterki niekoniecznie przypadła mi do gustu. Ja ją oceniam tak pół na pół. Przeczytałam, z pewną dozą zainteresowania, ale nie zaliczę jej do ulubionych. Niemniej zasługuje na uwagę.

Tytuł: Przebudzenie (The Awakening)
Autor: Kate Chopin
Strony: 223
Wydawnictwo: Książka i Wiedza

środa, 5 kwietnia 2017

Droga - Roger Zelazny

Cześć!

Moi Drodzy, witajcie po przerwie! Była ona trochę nieplanowana, tak wyszło po prostu, ale teraz wracam, z nowym zapałem i nową książką :) Książką króciutką, ale za to mającą w sobie to coś :) 
Ciężko jest napisać cokolwiek o fabule, ale spróbuję. Przez świat przebiega Droga, tylko nieliczni mogą się na nią dostać. jeśli jednak to im się uda mogą podróżować przez czas i miejsca. Mogą tworzyć nowe odgałęzienia, które jednak mogą się zmieniać... Przez Drogę podróżuje Red Dorakeen, człowiek, który zaprzecza prawom fizyki i robi się coraz młodszy. Na dodatek nie bardzo wie, kim naprawdę jest, tzn. nie bardzo pamięta skąd się na tej Drodze wziął. Teraz jednak nie ma czasu zajmować się dumaniem nad przeszłością, bo właśnie ogłoszono na niego czarną dziesiątkę, co oznacza, że ktoś nasyła na niego zabójców - dodajmy, dziesięciu najlepszych zabójców, jakich zdoła znaleźć. Kto i dlaczego chce śmierci Reda? Czy uda mu się zrozumieć swoją przeszłość? 

Bardzo polubiłam Reda, choć nie jest on krystaliczną postacią. Zdarzały mu się ciemne interesy, ciągle gdzieś go gna. Nie dla niego spokojne życie. W jego podróży drogą towarzyszy mu Fleurs (tomik poezji Kwiaty zła, który jest jednocześnie hmmm, czymś w rodzaju myślącego komputera). Mężczyzna będzie musiał się zmierzyć z bezlitosnymi zabójcami, ale nie tylko oni go szukają. 

Zelazny wykazał się naprawdę sporą wielką wyobraźnią, gdyż stworzył ciekawą i złożoną koncepcję świata. Droga biegnie przez czas przeszły, przyszły, a także taki, który mógłby być. Na dodatek nie jest to stały twór, tylko ciągle podlega zmianom, podróżni mogą ją kształtować. Chcesz pojechać do wiktoriańskiej Anglii? Nie ma problemu, podjedź trochę w górę drogi, skręć na piątym zjeździe i już jesteś na miejscu. A może masz ochotę zajrzeć do starożytnej Grecji? Wskakuj w samochód i jedź! 

U Zelaznego nie ma rzeczy niemożliwych. Jurassic Park miesza się tutaj z nowoczesną technologią, dekadenckim podejściem do życia, zawodowymi zabójcami i smokami. Całość tworzy bardzo smakowity miks, który bardzo mi się podobał. Mam jednak dwa małe zastrzeżenia. Po pierwsze: w pewnym momencie historia nieco za bardzo przyspieszyła, tak jakby między dwoma zdarzeniami był tekst, który wycięto. Brakowało mi trochę czegoś pomiędzy. Jednym słowem tekst był za mało rozbudowany. O ile w pierwszej części książki nie było to jakoś specjalnie widoczne, o tyle pod koniec można było się pokusić o rozwinięcie treści. Drugie zastrzeżenie jest natomiast natury estetycznej. Bo choć rozumiem tego dinozaura na okładce, to jednak kompletnie to wydanie mi się nie podoba :) Można było przecież zrobić ładniejsze wydanie...

Cóż, dość narzekań. Droga Rogera Zelaznego bardzo mi się podobała, choć może nie zrozumiałam do końca wszystkich wątków, to jednak czytało mi się ją dobrze, zwłaszcza, jak już się wgryzłam w tekst. Miłośnikom fantastyki polecam jak najbardziej :)

Tytuł: Droga (Roadmarks)
Autor: Roger Zelazny
Strony: 160
Wydawnictwo: Agencja Wydawnicza "Tor"

środa, 11 stycznia 2017

Zimowa opowieść - Mark Helprin

Cześć!

