wtorek, 25 kwietnia 2017

Bajki, które zdarzyły się naprawdę - Anna Moczulska

Cześć!

Miałam ostatnio możliwość przeczytać książkę Anny Moczulskiej (autorki bloga Kobiety i historia) Bajki, które zdarzyły się naprawdę. I muszę przyznać, że była to lektura fascynująca. Ach, gdyby tak uczono historii w szkołach...
Autorka podzieliła swoją książkę na pięć rozdziałów. Każdy z nich poświęciła innej postaci z popularnych bajek: Kopciuszkowi, Śpiącej Królewnie, Księżniczce na ziarnku grochu, Pięknej i Bestii oraz królewnie Śnieżce. Moczulska udowadnia, że te baśniowe postacie można przypisać do postaci historycznych i udaje jej się to bardzo dobrze. Zapoznaje nas z historiami kobiet, które urodą czy pochodzeniem nie grzeszyły, a potrafiły osiągnąć sukces, pisze o kobietach, które do życia zbudziły się dość późno, jak Anna Jagiellonka - około pięćdziesiątki. Poznajemy kobiety, które w swym życiu - mimo doskonałego pochodzenia - nie zaznały szczęścia, osoby, które na pierwszy rzut oka są dość odrażającymi postaciami, ale czy aby na pewno? Oraz kobiety, na które największy wpływ miały matka i teściowe. Wszystko to podane w przystępny sposób i naprawdę fascynujące.

Autorka ma naprawdę lekkie pióro, z którego potrafi korzystać. Książkę przeczytałam w dwa dni, praktycznie jednym tchem. Historie w niej przedstawione są niekiedy tragiczne, niekiedy krzepiące, a niekiedy pozwalają spojrzeć innym, świeższym spojrzeniem na znaną postać historyczną. Tym bardziej, że autorka ma sporo empatii dla swych bohaterów. Moimi ulubionymi historiami są: opowieść o miłości pięknego Kazimierza Jagiellończyka do Elżbiety Austriaczki (Rakuszanki), która urodą nie grzeszyła, ale potrafiła szybko zjednać sobie otoczenie i, co najważniejsze, swego małżonka oraz historia Konstantego Pawłowicza Romanowa oraz Joanny Grudzińskiej. Ta ostatnia była dla mnie zaskakująca, choć trochę smutna. Bo zamiast zrusyfikować Polaków to on sam "opolaczał", choć Polacy nie przepadali za nim i chcieli go zabić. W świetle jego historii nawet się cieszę, że im się to nie udało :)

Postaci w książce Anny Moczulskiej nie są jednowymiarowe. To osoby z krwi i kości, mający swoje wady i zalety, niejednoznaczne w ocenie. Budzą najróżniejsze uczucia. Od sympatii, poprzez współczucie czy antypatie. Autorka jednak zaznacza, że to czasy i ludzie wśród których żyli determinowały taką a nie inną postawę.

Gdyby historia była w ten sposób opowiadana w szkołach, myślę, że miałaby więcej pasjonatów. Bo też naprawdę historia światowa może być o niebo ciekawsza od najlepszej beletrystyki. Czego dowodem jest książka Anny Moczulskiej. Polecam każdemu, nie tylko pasjonatom historii. Czytaliście? Która z historii podobała się Wam najbardziej?

Tytuł: Bajki, które zdarzyły się naprawdę. Historie słynnych kobiet
Autor: Anna Moczulska
Strony: 232
Wydawnictwo: Znak literanova
Źródło: pożyczona od Przyjaciółki :*

niedziela, 23 kwietnia 2017

Książę Kaspian - C.S. Lewis

Cześć!

Upłynął ponad rok, odkąd przeczytałam pierwszą część Opowieści z Narnii. Uznałam, że to klasyka literatury dziecięcej, którą watro poznać. Tom pierwszy mi się podobał, dlatego sięgnęłam po drugą część.
Od wydarzeń opisanych w pierwszym tomie w Anglii upłynął rok. Dzieci zmierzają właśnie do swoich szkół, aby rozpocząć naukę. W Narnii natomiast upływ czasu jest inny. Nie wiemy dokładnie ile czasu upłynęło, odkąd Królowe i Królowie Narni powrócili do swojego świata - setki, a może tysiące? Dość, że o Piotrze, Zuzannie, Edmundzie i Łucji mało kto słyszał, a jeszcze mniej stworzeń wierzy, że oni rzeczywiście istnieli. Wielu uważa, że zarówno oni, jak i Aslan to tylko legenda. Tymczasem w kraju nie dzieje się najlepiej. Narnia została podbita przez naród Telmarów, a obecnie włada nimi uzurpator Miraz. Prawowitym dziedzicem jest zaś młody Kaspian. Od starej niani dowiaduje się o istnieniu Starej Narnii, gdzie zwierzęta mówiły, a po świecie chadzały driady, fauny i karły. Jest to jednak niebezpieczna wiedza i chłopiec po pewnym przykrym wydarzeniu musi ukrywać się ze swymi zainteresowaniami. Gdy Mirazowi rodzi się syn, Kaspian staje się przeszkodą w objęciu tronu przez uzurpatora, dlatego, aby uniknąć śmierci chłopiec musi uciekać. Po drodze przekonuje się, że historie o Starej Narnii to nie tylko legendy a w ukryciu mieszkają różne dziwne istoty. Kaspian przy ich pomocy postanawia odzyskać tron. Problem tkwi w tym, że armia Miraz jest potężniejsza. Chłopiec postanawia wezwać pomoc.

W drugim tomie Opowieści z Narnii spotykamy kilku starych znajomych oraz całą plejadę nowych postaci. Będą musieć po raz kolejny zmierzyć się z przeważającą siłą wroga, który nie ma dobrych zamiarów. Kaspian to chłopiec dzielny, choć troszkę naiwny. Przygody jakie przeżył po ucieczce sprawiły, że zmężniał i stał się przywódcą. Królowe i Królowie Narnii niewiele się zmienili, może poza Edmundem, który wyrósł na naprawdę dobrego chłopca. Po powrocie do Narnii czeka ich długa wędrówka, z niewiadomą czekającą u kresu. czy uda im się pomóc Kaspianowi? Czy zdążą na czas? Czy uda im się spotkać Aslana?

Książę Kaspian to pouczająca powiastka, napisana prostym lecz przyjemnym w odbiorze językiem - w sam raz dla dzieci. Przyznaję, że ja wolałabym już nieco dojrzalszy styl, ale nie jestem głównym odbiorcą tych książek, więc nie mam prawa narzekać. Jak wspomniałam - dla dzieci jest idealny. Fabuła jest ciekawa, choć przewidywalna, czyta się ją szybko i przyjemnie, a wyobraźnia autora jest naprawdę spora. Polecam :)

Tytuł: Opowieści z Narnii. Książę Kaspian (Prince Caspian)
Autor: C.S. Lewis
Strony: 158
Wydawnictwo: Pax
Źródło: Biblioteka Publiczna

piątek, 21 kwietnia 2017

Tam, gdzie urodził się Orfeusz - Ałbena Grabowska - Grzyb

Cześć!

