Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyzwanie Wiedźmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyzwanie Wiedźmy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 listopada 2017

Róża. Obrazy i słowa - Roma Ligocka

Cześć!
Z Romą Ligocką miałam styczność już wcześniej, jeszcze w czasach przed założeniem bloga. Podobała mi się twórczość pisarki, ale przez dłuższy czas do niej nie wracałam. W zasadzie to trochę przez przypadek trafiłam na tę książkę - pasowała mi do wyzwania i ją wzięłam :)
Źródło: Lubimy Czytać
Róża. Obrazy i słowa to w zasadzie album łączący harmonijnie te dwa środki wyrazu. Wielbiciele malarstwa i rysunku będą mieli na czym oko zawiesić. ja się na tej dziedzinie sztuki nie znam zbyt dobrze a jeśli już to preferuję inny styl, ale muszę przyznać, że malarstwo Romy Ligockiej zrobiło na mnie wrażenie. Nie wiem czy tylko mnie się tak wydaje, ale z jej obrazów bije melancholia, smutek... Duże oczy, duże usta, w których znać zmęczenie? Jak dla mnie w tych rysunkach jest zawarty ciężki los Żydów, ich tułaczka, łagodna rezygnacja, zmaganie się z ostracyzmem przed wybuchem wojny, wyobcowanie...To tylko moja interpretacja, poparta w moim mniemaniu prozą autorki.

Bo w zapiskach Romy Ligockiej też dominuje melancholia. Najprawdopodobniej to przeżyta we wczesnym dzieciństwie wojna, Holocaust (Ligocka jest z pochodzenia Żydówką)- rzeczy, których dziecko nigdy nie powinno oglądać - sprawiły, że autorka nosi w sobie ogromne pokłady smutku, samotności, wyobcowania. Mam wrażenie jakby Ligocka była bezdomna. I nie chodzi o dach nad głową tylko o swoje miejsce na ziemi. O potrzebę kochania i bycia kochaną? Bycia potrzebną. 

Z kart tej książki-albumu wyłania się obraz osoby, kobiety wrażliwej, mocno odczuwającej, noszącej w sobie niezasklepione rany, bolesne wspomnienia, które rzucają cień na jej całe późniejsze życie. Z takim bagażem doświadczeń trudno normalnie żyć. Ciężko żyć ze świadomością co jeden człowiek może zrobić drugiemu. I to w imię czego? Domniemanej wyższości ras? Melancholijna, ale warta uwagi lektura.

czwartek, 16 listopada 2017

Krew i stal - Jacek Łukawski

Cześć!

Od pewnego czasu rzucało mi się w oczy nazwisko Łukawski i jego cykl o Martwej Ziemi. Kusiło mnie, zwłaszcza, że czytałam całkiem niezłe recenzje. W końcu pożyczyłam pierwszy tom w bibliotece (drugiego jeszcze nie mają, o zgrozo!). 
Źródło: Lubimy Czytać
Krew i stal to pierwszy tom cyklu Kraina Martwej Ziemi. Jest to seria łącząca klasyczne fantasy z mitologią słowiańską - coś co rzadko się u nas spotyka. W zasadzie to Wiedźmin, może powieści Dardy, ale to już bardziej horror. Chyba, że ja więcej nie kojarzę, a są takie. jeśli tak podrzućcie tytuły :) W każdym razie Krew i stal to debiut Jacka Łukawskiego. Tu od razu stwierdzę, że debiut całkiem udany :)

Król Wondettel jest umierający, do królestwa zjeżdżają zalotnicy do jego jedynej córki, księżniczki Azure. Na wschodzie zaś dzieją się niepokojące rzeczy. Martwica, która sto pięćdziesiąt lat wcześniej, w wyniku zderzenia potężnych czarów objęła tereny na wchód od Simare, zaczyna zanikać i tracić swą moc. Arthorn otrzymuje od doradcy króla ważne zadanie. Ma wyruszyć przesmykiem przez Martwicę i dotrzeć do świątyni Estel, aby odnaleźć tam ważne przedmioty oraz sprawdzić co stało się z poprzednią drużyną, która nie powróciła z wyprawy. Nikt nie wie co ich tam czeka, nawet Arthorn. Jednak to co tam zobaczyli, z czym musieli się zmierzyć, przeszło ich wyobrażenia. czy zdołają powrócić do Wondettel? Czy wypełnią zadanie? Jest ono tym trudniejsze, że gdzieś tam czai się zdrajca...

Podobała mi się historia, którą przedstawił autor. Idea Martwicy to pewne novum, choć mnie przypomina niebezpiecznie zrzucenie bomby atomowej - choć nie do końca jednak. W każdym razie pomysł ciekawy i niebanalny. O bohaterach tej opowieści nie dowiadujemy się wszystkiego. Prym wiedzie z pewnością Arthorn, o którym wiemy nieco o jego przeszłości,a le to raczej urywki. Myślę, że więcej dowiemy się w następnych tomach. Bo Krew i stal to tylko wstęp. Czytałam gdzieś, że są planowane trzy tomy i to widać, że pierwszy to tylko początek. Bowiem zostawia nas z wieloma pytaniami, pewnych spraw tylko dotyka, nie wiemy co się dalej stanie, jak się sprawa rozwinie. W zasadzie autor zostawił nas w takim momencie, że nasza ciekawość może zostać zaspokojona tylko sięgnięciem do drugiego tomu :)

Przyznam, że czuję się trochę zagubiona w tych wszystkich intrygach, ale liczę, że kolejne części cyklu nieco rozjaśnią mi w głowie. Podobnie miałam przy Wiedźminie zresztą - za dużo intryg :) Natomiast podobało mi się wprowadzenie typowo słowiańskich stworów typu dziwożony, utopce itp. Krew i stal, jak sama nazwa wskazuje to dość krwawe fantasy, ale tego akurat wymaga konwencja, w której stronę poszedł autor. Chciałabym przeczytać kolejne części, by poznać losy Arthorna i dowiedzieć się czy wyszedł cało z opresji, w którą na końcu wpakował go Łukawski :) Czy uda mu się ocalić królestwo? Oto pytanie, na które odpowiedzi muszę poszukać w kolejnych tomach :) Polecam!

niedziela, 20 sierpnia 2017

Motylek - Katarzyna Puzyńska

Cześć!