Siedzę i myślę co by tu napisać o mojej ostatniej lekturze. Wydaje mi się, że moje słowa nie są w stanie oddać dokładnie uczuć po jej przeczytaniu. Spróbuję jednak zachęcić Was do lektury tej niezwykłej książki.
Zdjęcie autorstwa Jerry'ego

O czym jest Zimowa opowieść Marka Helprina? Peter Lake to włamywacz należący do gangu Krótkich Ogonów, choć w chwili, gdy go poznajemy nie żyje już z nimi w przyjaźni. Wręcz przeciwnie. Jest zwierzyną ściganą przez opryszków, którzy nie cofną się przed niczym by go złapać. Gdy wydaje się, że wreszcie go dopadną na drodze Petera pojawia się biały koń. Razem tworzą duet doskonały. Mężczyzna chce zmienić swoje życie, nie chce więcej uciekać. W tym celu musi zdobyć pieniądze. Postanawia więc włamać się do domu bogatego nowojorczyka i ukraść tyle pieniędzy, aby zacząć nowe życie. Nie spodziewa się, że w domu znajdzie coś innego. Miłość. Tym piękniejszą i tragiczniejszą, że jego ukochana jest śmiertelnie chora. Tak zaczyna się przepiękna opowieść o miłości, czasie i mieście.

W toku opowieści poznajemy wiele postaci, choć bohaterem spinającym powieść jakby klamrą jest Peter Lake. To od niego wszystko się zaczęło. Peter to postać owiana aurą tajemniczości. Dziecko wychowywane przez osobliwe plemię Przymorzan (sposób w jaki się u nich pojawił przypomina mi biblijną historię Mojżesza), wysłane do miasta, gdzie wszystko jest dla niego nowe, musi szybko dorosnąć, aby przetrwać. Jego droga nie była łatwa ani prosta. Jego losy zostają nierozerwalnie splecione z rodziną Pennów, wydawców gazety The Sun. Właśnie wokół tej rodziny oraz ich gazety pojawiają się kolejne, ważne dla powieści postacie takie jak Hardesty, Virginia czy Asbury. Każda z tych postaci ma własną historię, a ich losy splatają się ze sobą tkając razem niesamowitą opowieść. 

Kolejnym ważnym bohaterem Zimowej opowieści jest miasto. Poznajemy Nowy Jork na początku i końcu XX wieku. Powieść ukazuje jak bardzo zmienił się, ale pozostał niezmienny ten świat. Brzmi paradoksalnie? Niekoniecznie. Postęp sprawił, że miasto się rozwijało, ale jednocześnie nadal, jak przed stu laty, istniały dzielnice bogate i dzielnice nędzy, w których biedacy umierali zapomniani przez innych. Nowy Jork z powieści Helprina jest magiczny. Piękny, ale pełen brutalności. Majestatyczny i potężny, ale też szary i brudny. Ukazany w zimowej szacie oczarowuje swym surowym, mroźnym wdziękiem.

Sama historia opowiedziana przez Helprina jest ciekawa, ale jej największy urok tkwi w języku, którym posługuje się autor. A brzmi on jak muzyka. Czytałam tę książkę powoli, między innymi dlatego, że wymaga ona uwagi i skupienia, aby docenić piękno języka. Helprin tak misternie dobiera słowa, że każdy akapit czyta się z zachwytem. Mam wrażenie, że jednak nie całkiem zrozumiałam wizję autora. W pewnym sensie książka jest dziwna. Ale to chyba normalne w przypadku realizmu magicznego:) W każdym razie wydaje mi się, że jest to jedna z tych książek, w których przy każdej kolejnej lekturze odkryjemy coś nowego. Mnie najbardziej urzekł język, którym posługuje się autor. Podobały mi się też subtelne (albo niekoniecznie; vide: rozmowa Craiga Binky'ego z komputerem) przebłyski humoru. 