Pewne wielu z Was, zwłaszcza kobiety, będą kojarzyć autorkę książki, którą chcę dziś przedstawić. Ałbena Grabowska-Grzyb jest bowiem pisarką mającą w swoim dorobku już kilka, a w zasadzie kilkanaście powieści obyczajowych oraz dla dzieci. Przyznaję, że tych książek nie znam, a na pierwsze spotkanie wybrałam Tam, gdzie urodził się Orfeusz, czyli publikację o Bułgarii. Książkę kupiłam za 10 zł w jednym ze sklepów internetowych i odłożyłam na półkę, gdzie poczekała troszkę, aż po nią sięgnęłam.
Bułgaria nie została wybrana przypadkowo jako przedmiot zainteresowań autorki. To stąd, a konkretnie z Rodopów pochodzi jej rodzina od strony mamy. Pani Ałbena już jako dziecko często przyjeżdżała w to jakże malownicze miejsce -  do babci w Płowdiwie, a następnie już razem z nią do Czepełare. Książka jest podzielona na dość krótkie rozdziały podejmujące różną tematykę. Autorka bardzo podkreśla gościnność Bułgarów, ich otwartość, ciekawość. Dla osoby nieprzyzwyczajonej może to być odrobinę krępujące lub męczące - np. odpowiadania na dość osobiste pytania osobom, które znało się tylko z widzenia, a podczas spaceru spotyka się takich osób sporo. W Czepełare wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, a wieści rozchodzą się błyskawicznie. Nie wypływa to jednak ze złych zamiarów, ale z tego, iż Rodopczanie są niezwykle towarzyscy i każda okazja jest dobra, żeby porozmawiać, spotkać się przy dobrym jedzeniu i napitku, poznać nowych ludzi.

Autorka zwraca też uwagę na rolę folkloru w życiu mieszkańców Rodopów. Robi wrażenie to, w jaki sposób pielęgnują tradycję, zwłaszcza na prowincjach. Wszelakie święta obchodzi się tu hucznie i z przytupem. Starsze osoby otoczone są szacunkiem, często zasięga się ich porad. Poza tym Bułgarzy są bardzo uczynni i zawsze uśmiechnięci, na co liczne dowody znajdujemy w książce. Podobały mi się opisy tego, w jaki sposób Rodopczanie świętują, jak kultywują tradycje. Religia również zajmuje ważne miejsce w życiu Bułgarów. Chętnie chodzą do cerkwi, palą świeczki przed ikonami, które otaczane są wielkim kultem. Jednym z najpopularniejszych świętych jest św. Jerzy, bardzo często przedstawiany na ikonach. 

Bułgarzy to także naród o trudnej i zawilej historii, ale bardzo dbający o pamięć o niej. Wystarczy wspomnieć, że około 500 lat spędzili pod panowaniem tureckim, podczas którego usiłowano wykorzenić wiarę chrześcijańską, a powstania były krwawo tłumione. Wrażenie robi fakt, że mieszkańcy naprawdę znają swoją historię. Zresztą całe Rodopy są przesiąknięte historią, począwszy od plemion trackich, które zasiedlały te ziemie. To właśnie z nich pochodził Orfeusz, nieprzypadkowo zawarty w tytule. 

Nieco miejsca pani Ałbena poświęca też kulinariom. Przyznaję, że - choć autorka bardzo chwaliła miejscowe specjały - nie na wszystko miałabym ochotę. Niespecjalnie przekonują mnie np. podroby czy móżdżek, choć z opowiadań wiem, że i u nas dawniej się go jadało. Natomiast innych specjałów z chęcią bym spróbowała. Na końcu książki są nawet podane przepisy na niektóre potrawy i przyznaję, że mam ochotę wypróbować sałatkę szopską czy banicę. Może kiedyś :)

Tam, gdzie urodził się Orfeusz to bardzo przyjemna książka, w której znajdziemy trochę opowieści rodzinnych autorki, trochę historii, trochę kultury czy geografii. Dowiemy się sporo o atrakcjach turystycznych Rodopów czy ludowych zwyczajów. Bardzo podobała mi się ta książka i mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane samej Bułgarię odwiedzić. Polecam!

niedziela, 16 kwietnia 2017

Jeszcze pięć minutek - o. Adam Szustak OP

Cześć!

Jeśli czytacie mnie od jakiegoś czasu, to zapewne wiecie, że nie unikam książek związanych z religią katolicką. Zwykle sięgam po Szymona Hołownię, albo po ojca Adama Szustaka. Ostatnio miałam przyjemność przeczytać jedną z jego książek. Ojciec Adam to postać bardzo ciekawa i sympatyczna :) Lubię czasem obejrzeć go na youtube (jakby ktoś był zainteresowany, jego kanał to Langusta na palmie) i przyznam szczerze, że troszkę zazdroszczę mu daru wymowy. bo gadane to on ma :D Jeszcze 5 minutek to właśnie książkowa wersja jego popularnych filmików. 
Książka podzielona jest na kilka kategorii. W każdej z nich poznajemy ciekawostki z innej dziedziny. Przede wszystkim ojciec Adam odkrywa przed nami sekrety roślin, zwierzaków, ale także ciekawostki związane z ludźmi, znanymi markami czy wydarzeniami. Ciekawostki, historyjki, a gdzie tu miejsce na duchowość - spytacie. Otóż! Każda opowieść znajduje przełożenie na jakąś duchową prawdę. To jest moim zdaniem niesamowite, że w każdej praktycznie rzeczywistości, każdej przestrzeni życia ludzi, zwierząt czy roślin znaleźć można odniesienia do życia duchowego. Moim zdaniem to jest świetne! Zwłaszcza, że jak wspomniałam o. Szustak ma naprawdę sympatyczną cechę - potrafi świetnie opowiadać. Same w sobie historyjki są również ciekawe i wiele się z nich dowiedziałam. Czy słyszeliście na przykład o pewnym australijskim farmerze, który wygrał ultramaraton biegnąc w gumiakach? Albo o pewnej krewetce, która będąc praktycznie ślepa skumała się z pewną rybką (babką), która ostrzega ją przed niebezpieczeństwem? Albo w jaki sposób sałata broni się przed mszycami, które uwielbiają ją podgryzać? Czy też co jaka jest natura osła? Jeśli nie, zapraszam do książki ojca Adama. Każda historyjka jest krótka, w sam raz na te 5 minutek zawartych w tytule :)

Oprócz ukrytych w każdej historii prawd duchowych o. Szustak zamieszcza na końcu każdego podrozdziału cytat z Biblii. Przyznam szczerze, że jeszcze nie przeczytałam całej Biblii. Boję się tej lektury, boję się, że jej nie zrozumiem, albo zrozumiem opacznie. Tym bardziej podziwiam ludzi, którzy Biblię ogarniają i tak, jak Szustak potrafią rzucić cytatem, który jest tak adekwatny do sytuacji, że bardziej już nie może. Uważam, że to niesamowite i udowadnia, że w Biblii faktycznie ukryte są wskazówki dotyczące każdej sfery życie, trzeba tylko umieć je odnaleźć. 

Dla mnie ta książka ma wartość podwójną, gdyż po pierwsze wzbogaciła moją wiedzę, otworzyła mi oczy na cudowny świat wokół mnie, na pracę jaką wykonują naukowcy. Po drugie zaś, w każdej sytuacji można znaleźć odniesienie do duchowych prawd. Polecam!

Życzenia!

Cześć!

Dziś, w tym wyjątkowym dniu chciałabym Wam życzyć pełnych radości i spokoju, przeżytych w rodzinnym gronie Świąt Wielkiej Nocy!

Alleluja!
Źródło: Pixaby

czwartek, 13 kwietnia 2017

Przebudzenie - Katarzyna Zyskowska - Ignaciak

Cześć!