Wow, miesiąc mnie tu nie było! Ostatnio trochę się dzieje w moim życiu, zmieniłam pracę i jestem na etapie ogarniania nowych obowiązków. Dlatego trochę (sporo) mniej czasu spędzam w sieci. Nie pisałam i (niestety) nie zaglądałam też do Was. Jeszcze trochę czasu minie, zanim wszystko opanuję, ale myślę, że już na tak długi czas bloga bez gospodyni nie zostawię. Przynajmniej taką mam nadzieję :P

Ale (jak mawia komisarz Kopp)! Do rzeczy! Dziś przedstawię Wam książkę, którą sporo z Was zapewne doskonale zna! Seria o Lipowie jest jedną z popularniejszych cykli w polskich kryminałach. Ja swoją przygodę zaczęłam od drugiego tomu, który dość mi się podobał, ale strasznie mnie irytowało powtarzanie imion i nazwisk wraz ze stopniami co 5 minut. Na szczęście w Motylku nie było to aż tak widoczne:)
Źródło: Lubimy Czytać

Lipowo - senna wioska, jakich wiele. Nic się tutaj nie dzieje. Największą atrakcją są przyjeżdżający w lecie turyści i lokalne ploteczki. Każdy każdego zna. W tej małej społeczności rozgrywa się tragedia. Na szosie zostaje znaleziona przejechana zakonnica. Sprawa wydaje się prosta, dlatego dostają ją do rozwiązania lokalni policjanci. Jednak w trakcie rutynowego dochodzenia wychodzą na jaw szczegóły przeczące teorii o przypadkowym potrąceniu. Wkrótce ginie kolejna osoba. Tym razem nie ma wątpliwości, że było to wyjątkowo brutalne morderstwo. Do pomocy lipowskim funkcjonariuszom zostaje przydzielona sławna komisarz kryminalna z Brodnicy. Sprawy posuwają się mozolnie naprzód, a na jaw wychodzą nowe tropy i fakty. Sprawy nie ułatwia fakt, że osoby, które poznajemy ma też swoje małe tajemnice, które lepiej, żeby pozostały w ukryciu. czy obie śmierci są ze sobą powiązane? Czy mieszkańcy Lipowa mogą spać spokojnie?

Zacznę może od postaci. Nie ma podziału na czarnych i białych bohaterów, nikt nie jest idealny. Może Daniel się taki wydaje, ale za to ma kilka nadprogramowych kilogramów. Co do reszty, to każdy ma swoje problemy, jakieś grzeszki na sumieniu czy sekrety, których nie chce zdradzić. Niektóre osoby były wybitnie irytujące, inne nieco naiwne, jeszcze inne zagubione. Biorąc pod uwagę, że autorka jest z wykształcenia psychologiem nieźle jej to wyszło. Choć w niektórych przypadkach troszkę przesadziła. Nie jestem pewna czy postać Ewki Rosół na przykład jest wiarygodna. Po takich przeżyciach zachowuje się wyjątkowo dziecinni, żeby nie powiedzieć głupio. Ale to może przez to, że wychowywała się bez matki, nie miała wzorca? 

Sama fabuła jest dość zagmatwana i do końca nie wiemy kto okaże się mordercą. Autorka podsuwa różne tropy, by je później zmylić. Okazuje się, że motywy sięgają w przeszłość i wszystko układa się w zgrabną całość. Pokazuje też jak toksyczne relacje w rodzinie wpływają na dzieci i co z tego może wyniknąć. Całość czyta się dobrze, możemy się przywiązać do niektórych postaci. Wydaje mi się, że autorka dobrze też oddała klimat małej, zamkniętej społeczności oraz ludzkich problemów: tu przemoc domowa, tam brak rodzica, jeszcze gdzieś indziej zdrada... To wszystko składa się na ludzkie życie.

Tę część czytało mi się lepiej niż drugi tom. Nie wykluczam, że sięgnę po inne :) Polecam miłośnikom literatury kryminalnej, zwłaszcza osadzonej na rodzimym podwórku.

wtorek, 11 lipca 2017

Zagubiony autobus - John Steinbeck

Cześć!

Ale mnie tu dawno nie było :) W tym czasie kontynuowałam znajomość z wujaszkiem Johnem. Bardzo lubię tego autora, choć pierwsze zetknięcie z nim nie zachwyciło mnie. Za to drugie już tak i od tej pory od czasu do czasu sięgam po jakąś perełkę Steinbecka. Tym razem padło na Zagubiony autobus.
Źródło: Lubimy Czytać

Fabuła skupia się wokół dosłownie kilku osób podróżujących autobusem w różnych celach. Kierowcą jest pół-Meksykanin, pół-Irlandczyk Juan, zaś jego żona prowadzi restaurację. O ile Juan sprawia sympatyczne wrażenie, o tyle Alice jest raczej antypatyczna. Pomimo, że mężczyzna też nie jest święty, to jednak da się lubić. Państwo Chicoy zatrudniają kelnerkę Normę oraz pomocnika w warsztacie zwanego (nie bez powodu) Pryszczem. Pasażerowie to zaś zbieranina różnych osobowości - rodzina wyjeżdżająca na wakacje do Meksyku, na pozór idealna; akwizytor firmy wyrabiającej dziwne i śmieszne gadżety, wiecznie narzekający i wszystko czarnowidzący staruszek oraz piękna, tajemnicza kobieta o podejrzanym zawodzie. Razem tworzą różnorodną mieszankę charakterów. Zostaną one wypróbowane, gdy podczas podróży napotkają niespodziewane problemy.