Z mojej strony wygląda to tak: myślę, że nie każdemu ta książka przypadnie do gustu. Nie wszystko od razu można pojąć. Trzeba do niej skupienia i czasu. Ale warto po nią sięgnąć, choćby dla samego języka przeczytać fragment i dać się zaczarować :)

EDIT: Nie wiem czy wiecie, ale Zimowa opowieść stała się inspiracją dla innych artystów. Na jej podstawie powstał film o tym samym tytule, a zespół The Waterboys nagrał piosenkę Beverly Penn - całkiem niezłą zresztą. Taka ciekawostka :)

niedziela, 30 października 2016

Zimowa opowieść - William Shakespeare

Cześć!

William Shakespear (Szekspir) - to nazwisko jest znane nawet największym ignorantom. Chyba każdy słyszał o najsłynniejszych dramatach, takich jak Romeo i Julia, Makbet czy Hamlet. Mimo, że ich autor żył na przełomie XVI i XVII wieku, jego utwory nadal są popularne na całym świecie, a jego sztuki nadal wystawiane na deskach teatrów. Dzisiaj przedstawiam Wam jedną z ostatnich sztuk mistrza - Opowieść zimową.
Znajdujemy się na Sycylii, gdzie król Leontes podejmuje swojego przyjaciela - króla Czech Polixenesa. Nie wiadomo z jakiej przyczyny Leontes zaczyna podejrzewać, że Polixenesa i jego żonę Hermionę łączy romans. Opętany zazdrością chce podstępnie zgładzić przyjaciela, wtrąca do więzienia królową, a gdy ta rodzi dziecko (bo w owym czasie była brzemienna), twierdzi, że to bękart i każe się dziecka pozbyć. te wydarzenia staną się początkiem tragedii, która spada na jego rodzinę. Czy jednak istnieje szansa, że król odzyska, przynajmniej w części to co stracił? Czy przejrzy na oczy i uwierzy w niewinność Hermiony?

Shakespear oparł swoją sztukę na utworze Roberta Green'a. Czytając o niej dowiedziałam się, że należy do tzw. sztuk problemowych, czyli takich, których nie można jednoznacznie przypisać do jednego gatunku. Mamy tutaj elementy tragedii i romansu a całość utrzymana jest w baśniowym charakterze. To sprawia, że nawet nie do końca prawdopodobne sytuacje jesteśmy w stanie przyjąć bez oburzenia.

Fabuła oparta jest na historii starej jak świat. On myśli, że ona go zdradza, więc w szale zazdrości karze ją, jednak nie wie jak opłakane skutki będą mieć jego decyzje. To mi troszkę przywodzi na myśl antyczne dramaty, gdzie wszystko zbliża nas do nieuchronnej katastrofy, dzięki której widzowie mają osiągnąć katharsis. Jednak u Shakespeare'a to dopiero wstęp do dalszej opowieści. Przyznaję, że czytałam ją z wielkim zainteresowaniem zastanawiając się co będzie dalej i jak autor rozwiąże tę kwestie. Na końcu udało mu się nawet mnie zaskoczyć. Banalny pomysł w niebanalnej odsłonie. 

W Zimowej opowieści wyróżniają się silne postacie, przede wszystkim kobiece. Hermiona to kobieta pełna godności, dla której najważniejsze jest nie zachowanie życia tylko obronienie swojego dobrego imienia oraz czci swoich dzieci. Równie silną osobą jest Paulina, która potrafiła wygarnąć gorzką prawdę samemu królowi prosto w oczy. Z męskich postaci Camillo zasługuje na uwagę ze względu na prawy charakter, choć pod koniec również zaczął nieco intrygować. Na szczęście na dobre się to obróciło :) Intrygami zajmował się za to Autolycus, za którym chwilami nie mogłam nadążyć :)

Na uwagę zasługuje też język. Wspaniale spisał się tłumacz - Maciej Słomczyński. Bardzo dobrze się Zimową opowieść czytało, pomimo struktury i użytego słownictwa. Za to duży plus. Niejakim zaskoczeniem były użyte w pewnych miejscach słowa, niekiedy kolokwialne, niekiedy nawet niecenzuralne. Podobało mi się też wydanie w serii Dzieła, w twardej oprawie i dość oszczędnej szacie graficznej - co jednak trafiło w moje poczucie estetyki. Chętnie obejrzałabym tę sztukę na deskach teatru. Myślę, że jeszcze sięgnę po utwory Shakespeare'a.


sobota, 29 października 2016

Czerwone liście - Thomas H. Cook

Cześć!