Dziś mam dla Was typowo babską pozycję, należącą do serii Babie Lato. Wybrałam ją ze względu na to, że pasowała mi do jednego z wyzwań, a na dodatek nazwisko autorki dobrze mi się kojarzyło. Zwłaszcza, że czytałam już kiedyś jej książkę i (choć - przyznaję - niewiele z niej pamiętam) to jednak wspominam ją miło. A jak wypadło moje drugie spotkanie z panią Katarzyną?
Zuzanna to młoda kobieta, od dwóch lat związana z Marcinem, pracująca w dziale plotkarskim pewnej gazety, dość zadowolona z życia. Co prawda ów związek jest oparty na braku zobowiązań a praca nie jest satysfakcjonująca, za to dająca stabilizację finansową. Oprócz tego Zuza posiada dwoje przyjaciół, na których zawsze może liczyć: Blankę i Olgierda. Odkąd zmarła jej babcia, dziewczyna nie ma żadnej rodziny - jej rodzice zginęli dawno temu w wypadku, a rodzina ze strony ojca się nią nie interesowała. Jej nudną egzystencję zmienia list z Anglii. Okazuje się, że brat babci, o którym wszyscy myśleli, że zginął podczas wojny przez wiele lat mieszkał w Anglii usiłując odnaleźć swoją rodzinę. Nie udało się to jednak i, już po jego śmierci, starzy przyjaciele pana Henryka zdołali dotrzeć do Zuzy i przekazać jej kawałek ziemi na mazurach oraz list od nieżyjącego krewnego. Bardzo dziwny list, bowiem w jego treści pan Henryk zawarł nie tylko historię ich rodziny i ziemi na Mazurach, ale też informacje na temat ciążącej na ich rodzie klątwie, którą rzucili na nich kilkaset lat temu pogańscy Galindowie. Zuza jest osobą praktyczną i nie wierzy w takie rzeczy. A jednak tragiczna historia jej rodziny zaczyna ją zastanawiać. Dziewczyna jedzie na Mazury obejrzeć ziemię i niespodziewanie spotyka się z niezbyt przyjaznym przyjęciem. Na dodatek na jej drodze pojawia się przystojny Filip, ale co w takim razie z Marcinem? Życie Zuzy zmieni się gwałtownie.


Katarzyna Zyskowska-Ignaciak umieściła w swej powieści kawałek historii, mianowicie opowieść o plemieniu Galindów zamieszkujących niegdyś tereny dzisiejszych Mazur. Przyznam, że przed przeczytaniem tej powieści nie miałam pojęcia o ich istnieniu. Pomimo tej tematyki książka nie zrobiła na mnie większego wrażenia. To co miało być plusem było dla mnie równocześnie minusem tej powieści. Bo sam motyw Galindów był interesujący, ale przeniesienie pogańskich obrzędów do współczesności, kilkusetletnia nienawiść i klątwa niespecjalnie mnie porwały. Na dodatek niespecjalnie polubiłam Zuzannę. Nie podobało mi się jej podejście do życia, choć z przykrością przyznaję, że troszkę jestem do niej podobna (np. jest mi wygodnie w obecnej pracy i choć nie jest ona zbyt satysfakcjonująca niespecjalnie staram się ją zmienić). Za to polubiłam Filipa, który powiedział pewne mądre zdanie o tym, że to my sami kreujemy swoją rzeczywistość. czuję, że ta powieść nie zostanie w mojej głowie na dłużej i wkrótce o niej zapomnę. Ot, takie czytadełko na 1-2 wieczory. Jak wspomniałam, nie byłam do końca zadowolona z lektury, jednak przeczytałam ją do końca, a to już coś. Na pewno przyczynił się do tego lekki styl autorki, który dobrze (i szybko) się czytało. 

Na pewno niektórym ta opowieść przypadnie do gustu, ja jednak nie mogę jej polecić z czystym sumieniem. Może to ze względu na tematykę, może  przez Zuzannę nie potrafiłam wgryźć się w czytaną historię. A Wy znacie autorkę? Lubicie? Polecicie jakieś jej książki czy raczej odradzacie?

Tytuł: Przebudzenie
Autor: Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
Strony: 297
Wydawnictwo: Nasza Kszięgarnia

wtorek, 11 kwietnia 2017

Przebudzenie - Kate Chopin

Cześć!

Dziś opowiem Wam o pewnej niepozornej książeczce wydanej w serii Koliber (bardzo lubię tę serię, choć przeczytałam ich niewiele i nie wszystkie mnie zauroczyły) autorstwa Kate Chopin, XIX-wiecznej amerykańskiej pisarki. Mowa o Przebudzeniu.
Fabuła jest dość prosta. Oto mamy młodą, niespełna trzydziestoletnią kobietę, Ednę Pontellier. Kobieta wyszła za mąż bez uczucia, jednak dość dobrze dogaduje się z małżonkiem. Mają dwójkę małych dzieci. Podczas pobytu nad morzem, Edna poznaje młodego Roberta Lebrun, syna właścicielki pensjonatu, w którym mieszkają. To spotkanie budzi w kobiecie dawno uśpione uczucia i pragnienia. Po powrocie do miasta Edna nie zamierza wracać do dawnego, przewidywalnego życia. Ulega swoim kaprysom, folguje pragnieniom i zamierza żyć po swojemu. Jej zachowanie martwi męża, który nie poznaje kobiety, którą poślubił. Nie wie, że ta nowa Edna jest prawdziwa, a ta dawna nosiła maskę.

Swego czasu powiastka ta narobiła sporo szumu ze względu na poruszaną tematykę (przypomnijmy, że rzecz dzieje się w XIX wieku), czyli dążenie kobiety do samorealizacji i uczucie jakim darzy się innego mężczyznę, a nie własnego małżonka. W dzisiejszych czasach jednak nie robi aż takiego wrażenia, nie jest jakoś specjalnie niemoralna. I tak wydaje mi się, że jak na ów okres w Nowym Orleanie i w ogóle w Ameryce konwenanse nie były aż tak wyraźne. Może to dlatego, że akcja została osadzona w środowisku Kreolów, gdzie kobiety były pod każdym względem moralne i przyzwoite, a mężowie nigdy nie bywali zazdrośni, bo nie mieli o kogo. W takim wypadku asystowanie damie, nawet zamężnej przez jakiegoś innego mężczyznę nie budziło powszechnego sprzeciwu. Dodajmy tylko, że Edna nie wywodziła się z kreolskiej rodziny, tylko wyszła za Kreola. może dlatego miała inny sposób odczuwania niektórych sytuacji i była bardziej podatna na emocje. W ogóle pani Pontellier to dziwna postać. Wydaje się być bierna, pogodzona z losem, jaki sobie wybrała. A jednak, gdy do głosu doszły uczucia, pragnęła im się poddać. Chciała zerwać krępujące ją więzy i żyć po swojemu. Jednak pomimo pewnych słusznych pretensji nie zdobyła mojej sympatii, może ze względu na to, że nie kierowała się żadnymi względami dla swojej rodziny. Robiła co chciała nie zważając na innych. Jej uczucie do Roberta było silne i odwzajemnione, ale mam wrażenie, że nie potrafiła go zrozumieć. On z kolei na początku był beztroskim chłopcem, który jednak stał się (przynajmniej w moich oczach) mężczyzną. Mam wrażenie, że on dojrzał na kartach książki. W każdym razie on zyskał więcej mojej sympatii niż jego wybranka.

Na uwagę zasługuje przyjemny język, jakim posługuje się autorka. Jej styl przypadł mi do gustu. Podobało mi się też to, że mogłam podejrzeć życie dziewiętnastowiecznych Kreolów z wyższych warstw społecznych. Sama historia nie jest może specjalnie oryginalna, ale też może się podobać, choć postać głównej bohaterki niekoniecznie przypadła mi do gustu. Ja ją oceniam tak pół na pół. Przeczytałam, z pewną dozą zainteresowania, ale nie zaliczę jej do ulubionych. Niemniej zasługuje na uwagę.

Tytuł: Przebudzenie (The Awakening)
Autor: Kate Chopin
Strony: 223
Wydawnictwo: Książka i Wiedza

sobota, 8 kwietnia 2017

Sałatka z selerem naciowym

Cześć!