Steinbeck jest wnikliwym obserwatorem ludzkiej natury. Jego bohaterowie nie są płascy, jednowymiarowi. To postaci z krwi i kości, żaden z nich nie jest czarny lub biały, jest za to pełen różnych odcieni szarości. Weźmy Juana - to dobry człowiek, z poczuciem humoru, ale jednocześnie potrafi zdradzić żonę. Camille, kobieta o szemranej pracy, a jednocześnie marząca o spokoju. To tylko przykłady, ale obrazujące to, jaką złożoną naturę posiada człowiek. Każdy z nas nosi w sobie pierwiastek dobra i zła. Autor obrazuje też w jakim zakłamaniu można żyć przez wiele lat. Otaczanie się iluzją jest wygodne, ale przynosi często poczucie osamotnienia czy niezrozumienia. W bardzo subtelny sposób dotyka tematu powrotu do życia w społeczeństwie osób, które dotknął koszmar wojny. Polityka, samotność, seksualność, dojrzewanie, zakłamanie - między innymi te tematy zostały poruszone w Zaginionym autobusie. Podoba mi się też przewrotność tytułu :)

Jak to u Steinbecka akcja toczy się niespiesznie, jak to kolega Ciastek kiedyś zauważył - to jest tak jakby się siedziało na zewnątrz z czymś dobrym w kubeczku i słuchało opowieści niezrównanego gawędziarza :) Język jakim posługuje się autor jest prosty i łatwy w odbiorze. Jak zwykle na uwagę zasługują piękne opisy krajobrazu - Steinbeck to potrafi :) polecam serdecznie wielbicielom twórczości autora :)

Tytuł: Zagubiony autobus (The wayward bus)
Autor: John Steinbeck
Strony: 399
Wydawnictwo: Czytelnik
Seria: Nike
Źródło: biblioteka

środa, 7 czerwca 2017

Sen nocy letniej - Arne Dahl

Cześć!

Do skandynawskich kryminałów mam stosunek mieszany. Swego czasu był na nie szał, a i teraz są bardzo popularne. Ja bardzo lubię trylogię Larssona, podoba mi się Horst, do Läckberg po dwóch podejściach jest 1:1. Zdaje się, że próbowałam też przeczytać jakąś powieść Marklund, ale nie przebrnęłam :) Nesbø przeczytałam jedną książkę i na razie nie mam ochoty na więcej. Ot, cała historia :) A jak było z Dahlem?
Jest czerwiec, zbliża się świętojańska noc. W Drużynie A - sekcji policji do spraw przestępstw międzynarodowych - następują spore zmiany. Na emeryturę odchodzi dotychczasowy szef Jan-Olov Hultin, a Paul Hjelm przenosi się do innego wydziału. W zamian policjanci dostają Lenę Lindberg i Jona Andersona. O ile Lena szybko się aklimatyzuje, o tyle Jon jest oddzielony od reszty jakby szybą i trzyma się zawsze z boku. Okazuje się, że ma ku temu powody. W tym okresie zmian trafia do nich kilka dziwnych spraw. Zabójstw pozornie nic ze sobą nie łączy, każde jest inne i dotyczy różnych środowisk. Jest jednak coś co je wszystkie łączy. Czy Drużynie A uda się powiązać wszystkie te sprawy i złapać mordercę? Co z tym wszystkim ma wspólnego donos na policjanta, członka Drużyny A - Jorge Chaveza? I czy Jon Anderson wreszcie znajdzie wspólny język z resztą zespołu?

Sen nocy letniej to szósta część z serii o Drużynie A. Ja zaczęłam od tego tomu i dochodzę do wniosku, że jednak lepiej czytać po kolei. Dlaczego? Otóż, nie mogłam do końca się połapać we wszystkich postaciach i nie mogłam załapać ich żartów i atmosfery panującej w grupie, do których - jak podejrzewam - stali czytelnicy mogli się przyzwyczaić.Przez to początek wydał mi się nieco ciężki. Poza tym czasem pojawiały się odnośniki do poprzednich tomów, które co prawda może nie były tak istotne dla fabuły, ale dla mnie było to irytujące, że nie wiedziałam o co chodzi. Jednak zaznaczam, że to nie wina samej książki tylko tego, że nie znam wcześniejszych tomów. 

Bohaterowie są ludzcy i da się ich polubić, choć i im zdarza się popełniać czysto ludzkie błędy, jak choćby odgrodzenie od Jona. Pracują naprawdę z oddaniem, a przy tym dobrze się ze sobą dogadują. Sprawy którymi się zajmują są skomplikowane i intrygujące. czytelnik jest naprawdę ciekawy jak to wszystko się rozwiąże. kto okaże się mordercą, czy poszczególne sprawy łączą się ze sobą czy jednak każda z nich jest odrębna. Jednak muszę postawić autorowi zarzut, że jednak - moim zdaniem, zaznaczam - intryga nie jest wiarygodna. Morderca musiałby posiadać ogromną wiedzę, jeszcze większe szczęście, być skrupulatnym i pedantycznym w niesamowitym stopniu i być genialnym psychologiem, żeby wszystko udało mu się tak jak w książce. Jeszcze w przypadku Naski jestem w stanie to zrozumieć, ale jeśli chodzi o innych? Nieco za bardzo to naciągane. Poza tym same pobudki mordercy nie są dla mnie do końca jasne. Niby na końcu znajdujemy pewne wyjaśnienie, ale.. No właśnie, nie do końca mnie to przekonuje. Mamy za to nawiązanie do sztuki Szekspira o tym samym tytule co liczę na plus. Lubię takie smaczki w książkach :) Poza tym mamy też nawiązania do Polski, co również mi się podobało. jakie? Przeczytajcie sami :P

Generalnie Sen nocy letniej jest książką dobrą, ale jednak ta intryga, którą stworzył autor mnie nie przekonała. Nie kupuję tego i już. Niemniej polubiłam bohaterów i nie wykluczam, że sięgnę po inne książki autora. Choćby tylko po to, aby zostać z nimi dłużej oraz przekonać się czy autor jest w stanie stworzyć bardziej wiarygodny mechanizm zbrodni.

A Wy? Czytaliście coś tego autora? Jakie macie spostrzeżenia?

Tytuł: Sen nocy letniej (En Midsommarnattsdröm)
Autor: Arne Dahl
Strony: 399
Wydawnictwo: Czarna Owca
Źródło: biblioteka

poniedziałek, 8 maja 2017

Zaczarowany kwiecień - Elizabeth von Arnim



Cześć!