Biorę udział w akcji Ejotka Dublowanie (nawiasem mówiąc, ona zawsze wymyśli coś ciekawego, polecam przyjrzeć się jej pomysłom:)). Z grubsza polega to na tym, że wyszukujemy książki o tych samych tytułach i je czytamy. Dlatego czasem sięgam po książki, o których wcześniej nie słyszałam, za to pasują mi do wyzwania :) Taką książką są właśnie Czerwone liście Thomasa H. Cooka.
Fabuła zostaje umiejscowiona w małym miasteczku Wesley, gdzie dochodzi do tragicznego zdarzenia. Zaginęła mała córeczka państwa Giordano, ośmioletnia Amy. Wszystko wskazuje na to, że zamieszany w sprawę jest piętnastoletni chłopiec, Keith, który tego wieczoru opiekował się dziewczynką. To wydarzenie uruchamia lawinę podejrzliwości, co z kolei sprowadza kolejne nieszczęśliwe wydarzenia. 

Opowieść poznajemy z perspektywy ojca Keith'a, Erica. To on jest narratorem tej historii, opowiadanej po latach. Poznajemy poukładaną rodzinę, gdzie w małżeństwie układa się bardzo dobrze, a syn, nastolatek, jest nieco wyobcowany, nie ma przyjaciół, ale nie stwarza większych problemów. Historia zaginięcia małej Amy kładzie kres rodzinnej równowadze. W relacje między jej członkami wkradają się niedomówienia i podejrzenia, wyciągane pochopnie wnioski. Eric próbuje jakoś się w tym wszystkim odnaleźć. Na dodatek próbuje wyjaśnić dlaczego jego pierwsza rodzina (ojciec, matka i rodzeństwo) działała w sposób na pozór normalny, a jednak nieco dysfunkcyjny. Cieniem na ich życiu kładzie się charakter i nieudane inwestycje ojca, tragiczna śmierć najpierw siostry, potem matki. okazuje się, że nie wszystko jest tak proste i poukładane jak się wydaje.

Nieczęsto czytam kryminały skonstruowane w taki sposób. Mimo, że osnową całej opowieści jest zaginięcie Amy to jednak autor skupia się bardziej na przeżyciach rodziny chłopca podejrzanego o dokonanie zbrodni, a konkretnie ojca Keith'a. Widzimy, jakie naprawdę relacje i uczucia panują w tej rodzinie. Odkrywamy to co ukryte, widzimy budzącą się podejrzliwość, nie tylko w stosunku do syna. Było to bardzo ciekawe i dość oryginalne. Tym bardziej podobało mi się, że oszczędzono mi krwistych szczegółów. Brakowało mi jednak trochę analizy uczuć samego Keith'a. Nie wiemy co on tak naprawdę przeżywał, choć możemy się tego domyślać. Niemniej, dzięki temu, powoli odkrywamy zagadkę. Spory nacisk położono na przeżycia Erica, dzięki czemu widzimy w jaki sposób funkcjonuje rodzina dotknięta podejrzeniami. Czy można naprawdę poznać drugiego człowieka? Jakie tajemnice ukrywa bliska osoba?

Czerwone liście to ciekawa, dobrze napisana powieść kryminalna. Temat został ujęty w niebanalny sposób, który przypadł mi do gustu. Polecam.

środa, 26 października 2016

Czerwone liście - William Faulkner

Cześć!