Potrzebowałam szybkiego i prostego przepisu na sałatkę. W jednej z gazet kulinarnych znalazłam taką, która odpowiadała moim potrzebom w 100 procentach, a na dodatek była dość oryginalna i byłam ciekawa czy będzie dobra. Posmakowała mi i na pewno zrobię ją jeszcze kiedyś. A oto przepis:

- seler naciowy (ja dałam jakieś pół)
- puszka białej fasoli konserwowej
- 3-4 ogórki kiszone
- świeża czerwona papryka
- sól, pieprz, ewentualnie czosnek (zmiażdżony świeży lub suszony)
- majonez
Selera myjemy i kroimy, podobnie paprykę. Fasolę odsączamy, ogórki kroimy i również odsączamy. Wszystko mieszamy i doprawiamy. Na końcu dodajemy majonezu. Najlepiej odstawić ją na chwilę, żeby smaki się przegryzły.

środa, 5 kwietnia 2017

Droga - Roger Zelazny

Cześć!

Moi Drodzy, witajcie po przerwie! Była ona trochę nieplanowana, tak wyszło po prostu, ale teraz wracam, z nowym zapałem i nową książką :) Książką króciutką, ale za to mającą w sobie to coś :) 
Ciężko jest napisać cokolwiek o fabule, ale spróbuję. Przez świat przebiega Droga, tylko nieliczni mogą się na nią dostać. jeśli jednak to im się uda mogą podróżować przez czas i miejsca. Mogą tworzyć nowe odgałęzienia, które jednak mogą się zmieniać... Przez Drogę podróżuje Red Dorakeen, człowiek, który zaprzecza prawom fizyki i robi się coraz młodszy. Na dodatek nie bardzo wie, kim naprawdę jest, tzn. nie bardzo pamięta skąd się na tej Drodze wziął. Teraz jednak nie ma czasu zajmować się dumaniem nad przeszłością, bo właśnie ogłoszono na niego czarną dziesiątkę, co oznacza, że ktoś nasyła na niego zabójców - dodajmy, dziesięciu najlepszych zabójców, jakich zdoła znaleźć. Kto i dlaczego chce śmierci Reda? Czy uda mu się zrozumieć swoją przeszłość? 

Bardzo polubiłam Reda, choć nie jest on krystaliczną postacią. Zdarzały mu się ciemne interesy, ciągle gdzieś go gna. Nie dla niego spokojne życie. W jego podróży drogą towarzyszy mu Fleurs (tomik poezji Kwiaty zła, który jest jednocześnie hmmm, czymś w rodzaju myślącego komputera). Mężczyzna będzie musiał się zmierzyć z bezlitosnymi zabójcami, ale nie tylko oni go szukają. 

Zelazny wykazał się naprawdę sporą wielką wyobraźnią, gdyż stworzył ciekawą i złożoną koncepcję świata. Droga biegnie przez czas przeszły, przyszły, a także taki, który mógłby być. Na dodatek nie jest to stały twór, tylko ciągle podlega zmianom, podróżni mogą ją kształtować. Chcesz pojechać do wiktoriańskiej Anglii? Nie ma problemu, podjedź trochę w górę drogi, skręć na piątym zjeździe i już jesteś na miejscu. A może masz ochotę zajrzeć do starożytnej Grecji? Wskakuj w samochód i jedź! 

U Zelaznego nie ma rzeczy niemożliwych. Jurassic Park miesza się tutaj z nowoczesną technologią, dekadenckim podejściem do życia, zawodowymi zabójcami i smokami. Całość tworzy bardzo smakowity miks, który bardzo mi się podobał. Mam jednak dwa małe zastrzeżenia. Po pierwsze: w pewnym momencie historia nieco za bardzo przyspieszyła, tak jakby między dwoma zdarzeniami był tekst, który wycięto. Brakowało mi trochę czegoś pomiędzy. Jednym słowem tekst był za mało rozbudowany. O ile w pierwszej części książki nie było to jakoś specjalnie widoczne, o tyle pod koniec można było się pokusić o rozwinięcie treści. Drugie zastrzeżenie jest natomiast natury estetycznej. Bo choć rozumiem tego dinozaura na okładce, to jednak kompletnie to wydanie mi się nie podoba :) Można było przecież zrobić ładniejsze wydanie...

Cóż, dość narzekań. Droga Rogera Zelaznego bardzo mi się podobała, choć może nie zrozumiałam do końca wszystkich wątków, to jednak czytało mi się ją dobrze, zwłaszcza, jak już się wgryzłam w tekst. Miłośnikom fantastyki polecam jak najbardziej :)

Tytuł: Droga (Roadmarks)
Autor: Roger Zelazny
Strony: 160
Wydawnictwo: Agencja Wydawnicza "Tor"

środa, 22 marca 2017

Zbrodnia w szkarłacie - Katarzyna Kwiatkowska

Cześć!

Wreszcie udało się! W moje ręce wpadła powieść Katarzyny Kwiatkowskiej Zbrodnia w szkarłacie, czwarty tom z cyklu o Janie Morawskim. Żałuję, że nie miałam okazji poznać wcześniejszych tomów, ale ich znajomość nie jest konieczna do zrozumienia fabuły i spokojnie można czytać ją jako oddzielną całość. 
Jan Morawski został zaproszony do Jezior przez swoich krewnych, aby pomógł im szukać skarbu dziadka. Ów starszy jegomość przed śmiercią schował spadek przed rodziną i zmusił ich aby trochę pogłówkowali szukając go. Zadanie okazuje się jednak niezwykle trudne i nawet inteligentny Jan ma z nim kłopot. Tym bardziej, że nad majątkiem zbierają się czarne chmury. Nie dość, że za kilka dni ma się odbyć ślub kuzynki Jana, Heleny, a dziewczyna nie ma posagu (miał nim być skarb dziadka) to jeszcze sam dwór jest totalnie zadłużony, a gospodarze mają na głowie rozkapryszoną bratową oraz jej zastraszoną siostrzenicę. Jakby tego było mało w Jeziorach dochodzi do morderstwa, a zabity zostaje wierzyciel pana Jerzego - właściciela majątku - a do zbadania sprawy zostaje wysłany pan Joachim, dobrze wychowany Prusak, który nie może oderwać oczu od pięknej panny młodej... Na dodatek, gdy Jan zaczyna przeprowadzać śledztwo szybko okazuje się, że ... wszyscy kłamią. Czy Morawskiemu uda się rozwiązać zagadkę? Czy dojdzie do ślubu Heleny i Andrzeja? Co łączy Helenę i Joachima? 

Początek był dość chaotyczny, przynajmniej moim zdaniem. Może dla osób znających wcześniejsze tomy byłby bardziej jasny, ale ja czytając go byłam troszkę zagubiona. Na szczęście, jak już się wgryzłam w fabułę to czytało się świetnie. Czegóż my tu nie mamy!? Mamy morderstwo (nawet dwa), mistyfikację, nieporozumienia, kłamstwa i tajemnice, rodzinny skarb, ślub, który zostaje odwołany (choć przygotowania nadal trwają), konwenanse i całą plejadę barwnych bohaterów. Szczerze mówiąc, jak dla mnie to troszkę za dużo było tych wątków i autorka za bardzo wszystko pogmatwała. choć z drugiej strony dzięki temu zabiegowi utrzymuje cały czas zainteresowanie czytelnika. byłam bardzo ciekawa jak Katarzyna Kwiatkowska połączy wszystkie wątki i czy je zamknie w sensowny sposób. Troszkę jestem ciekawa postaci pana Joachima, który był moim zdaniem potraktowany nieco po macoszemu - chciałabym się nieco więcej o nim dowiedzieć. Poza tym niektóre sceny były nieco dziwne (np. Jerzowa ze swoją determinacją w sprawie wesela córki, sposób, w jaki potraktowała Jana, gdy znalazł ciało drugiej ofiary). No ale jestem w stanie to przełknąć, bo jak wspomniałam, powieść czytało się naprawdę przyjemnie i z zainteresowaniem.