Odkąd przeczytałam na blogu Miasto książek o Zaczarowanym kwietniu Elizabeth von Arnim miałam wielką ochotę ją przeczytać. Teraz miałam okazję po nią sięgnąć, bo pasuje mi do wyzwania Wiedźmy :) Gdyby nie to pewnie dalej odciągałabym lekturę. Wcześniej miałam do czynienia z autorką i jej Elizabethi jej ogród. Byłam ciekawa czy druga z książek też przypadnie mi do gustu.
Poznajemy młodą, zahukaną panią Wilkins. Tkwi w niezbyt udanym małżeństwie, jest szarą myszką i generalnie nie jest szczęśliwa. Podczas jednego z jej szarych monotonnych dni zauważa w gazecie ogłoszenie o możliwości wynajęcia zamku we Włoszech na cały kwiecień. Ten pomysł zawładnął nią do tego stopnia, że przekonała dopiero co poznaną znajomą, aby jej towarzyszyła. Razem z panią Arbuthnot w celu obniżenia kosztów zabierają ze sobą jeszcze dwie inne kobiety, zostawiają mężów i wyruszają na podbój Włoch. Atmosfera w San Salvatore, na początku sztywna, sprawia jednak, że każda z pań w ten czy inny sposób zmienia się. Pani Wilkins twierdzi, że w tym starym zamku nie można nie odczuwać miłości.

Każda z pań jest inna. Pani Wilkins, z dala od męża i szarej Anglii wreszcie się odpręża i staje się bardziej pewna siebie. Pani Arbuthnot odkrywa czego tak naprawdę najbardziej pragnie, a czego nie dało jej dotychczasowe cnotliwe życie. Pani Fisher pod warstwą rezerwy i pogardy dla młodych ludzi ukrywa zupełnie inną osobę, które pod wpływem Włoch i towarzyszy zaczyna dobijać się na zewnątrz. A lady Caroline, zwana Klejnocikiem, chce wreszcie przemyśleć swoje życie i postanowić co dalej. Pomimo pewnej monotonii ich dni, te wakacje zrobią dla pań wiele dobrego. Pomogą odzyskać równowagę ducha, a także znaleźć lub odkryć co naprawdę jest w życiu ważne.

Pomimo pewnej staroświeckiej otoczki (a może właśnie dzięki niej) Zaczarowany kwiecień okazał się książką uroczą. Choć nie każde rozwiązanie jakie przyjęła autorka mi się podobało to jednak takie jest życie, niestety… Pomimo to powieść jest dla mnie hymnem na temat miłości. A głównym jej przesłaniem jest to, że patrząc na drugą osobę przez pryzmat miłości dostrzegamy jej piękno, nawet pomimo mankamentów.  I to jest moim zdaniem wspaniałe.

Nie polecę tej powieści wszystkim, bo czuję, że nie każdego zachwyci, ale jeśli lubicie taką troszkę trącącą myszką, staroświecką literaturę to się nie zawiedziecie :)

niedziela, 23 kwietnia 2017

Książę Kaspian - C.S. Lewis

Cześć!

Upłynął ponad rok, odkąd przeczytałam pierwszą część Opowieści z Narnii. Uznałam, że to klasyka literatury dziecięcej, którą watro poznać. Tom pierwszy mi się podobał, dlatego sięgnęłam po drugą część.
Od wydarzeń opisanych w pierwszym tomie w Anglii upłynął rok. Dzieci zmierzają właśnie do swoich szkół, aby rozpocząć naukę. W Narnii natomiast upływ czasu jest inny. Nie wiemy dokładnie ile czasu upłynęło, odkąd Królowe i Królowie Narni powrócili do swojego świata - setki, a może tysiące? Dość, że o Piotrze, Zuzannie, Edmundzie i Łucji mało kto słyszał, a jeszcze mniej stworzeń wierzy, że oni rzeczywiście istnieli. Wielu uważa, że zarówno oni, jak i Aslan to tylko legenda. Tymczasem w kraju nie dzieje się najlepiej. Narnia została podbita przez naród Telmarów, a obecnie włada nimi uzurpator Miraz. Prawowitym dziedzicem jest zaś młody Kaspian. Od starej niani dowiaduje się o istnieniu Starej Narnii, gdzie zwierzęta mówiły, a po świecie chadzały driady, fauny i karły. Jest to jednak niebezpieczna wiedza i chłopiec po pewnym przykrym wydarzeniu musi ukrywać się ze swymi zainteresowaniami. Gdy Mirazowi rodzi się syn, Kaspian staje się przeszkodą w objęciu tronu przez uzurpatora, dlatego, aby uniknąć śmierci chłopiec musi uciekać. Po drodze przekonuje się, że historie o Starej Narnii to nie tylko legendy a w ukryciu mieszkają różne dziwne istoty. Kaspian przy ich pomocy postanawia odzyskać tron. Problem tkwi w tym, że armia Miraz jest potężniejsza. Chłopiec postanawia wezwać pomoc.

W drugim tomie Opowieści z Narnii spotykamy kilku starych znajomych oraz całą plejadę nowych postaci. Będą musieć po raz kolejny zmierzyć się z przeważającą siłą wroga, który nie ma dobrych zamiarów. Kaspian to chłopiec dzielny, choć troszkę naiwny. Przygody jakie przeżył po ucieczce sprawiły, że zmężniał i stał się przywódcą. Królowe i Królowie Narnii niewiele się zmienili, może poza Edmundem, który wyrósł na naprawdę dobrego chłopca. Po powrocie do Narnii czeka ich długa wędrówka, z niewiadomą czekającą u kresu. czy uda im się pomóc Kaspianowi? Czy zdążą na czas? Czy uda im się spotkać Aslana?

Książę Kaspian to pouczająca powiastka, napisana prostym lecz przyjemnym w odbiorze językiem - w sam raz dla dzieci. Przyznaję, że ja wolałabym już nieco dojrzalszy styl, ale nie jestem głównym odbiorcą tych książek, więc nie mam prawa narzekać. Jak wspomniałam - dla dzieci jest idealny. Fabuła jest ciekawa, choć przewidywalna, czyta się ją szybko i przyjemnie, a wyobraźnia autora jest naprawdę spora. Polecam :)

Tytuł: Opowieści z Narnii. Książę Kaspian (Prince Caspian)
Autor: C.S. Lewis
Strony: 158
Wydawnictwo: Pax
Źródło: Biblioteka Publiczna

niedziela, 16 kwietnia 2017

Jeszcze pięć minutek - o. Adam Szustak OP

Cześć!