Ostatnio wpadły mi w łapki opowiadania Williama Faulknera, amerykańskiego pisarza, laureata Nagrody Nobla. Na Lubimy Czytać znalazłam całkiem pochlebne opinie, więc oczekiwania miałam spore. 
W tomiku zostało zamieszczonych jedenaście opowiadań. Nie będę się może rozpisywać na temat każdego z nich oddzielnie, tylko przemycę tu parę ogólnych myśli na ich temat. Po pierwsze opowiadania (w większości) są osadzone w Ameryce, choć ostatnie umiejscowione jest we Włoszech. Dotykają różnych problemów, ale na pierwszy plan wysuwają się takie tematy jak wojna, niewolnictwo, śmierć... 

Przyznaję, że nie jestem do końca zadowolona z lektury. Część opowiadań mi się podobała np. Ci wielcy ludzie, gdzie autor piętnuje regulaminy i schematy, w które wciśnięci są ludzie, bez których nie potrafią się odnaleźć, a jednocześnie chwali dumne, proste życie i uczciwą pracę. Na uwagę zasługuje też opowiadanie Suchy wrzesień, które obnaża hipokryzję białego człowieka, który - by "bronić" honoru białej kobiety gotów jest sam wymierzać "sprawiedliwość", nie sprawdziwszy nawet wiarygodności pogłosek - a w domu sam zamienia się w brutala i troglodytę. Na mój rozum facet po prostu znalazł sposób, żeby "honorowo" rozładować swoją agresję. Dość podobało mi się też opowiadanie W tył zwrot, gdzie mamy dwóch głównych bohaterów, żołnierzy - marynarza i lotnika i wraz z nimi wybieramy się na akcje. Faulkner ciekawie to rozegrał.

Z kolei inne opowiadania nie do końca mi odpowiadały. Czytając niektóre, nie do końca wiedziałam o co autorowi chodzi. Może to z powodu pewnych niedopowiedzeń, albo języka? A może tematyka była dość ciężkawa niekiedy? A propos języka - z jednej strony autor potrafi operować pięknymi, wręcz poetyckimi odniesieniami, ale czasem za bardzo komplikował swoje wywody. Troszkę mi to przeszkadzało. Mam wrażenie, że tłumaczenie też nie zawsze było idealne. Czasem irytowały mnie dialogi, jakieś takie nijakie. Na pewno moja nieznajomość historii Ameryki również stanowiła pewną przeszkodę, gdyż historie opowiadane przez Faulknera są w jej meandrach mocno zakorzenione. Choćby niewolnictwo czy wojna secesyjna odgrywały niepoślednią rolę.

Generalnie cieszę się, że zdecydowałam się na tę próbkę twórczości autora, ale jednak przekonałam się, że to nie jest coś co mnie zachwyca. Było ciekawie, ale nie zawsze wiedziałam do czego właściwie autor zmierza. Co z drugiej strony skłoniło mnie do zastanowienia się nad tekstem :) Nie mam zamiaru odradzać nikomu tych opowiadań. To co mnie przeszkadzało, kogoś innego może zachwycić. Ja jednak nie mam w planach (przynajmniej na razie) innych książek Faulknera.

środa, 12 października 2016

Kobiety - Andrea Camilleri

Cześć!

Andrea Camilleri to włoski pisarz i reżyser teatralny, sławny z tego, że stworzył postać komisarza Montalbano. Sama miałam przyjemność czytać chyba dwie książki z tym bohaterem i całkiem miło je wspominam. Tym razem sięgnęłam po książkę o wiele mówiącym tytule Kobiety.
Na pytanie o czym jest ta książka można odpowiedzieć jednym słowem: o kobietach. Autor zebrał w tej książce całą galerię kobiecych postaci wokół których snuje swoje historyjki. Każda z kobiet w jakiś sposób zostawiła swój ślad w pamięci pisarza i nieważne czy była to bohaterka wiersza, żona średniowiecznego wielmoży, kobieta, którą Camilleri poznał czy też, o której tylko słyszał. Znajdziemy tutaj przeróżne charaktery, które w jakiś sposób zachwyciły lub zainteresowały pisarza. Angelica, Bianca, Carla, Ksenia, Lulla, Zina... Postacie barwne, pełnokrwiste, nietuzinkowe.