Podobała mi się konwencja kryminału retro, czuć tutaj inspirację Agathą Christie, która jest mistrzynią tego gatunku. Polubiłam bohaterów, zwłaszcza Jana i Mateusza, natomiast irytowało mnie, że każdy z domowników kłamie i coś ukrywa. W każdym razie miło spędziłam czas z tą lekturą, pomimo tych kilku drobnych minusów, o których wspomniałam wcześniej.

piątek, 17 marca 2017

Nigdziebądź - Neil Gaiman

Cześć!

Od dawna chciałam przeczytać Nigdziebądź Gaimana. Chodziła za mną ta książka, chodziła... W bibliotece jej nie było, za to w mediach zrobiło się głośno za sprawą wznawiania książek Gaimana w nowej szacie graficznej. Dzięki mojej Przyjaciółki (dzięki :*), która sprezentowała mi Nigdziebądź na urodziny i ja mogłam zagłębić się w świat Londynu Pod :)
Ciężko opowiedzieć fabułę Nigdziebądź w kilku zdaniach. Oto mamy zwykłego szarego człowieka - Richarda Mayhew. Ma pracę, piękną narzeczoną i prowadzi normalne życie, gdzie jedynym dziwactwem jakie możemy zaobserwować jest kolekcja małych trolli porozmieszczanych w jego miejscu pracy. Ot, człowiek jakich wielu. I ten oto człowiek przez splot nieprzewidzianych i niezwykłych okoliczności trafia do Londynu Pod - alternatywnej wersji Londynu. Zupełnie nie może się tutaj odnaleźć i marzy jedynie o tym, by wrócić do domu. Przez to, że pomógł rannej dziewczynie z Londynu Pod, został jednak wplątany w wydarzenia, o których mu się nawet nie śniło (ups, przepraszam, akurat trochę mu się śniło :D). W każdym razie w towarzystwie pani Drzwi, markiza de Carabas i Łowczyni wyrusza w podróż pełną niebezpieczeństw i niewiarygodnych zjawisk i postaci. Celem jest anioł Islington, a po piętach depczą im zawodowi mordercy, lubujący się w wymyślnych torturach, zadawaniu bólu i wymyślnej konwersacji (przynajmniej jeden z nich) - panowie Croup i Vandemar. Czy Drzwi uzyska pomoc anioła? Czy ucieknie prześladowcom? Czy Richard wróci do dawnego życia? Jeśli jesteście ciekawi - zapraszam do lektury! :)

Lubię prozę Gaimana. Nigdziebądź to moje trzecie spotkanie z tym autorem i to trzecie udane spotkanie! Odpowiada mi baśniowość w jego opowieściach. Rzeczy i postaci zupełnie niewiarygodne i fantastyczne. To jest normalne dla literatury fantasy, ale Gaiman potrafi opowiadać i tworzyć światy i bohaterów w swoim własnym, niepowtarzalnym stylu. Wyobraźnię to on ma, oj, ma :) Sama fabuła nie jest może odkrywcza, ale opowiedziana w sposób pokręcony nabiera nowego smaku! Podobał mi się również system przysług i handlu wymiennego na jakich opierał się świat Nigdziebądź oraz idea Ruchomego Targu.

Bohaterowie Gaimana to zbiór barwnych, cudacznych wręcz postaci. Drzwi posiadająca talent znajdowania i otwierania drzwi, markiz de Carabas - tajemnicza postać, za którą na początku nie przepadałam, ale później go polubiłam i żywię nawet coś na kształt uznania dla niego, stary Bailey żyjący na dachach, szczury czy Łowczyni opętana żądzą zmierzenia się z Bestią. No i para bezlitosnych morderców, którzy są tak oryginalni, że aż przywołują uśmiech na twarzy (choć nie chciałabym ich spotkać na żywo :)) Przy nich normalny Richard wypada nieco blado, a jednak przyjdzie mu odegrać niebagatelną rolę.

Na uwagę zasługuje tutaj też wydanie opatrzone grafiką, której autorem jest (podobnie jak w innych wznawianych książkach Gaimana) Dark Crayon. Podoba mi się bardzo, poza tym to wydanie z twardą oprawą, z ładną czcionką i sznureczkiem jako zakładką. Wydanie trafia w mój gust i tu także zdecydowany plus. 

Myślę, że nie każdemu styl Gaimana przypadnie do gustu, mnie jednak się podobało. Dla miłośników prozy autora to pozycja obowiązkowa!

poniedziałek, 13 marca 2017

Gulasz bogracz

Cześć!

Szukałam niedawno jakiejś nowej potrawy jednogarnkowej, którą mogłabym podać gościom jako danie gorące. Z pomocą przyszła mi niezawodna Mirabelka z przepisem na bogracz. Ja oczywiście zrobiłam go po swojemu bazując na oryginalnym przepisie. Proporcje podam orientacyjne.

- podwójna pierś z kurczaka
- 2 papryki (różnokolorowe mogą być)
- 2 małe cebule lub jedna duża
- puszka pomidorów krojonych
- 2-3 ziemniaki
- makaron typu zacierka
- przyprawy: wędzona, słodka i ostra papryka, czosnek w proszku, pieprz, sól, kminek mielony, ewentualnie jakaś vegeta czy kucharek)
- 2 kostki rosołowe
- trochę oleju
Mięso umyłam, pokroiłam w kostkę i zamarynowałam na noc w oleju z przyprawami. Mięso podsmażyłam na oleju, wrzuciłam do garnka. Cebulę pokroiłam i zeszkliłam z odrobiną czosnku, dodałam do mięsa, zalałam wodą, dodałam kostką i dusiłam aż mięso było prawie gotowe. W tym czasie pokroiłam paprykę, obrałam i pokroiłam ziemniaki i wrzuciłam do garnka. Dodałam makaron. Gdy wszystko było prawie gotowe dodałam pomidory i doprawiłam. Dodam, że dobrze by było jeść go po jakimś czasie, gdy smaki się przegryzą :)

wtorek, 7 marca 2017

Złudzenie - Charlotte Link

Cześć!

Po książki Charlotte Link sięgam chętnie, gdy mam ochotę na jakiś ciekawy kryminał, z psychologicznym wątkiem. Złudzenie to już chyba czwarta książka autorki, po którą sięgnęłam. I na pewno nie ostatnia. Zresztą pani Link jest znaną i cenioną, nie tylko w rodzinnych Niemczech, autorką bestsellerów.

Złudzenia, pozory, zakłamanie - nawet się nie domyślamy jak często są one obecne w życiu naszym oraz naszych znajomych. Czasami kurczowo czepiamy się jakiejś wizji życia, uparcie nie widzimy pewnych oznak świadczących, że nie jest ono takie idealne. Może nawet nie zdajemy sobie sprawy, że żyjemy złudzeniami. Aż przychodzi taki moment, że nie można już się dłużej okłamywać... 
Życie Laury Simon pozornie jest wspaniałe. Mieszka w dobrej, zamożnej dzielnicy, ma wspaniałego męża i cudowną córeczkę. Nie musi pracować, ani przejmować się finansami. Nie chce jednak przyznać nawet przed sobą, że nie lubi swojej dzielnicy, mąż tłamsi jej osobowość i tak naprawdę wolałaby mieć własne pieniądze, zarobione swoją własną pracą. Cały jej poukładany świat jest jednak jak zamek z piasku czy domek z kart. W jednej chwili wszystko, w co wierzyła kobieta okazuje się złudzeniem. W chwili, gdy jej mąż znika. Laura zaczyna go szukać i tak trafia do ich domku we Francji, gdzie dowiaduje się coraz to nowych rewelacji. Czy Laura naprawdę znała swojego męża? I gdzie zniknął Peter? Czy ma coś wspólnego z morderstwem młodej paryżanki i jej córeczki?

Cała fabuła jest osnuta na historii Laury, ale wiąże się ona też z innymi osobami, które również żyją złudzeniami. Henri, Nadine, Catherine, Monique, Christopher... każde z nich prowadzi pozornie spokojne życie, które z trudem maskuje samotność, pustkę, smutek... Czy uda im się zmienić swoje życie? Czy nadal będą żyć złudzeniami?