Jeśli czytacie mnie od jakiegoś czasu, to zapewne wiecie, że nie unikam książek związanych z religią katolicką. Zwykle sięgam po Szymona Hołownię, albo po ojca Adama Szustaka. Ostatnio miałam przyjemność przeczytać jedną z jego książek. Ojciec Adam to postać bardzo ciekawa i sympatyczna :) Lubię czasem obejrzeć go na youtube (jakby ktoś był zainteresowany, jego kanał to Langusta na palmie) i przyznam szczerze, że troszkę zazdroszczę mu daru wymowy. bo gadane to on ma :D Jeszcze 5 minutek to właśnie książkowa wersja jego popularnych filmików. 
Książka podzielona jest na kilka kategorii. W każdej z nich poznajemy ciekawostki z innej dziedziny. Przede wszystkim ojciec Adam odkrywa przed nami sekrety roślin, zwierzaków, ale także ciekawostki związane z ludźmi, znanymi markami czy wydarzeniami. Ciekawostki, historyjki, a gdzie tu miejsce na duchowość - spytacie. Otóż! Każda opowieść znajduje przełożenie na jakąś duchową prawdę. To jest moim zdaniem niesamowite, że w każdej praktycznie rzeczywistości, każdej przestrzeni życia ludzi, zwierząt czy roślin znaleźć można odniesienia do życia duchowego. Moim zdaniem to jest świetne! Zwłaszcza, że jak wspomniałam o. Szustak ma naprawdę sympatyczną cechę - potrafi świetnie opowiadać. Same w sobie historyjki są również ciekawe i wiele się z nich dowiedziałam. Czy słyszeliście na przykład o pewnym australijskim farmerze, który wygrał ultramaraton biegnąc w gumiakach? Albo o pewnej krewetce, która będąc praktycznie ślepa skumała się z pewną rybką (babką), która ostrzega ją przed niebezpieczeństwem? Albo w jaki sposób sałata broni się przed mszycami, które uwielbiają ją podgryzać? Czy też co jaka jest natura osła? Jeśli nie, zapraszam do książki ojca Adama. Każda historyjka jest krótka, w sam raz na te 5 minutek zawartych w tytule :)

Oprócz ukrytych w każdej historii prawd duchowych o. Szustak zamieszcza na końcu każdego podrozdziału cytat z Biblii. Przyznam szczerze, że jeszcze nie przeczytałam całej Biblii. Boję się tej lektury, boję się, że jej nie zrozumiem, albo zrozumiem opacznie. Tym bardziej podziwiam ludzi, którzy Biblię ogarniają i tak, jak Szustak potrafią rzucić cytatem, który jest tak adekwatny do sytuacji, że bardziej już nie może. Uważam, że to niesamowite i udowadnia, że w Biblii faktycznie ukryte są wskazówki dotyczące każdej sfery życie, trzeba tylko umieć je odnaleźć. 

Dla mnie ta książka ma wartość podwójną, gdyż po pierwsze wzbogaciła moją wiedzę, otworzyła mi oczy na cudowny świat wokół mnie, na pracę jaką wykonują naukowcy. Po drugie zaś, w każdej sytuacji można znaleźć odniesienie do duchowych prawd. Polecam!

środa, 22 marca 2017

Zbrodnia w szkarłacie - Katarzyna Kwiatkowska

Cześć!

Wreszcie udało się! W moje ręce wpadła powieść Katarzyny Kwiatkowskiej Zbrodnia w szkarłacie, czwarty tom z cyklu o Janie Morawskim. Żałuję, że nie miałam okazji poznać wcześniejszych tomów, ale ich znajomość nie jest konieczna do zrozumienia fabuły i spokojnie można czytać ją jako oddzielną całość. 
Jan Morawski został zaproszony do Jezior przez swoich krewnych, aby pomógł im szukać skarbu dziadka. Ów starszy jegomość przed śmiercią schował spadek przed rodziną i zmusił ich aby trochę pogłówkowali szukając go. Zadanie okazuje się jednak niezwykle trudne i nawet inteligentny Jan ma z nim kłopot. Tym bardziej, że nad majątkiem zbierają się czarne chmury. Nie dość, że za kilka dni ma się odbyć ślub kuzynki Jana, Heleny, a dziewczyna nie ma posagu (miał nim być skarb dziadka) to jeszcze sam dwór jest totalnie zadłużony, a gospodarze mają na głowie rozkapryszoną bratową oraz jej zastraszoną siostrzenicę. Jakby tego było mało w Jeziorach dochodzi do morderstwa, a zabity zostaje wierzyciel pana Jerzego - właściciela majątku - a do zbadania sprawy zostaje wysłany pan Joachim, dobrze wychowany Prusak, który nie może oderwać oczu od pięknej panny młodej... Na dodatek, gdy Jan zaczyna przeprowadzać śledztwo szybko okazuje się, że ... wszyscy kłamią. Czy Morawskiemu uda się rozwiązać zagadkę? Czy dojdzie do ślubu Heleny i Andrzeja? Co łączy Helenę i Joachima? 

Początek był dość chaotyczny, przynajmniej moim zdaniem. Może dla osób znających wcześniejsze tomy byłby bardziej jasny, ale ja czytając go byłam troszkę zagubiona. Na szczęście, jak już się wgryzłam w fabułę to czytało się świetnie. Czegóż my tu nie mamy!? Mamy morderstwo (nawet dwa), mistyfikację, nieporozumienia, kłamstwa i tajemnice, rodzinny skarb, ślub, który zostaje odwołany (choć przygotowania nadal trwają), konwenanse i całą plejadę barwnych bohaterów. Szczerze mówiąc, jak dla mnie to troszkę za dużo było tych wątków i autorka za bardzo wszystko pogmatwała. choć z drugiej strony dzięki temu zabiegowi utrzymuje cały czas zainteresowanie czytelnika. byłam bardzo ciekawa jak Katarzyna Kwiatkowska połączy wszystkie wątki i czy je zamknie w sensowny sposób. Troszkę jestem ciekawa postaci pana Joachima, który był moim zdaniem potraktowany nieco po macoszemu - chciałabym się nieco więcej o nim dowiedzieć. Poza tym niektóre sceny były nieco dziwne (np. Jerzowa ze swoją determinacją w sprawie wesela córki, sposób, w jaki potraktowała Jana, gdy znalazł ciało drugiej ofiary). No ale jestem w stanie to przełknąć, bo jak wspomniałam, powieść czytało się naprawdę przyjemnie i z zainteresowaniem.