Kobiety według Camilleriego to istoty tajemnicze, piękne, niebywale zmysłowe, niekiedy wręcz pierwotne w swej zmysłowości. Widać, że tę książkę pisał facet, z samego sposobu, w jaki pisał o paniach, oraz z rzeczy na które zwracał uwagę, często skupiał się na cielesności, instynkcie. Przy czym odniosłam wrażenie, że kobiety Camilleriego są częścią natury, są nieokiełznane, wolne i zachwycające. Podobały mi się te miniaturki, choć autor moim zdaniem za bardzo skupiał się na seksualności, nieco zaniedbując inne aspekty kobiecości - przynajmniej przy niektórych bohaterkach :)

Wydanie książki jest bardzo estetyczne. Twarda oprawa i okładka dopasowana do treści bardzo mi się podobały. Czcionka i układ tekstu są przyjazne dla oka i sprawiają, że Kobiety czyta się przyjemnie i płynnie. Miło spędziłam przy niej czas. Ciekawie było dowiedzieć się, jak nasza płeć widziana jest oczami mężczyzn. Choć mam wrażenie, że tacy mężczyźni jak autor powoli wymierają - tacy, którzy zachwycają się kobietą, dlatego, że jest kobietą. A i prawdziwa kobiecość też powoli się gubi w tym tempie życia, które sobie narzucamy. Warto się nad tym zastanowić, nad istotą kobiecości.

sobota, 8 października 2016

Dziedzictwo - Pam Jenoff

Cześć!

Dziedzictwo to pierwsza powieść Pam Jenoff, jaka wpadła mi w ręce. Wcześniej nie słyszałam o tej autorce, która - jak wyczytałam na okładce - napisała już kilka książek.
Życie Charlotte biegnie stałym rytmem - ma przytulny dom, pracę jako obrońca z urzędu oraz swoją małą stabilizację. Nie ma natomiast mężczyzny. Po tym jak Brian porzucił ja dla innej i to w dość nieciekawym okresie jej życia nie ułożyła sobie życia, mimo, że minęło już wiele lat. Jakom więc zaskoczeniem była dla niej wizyta byłego narzeczonego, który potrzebuje jej pomocy w pracy nad pewną sprawą. dotyczy ona Rogera Dykmansa, oskarżonego o zbrodnie wojenne. Mimo niechęci Charlotte angażuje się w sprawę, podobnie jak brat Briana - Jack. Okazuje się, że Roger nie chce współpracować, a ważny dowód w jego sprawie jest ukryty w tajemniczym, unikatowym zegarze. 

Razem z bohaterami wyruszamy więc w podróż do Europy - Niemcy, Polska, Austria i Włochy to nasza trasa. Jack, Charlotte i Brian mają nie lada zagadkę do rozwikłania. Sytuacji nie ułatwia fakt, że między braćmi panują od dawna pewne animozje oraz uraz Charlotte do Briana. Poza tym między bohaterką a jednym z braci zaczyna rodzić się uczucie. Równocześnie fragmentami poznajemy historię zegara, który trafiał z rąk do rąk, skrywając swoje tajemnice.

Fabuła mnie zaintrygowała, udowodniła, że nic nie jest czarno-białe, istnieje mnóstwo odcieni szarości. To co zrobił Roger z pewnością zasługuje na potępienie, ale miał po temu ważkie powody. Jak my zachowalibyśmy się postawieni przed wyborem? Poza tym na plus zaliczam wątek miłosny, który rozwijał się powoli, z obietnicą ciągu dalszego. Podobało mi się też, że część akcji dzieje się w Polsce :) Zastanawia mnie natomiast motyw braci, autorka dość mocno go eksploatowała (Roger i Hans, Jack i Brian, Sol i Jake) oraz trójkątów miłosnych (Hans, Roger, Magda i Jack, Brian, Charlotte). Poza tym mam wrażenie, że powieść jest nieco niedopracowana, niektóre wątki można by było rozwinąć, choć zapewne wydłużyłoby to powieść. Niektóre fragmenty były napisane niezbyt starannie, dialogi nieco sztuczne. Co jeszcze? Mało wiarygodne było dla mnie to, że Charlotte praktycznie po jednym telefonie dowiedziała się tego czego Roger próbował dowiedzieć się przez wiele lat... Niemniej całość czytało się całkiem przyjemnie, jeśli przymknęło się oko na te niedociągnięcia.

piątek, 23 września 2016

Kobiety - Zofia Nałkowska

Cześć!