Przyznaję, że ta książka była dość depresyjna. W jej treści było tyle bólu, samotności, poczucia bezsensu, zawiedzionych nadziei - Charlotte Link nie oszczędzała swoich bohaterów. A pośród nich czai się morderca. Człowiek, który z zimną krwią zamordował młodą kobietę, a co gorsza również małe dziecko. I nie poprzestał na jednym morderstwie. Autorka nie czeka do końca, aby odkryć wszystkie karty. Gdzieś w 3/4 książki dowiadujemy się, kto jest zabójcą, choć pojawiały się wcześniej pewne przesłanki świadczące, że to właśnie ta osoba może być odpowiedzialna za zamordowanie kilku osób. Nie wiemy natomiast czy uda mu się doprowadzić swój ostatni plan do końca. Atmosfera robi się coraz bardziej mroczna, zagęszcza się zwłaszcza pod koniec. Interesujący był też wątek Pauline, choć tuż przed rozwiązaniem zagadki domyśliłam się o co chodziło. Wydaje mi się, że taki był zamysł autorki - zaskoczyć czytelnika, ale dać mu też możliwość domyślania się pewnych faktów. W zasadzie nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo - choć jednak wolałabym, żeby bardziej mnie zaskoczyła. 

Jedna rzecz jeszcze była problematyczna dla mnie. Była w książce pewna sytuacja, nad którą nie mogę przejść do porządku dziennego. Nie chcę tutaj za bardzo spojlerować, więc tylko napomknę, że pewna osoba (w zasadzie to dwie osoby), zrobiła pewną bezsensowną rzecz. Nie mogę pojąć jak dorosły, myślący człowiek mógł zrobić coś aż tak głupiego - za swoją głupotę będzie musiała słono zapłacić. Gryzło mnie to strasznie, jeśli mam być szczera, bo ta osoba wydawała się raczej zrównoważona, a tu wyskoczyła z takim zachowaniem. No, ale może się czepiam? W każdym razie ten wątek mnie do końca nie przekonał.

Nie zaliczę Złudzenia do moich ulubionych powieści autorki, niemniej na pewno sięgnę po inne jej książki, bo odpowiada mi jej styl i historie. Ta książka też nie była zła, ale czegoś mi tu zabrakło i były elementy, które mi nie pasowały. Polecam fanom twórczości Charlotte Link a także wielbicielom kryminałów z elementami powieści obyczajowej oraz psychologicznej.

Tytuł: Złudzenie (Die Täuschung)
Autor: Charlotte Link
Strony: 382
Wydawnictwo: Sonia Draga

piątek, 3 marca 2017

Susza - Jane Harper

Cześć!

Rzadko zdarza mi się czytać książkę tuż po wydaniu, ale tym razem mi się udało. Gdzieś na necie mignęła mi ta pozycja. Opis zaintrygował zaś do tego stopnia, że jak tylko pojawiła się w bibliotece postanowiłam ją pożyczyć. Jestem już po lekturze, zapraszam więc na kilka słów na temat Suszy - debiutanckiej powieści Jane Harper.
Kiewarra to małe miasteczko zagubione gdzieś na głębokiej australijskiej prowincji. Znane szerszej publiczności jest tylko i wyłącznie z lakonicznych informacji w prognozach pogody o suszy jaka tam panuje. Dla osób z zewnątrz to wiadomość niewarta uwagi, natomiast dla mieszkańców Kiewarry to prawdziwy dramat. Nie dziwią więc nastroje jakie panują w tej małej, zamkniętej społeczności. Bo marne plony, brak wody, padające zwierzęta oraz nieznośny upał sprawiają, że w miasteczku aż wrze. Każdy ma nerwy napięte jak postronki i byle drobiazg może spowodować wybuch. Dlatego mieszkańcy Kiewarry są wstrząśnięci, gdy jeden z nich - Luke Hadler - nie wytrzymuje napięcia i zabija żonę, syna a na końcu siebie. Są wstrząśnięci, ale w zasadzie nie są zdziwieni i nawet nie potrafią potępić w 100 % ten potworny czyn. Na pogrzeb przyjaciela przyjeżdża z Melbourne agent federalny Aaron Falk, który dwadzieścia lat wcześniej uciekł z Kiewarry z piętnem oskarżonego o morderstwo. Dlatego powrót tutaj nie jest dla niego przyjemny i planuje zwinąć się do domu następnego dnia. Jednak jego plany krzyżują rodzice Luke'a prosząc go, aby przyjrzał się tej sprawie. Chcą zrozumieć dlaczego ta tragedia miała miejsce. Falk razem z miejscowym policjantem Raco zaczynają badać sprawę. Aaronowi nie pomaga jego opinia mordercy, ale dzielnie prze naprzód mając nadzieję, że rozwikłanie tajemnicy Hadlerów pomoże mu także zrozumieć co stało się tutaj dwadzieścia lat wcześniej. Czy Luke faktycznie popełnił samobójstwo? Czy Aaronowi uda się zamknąć ten bolesny rozdział z przeszłości?

Jak dla mnie Jane Harper wykonała kawał dobrej roboty! Po pierwsze motyw suszy i małej zamkniętej społeczności, w której aż kipi i mała iskra może błyskawicznie wywołać pożar (dosłownie i w przenośni) został idealnie wykorzystany przez autorkę! Aż czuć było duszną, gęstą, skwarną atmosferę w miasteczku. Jane Harper wspaniale oddała klimat tej małomiasteczkowej społeczności, w której mnóstwo jest tajemnic i niedomówień. Po drugie: postaci! Moim zdaniem autorka świetnie je wykreowała. Bohaterowie budzą różne emocje. Niektórzy są może jednowymiarowi jak np. Grant, ale w jego przypadku bardzo to pasuje. Ale już jego wuj, też niezbyt sympatyczna postać, ale w pewnym momencie przynajmniej u mnie trochę było mi go żal z powodu demencji. Jednak nie usprawiedliwia to jego zachowania. Aarona Falka za to polubiłam praktycznie od początku. Smaczku powieści dodawał fakt, że mężczyzna jest albinosem. Mały szczegół a jednak dodaje powieści kolorytu. Udanym zabiegiem było też przeplatanie wydarzeń z teraźniejszości ze wspomnieniami sprzed lat, dzięki czemu powoli odkrywamy powody, dla których Falk musiał wyjechać. Jedno tylko może niektórym przeszkadzać - gdzieś koło 3/4 książki nabrałam pewnych podejrzeń, które okazały się prawdą. Mnie to jednak nie przeszkadzało, bo fabuła została tak poprowadzona, że byłam ciekawa czy mam rację i jak do tego doszło oraz jak rozegra się finał. No i bardzo interesowało mnie to, czy zagadkę z przeszłości też uda się rozwiązać.

Susza to pełnokrwisty kryminał i niezwykle udany debiut, który polecam każdemu. Jestem bardzo zadowolona z lektury. Wspomnę jeszcze o wydaniu. Bardzo odpowiadała mi czcionka oraz zachwyciła mnie okładka, która doskonale odzwierciedla treść książki. Jeszcze raz polecam gorąco!

Tytuł: Susza (The Dry)
Autor: Jane Harper
Strony: 374
Wydawnictwo: Czarna Owca

czwartek, 2 marca 2017

Ciasteczka owsiane Anzac

Cześć!