Podobała mi się konwencja kryminału retro, czuć tutaj inspirację Agathą Christie, która jest mistrzynią tego gatunku. Polubiłam bohaterów, zwłaszcza Jana i Mateusza, natomiast irytowało mnie, że każdy z domowników kłamie i coś ukrywa. W każdym razie miło spędziłam czas z tą lekturą, pomimo tych kilku drobnych minusów, o których wspomniałam wcześniej.

niedziela, 26 lutego 2017

Irlandzki sweter - Nicole R. Dickson

Cześć!

Dzisiaj opowiem Wam o książce Nicole R. Dickson Irlandzki sweter. Wcześniej autorki nie znałam, choć od dłuższego czasu chodziła za mną ta pozycja. I wreszcie jest, jej lektura już za mną :)
Rebecca Moray przybywa na małą irlandzką wyspę wraz z małą córeczką, Rowan, aby - jako archeolog tkanin - badać wytwarzane tam tradycyjną metodą swetry. Nie zdaje sobie sprawy, że wszyscy wiedzą o niej praktycznie wszystko za sprawą opowieści jej przyjaciółki Sharon, która wywodziła się z tej właśnie wyspy. Rebecca zostaje przyjęta bardzo ciepło i szybko zaczyna brać udział w życiu lokalnej społeczności. Jednak nie czuje się w pełni zadowolona. Coś jest nie tak. To przeszłość nie może dać o sobie zapomnieć, tworzy bariery i więzy, z których dziewczyna nie może się wyzwolić. Czy mieszkańcy wyspy, w tym rudowłosy Fionn, pomogą jej zapomnieć o przeszłości i zacząć nowe życie? W tym samym czasie z Rowan zaprzyjaźnia się niezbyt sympatyczny staruszek, Sean, który pod wpływem dziewczynki zaczyna się otwierać. Po czterdziestu latach należy zamknąć pewien rozdział, z którym stary musi się uporać.

Lubię od czasu do czasu sięgnąć po obyczajówkę z romansem w tle. Oczekuję wtedy miłych chwil spędzonych przy lekturze i tutaj dostałam to czego się spodziewałam. Nie obyło się jednak bez małych "ale"... Otóż! Niektóre zachowania Rebeki niekoniecznie przypadły mi do gustu. Na wyspie każdy starał się jej pomóc, a ona czasem zachowywała się nieracjonalnie. Zresztą ogólnie, niektóre zachowania bohaterów były nie do końca zrozumiałe dla mnie :) To tyle z minusów. Jeśli chodzi o plusy to: podobał mi się motyw powieści dotyczący swetrów, Sama historia była ciekawa, z chęcią odkrywałam jej kolejne strony. Polubiłam bohaterów, mieszkańców wyspy. Bardzo się cieszę, że akcja została umieszczona na irlandzkich wyspach i że miałam okazję poczuć ich klimat. Chciałabym kiedyś udać się w wielką podróż - Irlandia mogłaby znaleźć się na mojej trasie. ta wyspa ma w sobie coś...

Irlandzki sweter to ciepła, przyjemna opowieść zamykająca w sobie motyw miłości, ale także przemocy, samotności i odwagi. Uroku powieści dodaje też śliczna - moim zdaniem - okładka. Jedna tylko jeszcze uwaga - opis na Lubimy czytać troszeczkę wprowadza w błąd. Lubię, gdy lektura mimochodem uczy mnie czegoś nowego. Tutaj dowiedziałam się czym jest gansej :) Książka podobała mi się, więc polecam, zwłaszcza miłośnikom obyczajówek :)

Tytuł: Irlandzki sweter (Casting Off)
Autor: Nicole R. Dickson
Strony: 411
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

wtorek, 7 lutego 2017

W syberyjskich lasach - Sylvain Tesson

Cześć!

Czy nie mieliście kiedyś ochoty zaszyć się gdzieś w głuszy, z dala od ludzi, zgiełku i problemów tego świata? Żyć w zgodzie z naturą, żywić się prostymi potrawami, oddawać się prostym zajęciom i czerpać z tego radość? Przyznam, że czasem mi się marzy takie życie, choć nie wiem jak długo bym tak wytrzymała. Mogłoby się też okazać, że takie życie jest dla mnie stworzone. W każdym razie , w pierwszej połowie roku 2010 francuski podróżnik i pisarz Sylvain Tesson postanowił spełnić swoje marzenie i na pół roku zaszyć się w chacie nad Bajkałem. O tym okresie opowiada właśnie jego książka W syberyjskich lasach.
Sylvain Tesson to postać bardzo ciekawa. Przed swoją decyzją o zamieszkaniu nad Bajkałem był pędziwiatrem, nosiło go po świecie. Odbył podróż dookoła świata rowerem, przebył Himalaje, przejechał konno z Kazachstanu do Uzbekistanu a na dokładkę pokonał trasę uciekinierów z Gułagu z Syberii do Indii. Jednakże od dawna marzyła mu się chata w dziczy i w 2010 roku to marzenie zrealizował. Zabrał prowiant, sprzęt niezbędny do przetrwania, kilkadziesiąt książek i mnóstwo wódki i wyruszył nad Bajkał. 

Prawie 6 miesięcy życia w lesie upłynęły mu na wędrówkach, lekturze, przemyśleniach, obserwacji świata zwierząt i roślin, łowieniu ryb, reperowaniu osprzętu, piciu (całkiem niezły zapasik autor zabrał ze sobą), paleniu i chłonięciu życia. Gdy zaś zatęsknił za ludzkim głosem wybierał się do któregoś z "sąsiadów" - kilka godzin marszu i jest na miejscu. Czasem również ktoś go odwiedzał przywożąc wieści czy wpadając ot tak. Większość czasu spędzał jednak sam, a później, wiosną z dwoma psami: Ajką i Bekiem. Jak sam wspomina prowadził życie eremity (chyba lubił to słówko, bo kilku lub kilkunastokrotnie je używał). Tu jednak pojawił się mały zgrzyt, bo nie wiem czy eremici tak lubili się upijać i korzystali z cygar i papierosów :)

Generalnie Tesson jest zarówno obserwatorem, jak i uczestnikiem leśnego życia. Stara się za bardzo nie szkodzić, nie ingerować w naturę, a raczej żyć z nią w zgodzie. I to bardzo mi się podobało. Podobał mi się też styl jego pisania, ale to już do pewnego stopnia. Część całkiem przyjemnie się czytało, aż tu nagle wyskakuje z jakimś bardzo poetyckim porównaniem, które mnie osobiście wydawało się sztuczne i na siłę wymyślane. Gdyby tak opuścić te fragmenty czytałoby się ten dziennik o wiele przyjemniej. Choć i tak nie narzekam, może dlatego, że idea życia blisko przyrody bardzo mnie kusi. 