Z Zofią Nałkowską do tej pory nie za bardzo było mi po drodze. Kojarzę jej Medaliony, ale nie pamiętam (!) czy je czytałam czy nie... Swego czasu dorwałam Kobiety jej autorstwa. Książka przeleżała u mnie trochę i wreszcie zdecydowałam się po nią sięgnąć.
Główną bohaterką, a zarazem narratorką powieści jest Janka Dernowiczówna. Historia, którą poznajemy, dotyczy głównie sfery jej uczuć, w większości związanych z mężczyznami. Janka to młoda kobieta, sama zarabiająca na siebie, ale nie lubiąca swej pracy. Jest pewna siebie, świadoma swej urody, ufna w swoją siłę, mająca bogaty świat przeżyć wewnętrznych. Mimo tego, mimo uczuć, jakie nią targają wydaje mi się jakaś taka... zimna, zbytnio skoncentrowana na sobie? Przyznam, że niespecjalnie ją polubiłam. Pragnęła miłości, ale niespecjalnie radziła sobie z tym uczuciem. To kobieta trudna, ciężka do zrozumienia, zapatrzona - mam wrażenie - we własne przeżycia wewnętrzne, za bardzo skupiona na sobie. Niby świadoma swej siły, emancypantka, egocentryczka, ale w głębi duszy chce, żeby przyszedł facet, jak za czasów prehistorycznych, przerzucił ją przez ramię i zabrał do swej jaskini nawet nie pytając o zdanie :)

Mam trochę problem z tą książką. Jest napisana starannym językiem, ale czasem ciężko zrozumieć co się w ogóle czyta. Świat przeżyć bohaterki jest jakiś taki egzaltowany, pełen patosu. Poza tym niektóre słowa były, moim zdaniem, nadużywane: przecudnie, przepyszne, męka, wężowe ruchy... Nie wiem czy w tamtych czasach była taka maniera pisarska czy składa się na to młody podówczas wiek autorki? Nałkowska napisała tę powieść w wieku 19 lat i podczas lektury zastanawiałam się czy świadomość tego faktu nie wpłynęła na mój odbiór utworu. 

Generalnie mam wrażenie, że Kobiety to utwór w swej wymowie nieco dekadencki. I faktycznie - bardzo kobiecy i zmysłowy. Typy kobiet tu przedstawionych są przeważnie cierpiące, najczęściej przez mężczyznę, który zazwyczaj w końcu odchodzi, albo zdradza. Mężczyźni zaś przedstawieni są nieco bardziej zróżnicowanie, ale tylko trochę. Świat przedstawiony w powieści jest światem pozorów, te wszystkie głębokie rozmowy, mądre wypowiedzi, dyskusje o pozycji kobiety, emancypacji, wolnej miłości - jak dla mnie wszystko to zalatywało pewną sztucznością. A najdziwniejsze było to, że - mimo wszystko - całkiem mi się ta książka podobała :)


poniedziałek, 5 września 2016

Dziedzictwo - Katherine Webb

Cześć!