Na blogu Agnieszki Maciąg znalazłam ostatnio przepis na pyszne ciasteczka z dodatkiem płatków owsianych i wiórków kokosowych. Przepis był prosty, ja zmieniłam proporcję, żeby wyszło tych ciasteczek więcej. Oryginalny przepis znajdziecie TUTAJ, a ja zrobiłam wersję trochę na oko :)

- 300-350 g margaryny Kasia, może być masło
- 1,5 szklanki mąki
- szklanka cukry
- 200 g płatków owsianych
- 100 g wiórków kokosowych
- łyżka miodu
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
Wszystkie suche składniki mieszamy w jednej misce. W garnuszku topimy tłuszcz, dodajemy miód, mieszamy. Masło wlewamy do suchych składników, mieszamy. formujemy kulki, rozpłaszczamy je na wysmarowanej tłuszczem dece i pieczemy w rozgrzanym do 180 stopni piekarniku przez około 20 minut (na oko trzeba sprawdzić). Ciastka twardnieją dopiero po upieczeniu. Nie powinno się ich na dece kłaść zbyt blisko siebie, bo "rozlewają" się nieco podczas pieczenia. A smak? Pycha!

niedziela, 26 lutego 2017

Irlandzki sweter - Nicole R. Dickson

Cześć!

Dzisiaj opowiem Wam o książce Nicole R. Dickson Irlandzki sweter. Wcześniej autorki nie znałam, choć od dłuższego czasu chodziła za mną ta pozycja. I wreszcie jest, jej lektura już za mną :)
Rebecca Moray przybywa na małą irlandzką wyspę wraz z małą córeczką, Rowan, aby - jako archeolog tkanin - badać wytwarzane tam tradycyjną metodą swetry. Nie zdaje sobie sprawy, że wszyscy wiedzą o niej praktycznie wszystko za sprawą opowieści jej przyjaciółki Sharon, która wywodziła się z tej właśnie wyspy. Rebecca zostaje przyjęta bardzo ciepło i szybko zaczyna brać udział w życiu lokalnej społeczności. Jednak nie czuje się w pełni zadowolona. Coś jest nie tak. To przeszłość nie może dać o sobie zapomnieć, tworzy bariery i więzy, z których dziewczyna nie może się wyzwolić. Czy mieszkańcy wyspy, w tym rudowłosy Fionn, pomogą jej zapomnieć o przeszłości i zacząć nowe życie? W tym samym czasie z Rowan zaprzyjaźnia się niezbyt sympatyczny staruszek, Sean, który pod wpływem dziewczynki zaczyna się otwierać. Po czterdziestu latach należy zamknąć pewien rozdział, z którym stary musi się uporać.

Lubię od czasu do czasu sięgnąć po obyczajówkę z romansem w tle. Oczekuję wtedy miłych chwil spędzonych przy lekturze i tutaj dostałam to czego się spodziewałam. Nie obyło się jednak bez małych "ale"... Otóż! Niektóre zachowania Rebeki niekoniecznie przypadły mi do gustu. Na wyspie każdy starał się jej pomóc, a ona czasem zachowywała się nieracjonalnie. Zresztą ogólnie, niektóre zachowania bohaterów były nie do końca zrozumiałe dla mnie :) To tyle z minusów. Jeśli chodzi o plusy to: podobał mi się motyw powieści dotyczący swetrów, Sama historia była ciekawa, z chęcią odkrywałam jej kolejne strony. Polubiłam bohaterów, mieszkańców wyspy. Bardzo się cieszę, że akcja została umieszczona na irlandzkich wyspach i że miałam okazję poczuć ich klimat. Chciałabym kiedyś udać się w wielką podróż - Irlandia mogłaby znaleźć się na mojej trasie. ta wyspa ma w sobie coś...

Irlandzki sweter to ciepła, przyjemna opowieść zamykająca w sobie motyw miłości, ale także przemocy, samotności i odwagi. Uroku powieści dodaje też śliczna - moim zdaniem - okładka. Jedna tylko jeszcze uwaga - opis na Lubimy czytać troszeczkę wprowadza w błąd. Lubię, gdy lektura mimochodem uczy mnie czegoś nowego. Tutaj dowiedziałam się czym jest gansej :) Książka podobała mi się, więc polecam, zwłaszcza miłośnikom obyczajówek :)

Tytuł: Irlandzki sweter (Casting Off)
Autor: Nicole R. Dickson
Strony: 411
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

sobota, 25 lutego 2017

10 niekoniecznie poważnych faktów o mnie :)

Cześć!

W zasadzie nie lubię ujawniać wielu informacji o sobie, ale Wiedźma zaprosiła mnie do wyjawienia kilku na swój temat. Spodobało mi się to, że te fakty nie muszą być specjalnie poważne. Postanowiłam więc podjąć się tego wyzwania :) Zapraszam!
Źródło: Pixaby



1.      Praktycznie wcale nie oglądam telewizji. W obecnym miejscu zamieszkania nie mam nawet telewizora i wcale mi go nie brakuje. Tylko jak jestem u rodziców to oglądam, ale w zasadzie w większości bajki, bo…

2.      Odkąd mój brat ma dzieci to często telewizor jest włączony na stację ABC, gdzie czasem i ja obejrzę jakiś odcinek. Do moich ulubionych bajek należą: „Masza i niedźwiedź” i … „Supa Strikes” :D

3.      Potrafię przez sen wyłączyć budzik, a później nawet tego nie pamiętać. Dlatego, gdy muszę wstać bardzo wcześnie (a niestety czasem, nawet dość często to się zdarza) to ustawiam jeden budzik, drugi, trzeci… czasem czwarty :D Muszę mieć pewność, że nie zaśpię.

4.      Nie słodzę herbaty, jak już to miodem albo sokiem, ale z cukrem mi nie smakuje. Za to kawa musi być słodka.

5.      Czasem chcąc komuś coś szybko przekazać używam skrótów myślowych, które…rozumiem tylko ja. Muszę więc wszystko jeszcze raz tłumaczyć, tylko już normalnie. Zdarza mi się też w trakcie rozmowy nie do końca skupić się na wyjaśnieniu jakiejś kwestii, bo myślami już jestem przy innej sprawie. Kiedyś w pracy miałam zapytać kolegów o jakąś rzecz. I owszem, zapytałam, ale nie miałam pojęcia co mi odpowiedzieli, bo w tym czasie myślałam już o innych sprawach. Cóż, czasem ciężko mi się skupić :D

6.      Raz na jakiś czas wpadam w czytelniczy marazm, wtedy odpoczywam nieco od książek i czytam w wolniejszym tempie. Zdarzają się nawet dni, gdy w ogóle nie sięgam po książkę.

7.      Lubię jak książka ma ładne wydanie – dlatego do Dolores Claiborne na przykład zabierałam się jak pies do jeża. W bibliotece było tylko takie brzydkie wydanie… Swego czasu zwracałam też dużą uwagę na czcionkę, jakiej użyto w tekście. Teraz ma to dla mnie nieco mniejsze znaczenie.

8.      Mam kręcony włosy, ale z lewej strony kręcą się trochę inaczej jak z prawej. Nie mam pojęcia dlaczego :)

9.      Łatwo się wzruszam i zdarza mi się płakać jak bóbr czytając jakąś bogatą w emocje książkę. Chyba mam oczy w mokrym miejscu :)

10.  Jestem wręcz uzależniona od pomadki do ust. Gdy nie mam jej przy sobie, a usta zaczynają się dopominać o nawilżenie, kupuję pierwszą jaka mi się nawinie.

Nie nominuję nikogo, ale jak ktoś ma ochotę to zapraszam :)

poniedziałek, 20 lutego 2017

Pachnidło - Patrick Süskind

Cześć!