Wspomniałam wyżej o tym, że autor zabrał ze sobą sporo zapasów alkoholu. Trochę mi się to nie podobało, bo czy potrzebował naprawdę aż tyle (!) wódki, żeby przetrwać te kilka miesięcy? No dobra, sama czasem lubię napić się lampki wina czy kieliszek likieru, ale bez przesady. Choć z drugiej strony to jego wyprawa, więc mógł robić co chciał :D 

Miałam spore oczekiwania wobec tej lektury. Do pewnego stopnia książka je spełniła: jest dzika przyroda? Jest! Jest Bajkał? Jest! Są wędrówki i obserwacja przyrody? Są! Jest zimno, mróz, burze i zawieruchy? Są! Ale są też pseudopoetyckie porównania i nieco za dużo picia, żeby nazywać się eremitą. Mimo wszystko polecam osobom, które marzą o małej chatce w lesie i ucieczce od cywilizacji, a także tym, którzy chcieliby zakosztować "innego" życia, ale tylko na kartach książki.

Autor: Sylvain Tesson
Tytuł: W syberyjskich lasach (Dans les forěts de Sibérie)
Wydawnictwo: Noir Sur Blanc
Strony: 208

piątek, 3 lutego 2017

Dolores Claiborne - Stephen King

Cześć!

Od dawien dawna chciałam przeczytać Dolores Claiborn, zwłaszcza, że blogerzy, u których chętnie goszczę bardzo ją zachwalali. Nie czytam namiętnie książek Kinga, ale od czasu do czasu chętnie sięgam i w większości przypadków są to bardzo udane spotkania. Nie inaczej było z Dolores Claiborne.
Na małej wyspie Little Tall Dolores Claiborne ma złożyć wyjaśnienia dotyczące śmierci jej pracodawczyni. Sprawa wygląda podejrzanie, choć Dolores stanowczo twierdzi, że jest niewinna. W trakcie rozmowy z policjantami odkrywa jednak sekret skrywany przez 30 lat. Kobieta przyznaje się do zamordowania swojego męża i wyjaśnia przyczyny, z powodu których uczyniła tak straszną rzecz. Twierdzi, że zrobiła to z miłości. Czy jednak miłość usprawiedliwia zabójstwo?

Jak na Kinga Dolores Claiborne to krótka książka. Mój egzemplarz liczył sobie 223 strony, na które składa się w zasadzie monolog Dolores. Kobieta po kolei opowiada o wydarzeniach sprzed 30 lat, które doprowadziły ją w miejsce, w którym jest teraz. Była to fascynująca lektura, skłaniająca do myślenia.W trakcie lektury poznajemy motywy, jakimi kierowała się Dolores i - choć nie pochwalam przemocy, w żadnym wypadku - to nawet w pewnym sensie ją rozumiem. Kobieta w pewnym momencie została postawiona przed wyborem... Bardzo trudnym wyborem. I zdecydowała się na bardzo drastyczne rozwiązanie. Mimo, że  zabójstwo jest rozwiązaniem strasznym i wzbudzającym ogólne potępienie to jednak nie możemy całkowicie potępić Dolores. Nie widząc innego wyjścia, a raczej widząc co się stanie jeśli nie podejmie pewnych kroków, postanowiła uciec się do ostatecznego rozwiązania. 

Dolores to twarda kobieta, której życie dało mocno w kość. Całe życie harowała jak wół, użerała się z pracodawczynią i z mężem, przy okazji wychowując trójkę dzieci. Ale nie użala się na swój los, słusznie mniemając, że w zasadzie sama takie życie wybrała wychodząc za Joe'go. Była trochę jędzą, ale musiała nią być, aby przetrwać. Poza tym, jak na niewykształconą, prostą wyspiarkę była naprawdę mądra. I w pewnym sensie odważna. Nie pochwalam jej czynów, ale jej nie potępiam, bo rozumiem, że walczyła o lepsze życie dla dzieci. 

Jedno co mi się w książce niespecjalnie podobało to wydanie. Na plus zaliczam twardą okładkę. Jednak sama estetyka grafiki mnie zupełnie nie przekonuje, choć przyznaję, że dobrze koresponduje z treścią książki. Jednak okładka kojarzy mi się z horrorem lub kryminałem klasy B. Mówi się jednak, że nie powinno się oceniać książki po okładce. Treść wynagradza mi wszelkie braki estetyczne :)

Dolores Claiborne to bardzo dobra książka, która zmusza nas do zastanowienia się nad tym, do czego zdolny jest człowiek, aby chronić swoje potomstwo. Porusza też problem przemocy domowej i molestowania seksualnego. Polecam! 

Tytuł: Dolores Claiborne
Autor: Stephen King
Strony: 223
Wydawnictwo: Prima

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Tortilla Flat - John Steinbeck

Cześć!