Trochę odpuściłam z wizytami w bibliotece, sięgam za to po powieści z własnej półki. Jak mam coś z biblioteki to zawsze ta książka będzie miała pierwszeństwo, bo przecież trzeba oddać, a te na półce zawsze cierpliwie poczekają. Ale tym razem robię krótką przerwę - długo na pewno nie wytrzymam, ale może uda mi się choć z miesiąc czytać swoje książki? W każdym razie Dziedzictwo czekało już chyba prawie dwa lata. Kupiłam je za jakieś grosze w księgarni internetowej i odłożyłam na półkę, gdzie czasem kłuło mnie w oczy i przypominało o sobie. Wreszcie nadszedł jego czas.
Erica i Beth to dwie siostry, które po śmierci babki mają odziedziczyć rodzinną posiadłość, Storton Manor. Babka nałożyła na nie jednak pewne warunki - otrzymają spadek tylko, jeśli obie w nim zamieszkają. Siostry przyjeżdżają więc do miejsca, w którym nie były od lat, by zastanowić się co dalej. Powrót do Storton Manor jest bardzo bolesny. Dwadzieścia trzy lata temu wydarzyła się tu tragedia - zaginą kuzyn kobiet, Henry. Poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Erica, która wtedy była jeszcze mała nie pamięta co się właściwie wtedy stało. Chce sobie przypomnieć, pomimo oporu ze strony Beth. Ona pamięta. Nie chce jednak rozmawiać o tym z siostrą, uważa, że tak będzie lepiej. Sytuacja robi się napięta, gdy Erica spotyka dawnego przyjaciela z dzieciństwa - Dinny'ego. On też wie co wtedy się stało. Erica za wszelką cenę chce poznać prawdę. Jednocześnie porządkując rzeczy po babce trafia na trop tajemniczego dziecka i tajemnicy swej prababki Caroline. Kobieta była bardzo oschła, nienawidziła rodziny Dinny'ego - Cyganów obozujących na jej ziemi, nie potrafiła też dać ciepła i miłości własnej córce. Co takiego wydarzyło się w jej przeszłości, że zamieniło jej serce w kamień?

Autorka poprowadziła fabułę dwutorowo. Naprzemiennie poznajemy historię Caroline i historię Eriki, Beth i Dinny'ego. Po trochu odkrywamy ich tajemnice. Zaczyna się od mocnego uderzenia. Po takiej scenie, jaką zaserwowała mi autorka na początku nie byłam pewna czego do końca się spodziewać i czy spodoba mi się to co będę czytać. W miarę czytania ta historia ujęła mnie, choć była pełna cierpienia i tajemnic. Niewątpliwie wpływ na to miał także styl autorki, który bardzo mi pasował, choć na początku był niepokojący. Ale taki był chyba cel, aby wywołać niepokój, zainteresować swą tajemniczością.

Muszę przyznać, że polubiłam Erikę, choć czasem może była zbyt uparta. To jednak po pewnym czasie okazało się bardzo pozytywną cechą! Pomogło rozwiązać jedną tajemnicę oraz przybliżyło do odkrycia drugiej. Spodobał mi się zabieg autorki, aby przed czytelnikami odsłonić całą historię, jednak nie przed Eriką. Ona musiała się zadowolić jej częścią, reszty mogła się domyślać, ale całkowicie ją to zadowoliło, odkryła w tym pewien urok. My natomiast poznajemy tragiczną historię Caroline. Chciałabym napisać o niej coś więcej, o tym co sprawiło, że stała się taką oschłą, oderwaną od rzeczywistości kobietą. Nie chcę jednak odsłaniać zbyt wiele. Powiem tylko, że doświadczywszy prawdziwej miłości nie potrafiła jednak dostosować się do nowych warunków życia i do zupełnie innych ludzi, niż ci z którymi do tej pory miała do czynienia. Gdy doszły do tego problemy innej natury zaczęła popadać w przygnębienie, do tego doszły lęki, zazdrość, zawiść, osamotnienie, zawiedzione nadzieje, niezrozumienie... A na końcu tragedia. Polubiłam też Dinny'ego, jego rodzinę i innych Cyganów. Zostali oni tutaj przedstawieni w zupełnie innym świetle, niż zwykle pokazują stereotypy.

Pomimo, że nie przepadam raczej za zbyt smutnymi opowieściami, ta podobała mi się bardzo. Może dlatego, że kolejne pokolenia przełamały, w pewnym sensie, to dziedzictwo, które zostawili im w spuściźnie przodkowie? Tylko jedna rzecz mnie jeszcze ciekawiła, a nie dostałam odpowiedzi na te pytania: jakie były dalsze losy ludzi z rancza... Ale to by wyszła pewnie jeszcze inna historia :) Uważam, że powieść jest godna polecenia, choć sądzę, że bardziej spodoba się kobietom - choć i panom nie będę jej odradzać :)