Niedzielę spędziłam w znakomitym towarzystwie, a konkretnie z Johnem Steinbeckiem. Jeśli czytacie mojego bloga już od jakiegoś czasu, to zapewne wiecie, że zaprzyjaźniłam się z tym panem już wcześniej (a jeśli nie, możecie zerknąć do zakładki zawierającej linki do moich opinii o książkach). Mam jeszcze sporo książek Steinbecka do nadrobienia, z czego zresztą bardzo się cieszę. Tym razem padło na Tortilla Flat - książkę, którą kupiłam jakiś czas temu na allegro.
Bohaterami Tortilla Flat są paisanos - niebieskie ptaki, mieszańcy różnych nacji zamieszkujący obrzeża miasta Monterey (przez to bardzo przypominają mi bohaterów innych książek Steinbecka). Żyją głównie z tego co udaje im się zwędzić bądź znaleźć, ewentualnie wyprosić u kogoś. Towar wymieniają głównie na wino. Główną postacią jest Danny, który niedawno się wzbogacił - dostał w spadku po dziadku dwa domy, choć mam wrażenie, że chaty byłyby odpowiedniejszym słowem. Wokół niego zbierają się przyjaciele, tak, że w końcu mieszka u niego kilka osób, z których każdy jest indywidualnością. Są to Pilon, Pablo, Jezus Maria, Joe Portugalczyk i Pirat wraz ze swoim stadkiem pięciu psów. Wiodą żywot prawie beztroski, choć mają też swoje zmartwienia. Są pozbawieni niektórych zasad moralnych, choć potrafią to wytłumaczyć altruizmem (zwłaszcza Pilon jest w tym dobry), choć są też w pewnych kwestiach bardzo honorowi i pomagają sobie wzajemnie. Jednak, gdy ktoś ich zdradzi potrafią wybić mu z głowy podobne numery na przyszłość. Skorzy do bójek, pijaństwa i kobiet tworzą barwną, różnorodną mieszankę.

Jeśli ktoś szuka akcji pędzącej na łeb, na szyję tutaj tego nie znajdzie. Chłopcy pędzą spokojny żywot przeplatany miłostkami, kradzieżami, ale też szukaniem skarbu po nocy. Praca to dla nich ostateczność, ale gdy trzeba potrafią się zmobilizować. Na dzień :) Są pełni dobrych chęci, choć z wprowadzeniem w życie tych dobrych i wielkich czynów jest już u nich problem. Lubią się napić, nigdzie się nie spieszą, nie noszą zegarków, uwielbiają opowiadać historie. Czasem bawią, czasem wywołują smutek, czasem wzruszenie. Jednym słowem, Monterey bez takich postaci nie byłoby takie samo. Bardzo podobała mi się historia Pirata i jego zobowiązania wobec świętego Franciszka. Wzruszyła mnie bardzo z kilku powodów, ale to sami musicie przeczytać :)

Kolejnym aspektem, do którego będę wracać chyba przy każdym przeczytanym Steinbecku, jest język. Piękne porównania, proste, ale nie prostackie słownictwo sprawiają, że każdą kolejną książkę tego autora czyta się z przyjemnością. Nie ma problemu z wyobrażeniem sobie sosen rosnących na skraju dzielnicy Tortilla Flat. Czytelnikowi może się wydawać, że tam jest, bierze udział w wydarzeniach. Chyba niewielu pisarzom udaje się wywołać takie wrażenia. Wiem już, że z przyjemnością będę kontynuować znajomość ze Steinbeckiem i bardzo się cieszę, że mam jeszcze tyle jego książek przed sobą.

Autor: John Steinbeck
Tytuł: Tortilla Flat
Strony: 158
Seria: Kolekcja Gazety Wyborczej tom 8


sobota, 21 stycznia 2017

Galveston - Nic Pizzolatto

Cześć!

Po ostatnich dwóch cegiełkach zabrałam się za coś krótszego. Padło na Galveston. Autorem jest Nic Pizzolatto, znany niektórym jako twórca popularnego serialu True Detective. Cóż, ja się nie wypowiem, bo poza tytułem nie kojarzę tego serialu w ogóle. Zresztą ja rzadko coś oglądam, jak jestem w rodzinnym domu to głównie jakieś bajki lecą, ze względu na dzieciaki :)
Roy Cady to czterdziestoletni twardziel zajmujący się niezbyt chlubną profesją ściągania haraczy. Bywa brutalny, nie cofnie się nawet przed zabójstwami. Poznajemy go w momencie, gdy świat wali mu się na głowę. mężczyzna dowiaduje się, że ma raka. Na domiar złego, jego szef Stan (tu ciekawostka: jest polskiego pochodzenia), postanawia się go pozbyć. Dlaczego? Bo może. No i ze względu na kobietę... Zasadzka nie udaje się i Roy ucieka zabierając ze sobą Rocky - dziewczynę, która przypadkowo wplątała się w tę sprawę. Oboje muszą teraz się ukryć. Mężczyzna wie, że niewiele czasu mu zostało i próbuje pomóc Rocky i jej małej siostrze. Jednak nie wszystko da się przewidzieć. Na trop mężczyzny wpada Stan, a on nie zna uczucia litości.

Galveston jest czarnym kryminałem i wyraźnie to czuć czytając. Książka jest brutalna, choć nie jest to głównym motywem. Opisów przestępstw czy zabójstw nie ma za wiele, ale sama atmosfera jest gęsta i mroczna. Mimo, że Cady'ego wzorem cnót uznać nie można to jednak mamy nadzieję, że uda mu się jakoś wyjść z opresji. Do końca jednak nie jesteśmy pewni jak skończy się cała historia, choć w trakcie czytania dowiadujemy się coraz więcej szczegółów. Ucieczka jest tu ważnym motywem. Razem z bohaterami przemierzamy autostrady, szukamy schronienia w tanich motelach czy boimy się, gdy na drodze zamigocą policyjne syreny. 

Wydarzenia poznajemy z perspektywy Cady'ego. To on opowiada nam całą historię. To postać naznaczona piętnem śmierci, nie mająca wiele do stracenia. Rocky z kolei ma całe życie przed sobą, ale nie umie się odnaleźć w normalności, bo całe jej życie nie wyglądało idealnie. Nie była panienką z dobrego domu i nigdy taka nie będzie. Ich spotkanie, choć przypadkowe, determinuje ich dalsze losy. 

Styl prowadzenia narracji bardzo mi się podobał, książkę czytało się szybko. Atmosfera była mroczna i duszna. Powieść wywoływała przyjemny dreszczyk. Była trochę inna od książek, jakie czytałam do tej pory, bo rzadko sięgam po ten gatunek. trochę kojarzy mi się (ten gatunek) z Krajewskim. Jednak kulała mi tu trochę jedna rzecz, mianowicie dialogi. Niekiedy były w porządku, dobrze poprowadzone, ale niekiedy nie do końca wiedziałam (i oni chyba też nie) o czym w ogóle rozmawiają. Nie odbierało mi to jednak przyjemności z lektury. Polecam!

Autor: Nic Pizzolatto
Tytuł: Galveston
Strony: 282
Wydawnictwo: Marginesy