Dość opornie szło mi czytanie Pachnidła. Nie dlatego, żeby historia mnie nie zainteresowała, ale niespecjalnie mi się chciało czytać. Czasem tak mam, że po okresach intensywnego czytania wpadam w marazm, na krótki czas. Od dziś zaczynam urlop i chciałabym dzięki temu co nieco poczytać. Jednak nieszczęśliwym trafem rozłożyła mnie właśnie choroba. Nie ma to jak zacząć urlop w łóżku :) Korzystając z okazji, że mam teraz czas, chciałabym opowiedzieć Wam o Pachnidle, dość znanej już książce autorstwa Patricka Süskinda.
W XVIII-wiecznym Paryżu, za straganem z rybami, rodzi się chłopiec. Jego matka ma zamiar porzucić go na pewną śmierć, jak to czyniła już wcześniej, gdy maleństwo krzykiem oznajmia swoją obecność. To z kolei sprowadza na jego matkę śmierć - bo taka kara czeka dzieciobójczynie. Chłopiec otrzymuje nazwisko Jana Baptysty Grenouille i tuła się po różnych mamkach, aż w końcu trafia do garbarni skór, by tam pracować. Już wtedy chłopiec budzi niepokój, bo nie posiada własnego zapachu, poza tym jest wyalienowany i nie ma przyjaciół. Dodatkowo jest nieco kaleki. Dość wcześnie odkrywa, że ma niepospolicie czuły zmysł węchu. Świat zapachów fascynuje go. Wciąga. Dzięki swoistemu sprytowi trafia do perfumiarza Baldiniego i tam tworzy wspaniałe mieszanki zapachów. Jednak to mu nie wystarcza. Jego nos pamięta jeden zapach, który go upaja - zapach rudowłosej dziewczyny. Chce odtworzyć wspaniały zapach kobiecego ciała. W tym celu nie cofnie się przed niczym.

Grenouille to bardzo dziwna postać. Z jednej strony nieco niedorozwinięty, nawet mówienie długo sprawiało mu trudność. Poza tym kompletnie nieprzystosowany społecznie, nie odczuwa żadnych skrupułów czy dylematów moralnych. Po trupach dąży do celu. Dosłownie. Z drugiej zaś strony to olfaktoryczny geniusz, który - gdyby był normalny - mógłby zdobyć sławę, majątek i uznanie. Przy tym to straszliwie osamotniony człowiek, nienawidzący rodzaju ludzkiego, nie potrafiący się do niego przystosować na dłuższą metę. Przerażający człowiek, a jednocześnie budzący współczucie. Jego postać skłania do refleksji nad istotą zła w człowieku. Czy człowiek rodzi się już zły? Czy to może wychowanie, brak miłości i akceptacji sprawiają, że ziarenko zła kiełkuje i wydaje tak straszliwe owoce?

Na uwagę zasługuje też oddany przez Süskinda klimat XVIII-wiecznej Francji. Autor prowadzi nas przez ciemne zaułki Paryża, gdzie brud i smród są na porządku dziennym. Albo po wąskich uliczkach i placykach  Grasse, gdzie ciasnota jest niezmierna. Przyznaję, że nie chciałabym się tam znaleźć w owym czasie. W każdym razie myślę, że autor dobrze oddał realia epoki.

Przyznaję, że doceniam tę książkę pod względem poruszanych tematów oraz ze względu na sposób w jaki autor poprowadził historię. Ciekawie też zakończyła się ta opowieść, bo to do czego doszedł Grenouille nie spełniło jego oczekiwań, a przynajmniej nie do końca. Jednak historia Jana Baptysty nie jest historią przyjemną w odbiorze. Süskind nie wzbrania się przed naturalistycznymi opisami, które niekiedy mogą budzić obrzydzenie i niesmak (vide np.: ostatnie sceny). Książka na pewno nie pozostawia obojętnym, skłania do myślenia.


wtorek, 14 lutego 2017

Galveston poleci do....

Cześć!

Do niedzieli włącznie można było się zgłosić po książkę Galveston. Chęć posiadania owej książki wyraziło 4 osoby:
- Awiola
- Ejotek
- Elenkaa
- Onlypretender

Tradycyjnie odbyło się losowanie, w wyniku którego Galveston poleci do...
Gratulacje! Zaraz piszę do Ciebie maila z prośbą o adres :)

piątek, 10 lutego 2017

Urodzinki :)

Cześć!

Mój blog kończy dziś 4 latka! Trudno mi uwierzyć w to, jak wielką sprawia mi przyjemność jego prowadzenie. Oraz w to, że po 4 latach nadal mam na to chęć i nie czuję znudzenia czy znużenia. W tym czasie opublikowałam 520 postów - ten jest 521! Mam 130 obserwatorów. No właśnie - nie będę ukrywać, że sprawia mi ogromną przyjemność to, że Wy, moi drodzy, wpadacie do mnie, czytacie to co mam do powiedzenia, komentujecie... Jednym słowem: jesteście. I za to Wam bardzo DZIĘKUJĘ!

No to ten... Wbijajcie na ciacho :D
Źródło: Pixaby

Przypominam, że do niedzieli można zgłaszać chęć przygarnięcia książki Galveston - szczegóły w TYM poście :)

wtorek, 7 lutego 2017

W syberyjskich lasach - Sylvain Tesson

Cześć!

Czy nie mieliście kiedyś ochoty zaszyć się gdzieś w głuszy, z dala od ludzi, zgiełku i problemów tego świata? Żyć w zgodzie z naturą, żywić się prostymi potrawami, oddawać się prostym zajęciom i czerpać z tego radość? Przyznam, że czasem mi się marzy takie życie, choć nie wiem jak długo bym tak wytrzymała. Mogłoby się też okazać, że takie życie jest dla mnie stworzone. W każdym razie , w pierwszej połowie roku 2010 francuski podróżnik i pisarz Sylvain Tesson postanowił spełnić swoje marzenie i na pół roku zaszyć się w chacie nad Bajkałem. O tym okresie opowiada właśnie jego książka W syberyjskich lasach.
Sylvain Tesson to postać bardzo ciekawa. Przed swoją decyzją o zamieszkaniu nad Bajkałem był pędziwiatrem, nosiło go po świecie. Odbył podróż dookoła świata rowerem, przebył Himalaje, przejechał konno z Kazachstanu do Uzbekistanu a na dokładkę pokonał trasę uciekinierów z Gułagu z Syberii do Indii. Jednakże od dawna marzyła mu się chata w dziczy i w 2010 roku to marzenie zrealizował. Zabrał prowiant, sprzęt niezbędny do przetrwania, kilkadziesiąt książek i mnóstwo wódki i wyruszył nad Bajkał. 

Prawie 6 miesięcy życia w lesie upłynęły mu na wędrówkach, lekturze, przemyśleniach, obserwacji świata zwierząt i roślin, łowieniu ryb, reperowaniu osprzętu, piciu (całkiem niezły zapasik autor zabrał ze sobą), paleniu i chłonięciu życia. Gdy zaś zatęsknił za ludzkim głosem wybierał się do któregoś z "sąsiadów" - kilka godzin marszu i jest na miejscu. Czasem również ktoś go odwiedzał przywożąc wieści czy wpadając ot tak. Większość czasu spędzał jednak sam, a później, wiosną z dwoma psami: Ajką i Bekiem. Jak sam wspomina prowadził życie eremity (chyba lubił to słówko, bo kilku lub kilkunastokrotnie je używał). Tu jednak pojawił się mały zgrzyt, bo nie wiem czy eremici tak lubili się upijać i korzystali z cygar i papierosów :)

Generalnie Tesson jest zarówno obserwatorem, jak i uczestnikiem leśnego życia. Stara się za bardzo nie szkodzić, nie ingerować w naturę, a raczej żyć z nią w zgodzie. I to bardzo mi się podobało. Podobał mi się też styl jego pisania, ale to już do pewnego stopnia. Część całkiem przyjemnie się czytało, aż tu nagle wyskakuje z jakimś bardzo poetyckim porównaniem, które mnie osobiście wydawało się sztuczne i na siłę wymyślane. Gdyby tak opuścić te fragmenty czytałoby się ten dziennik o wiele przyjemniej. Choć i tak nie narzekam, może dlatego, że idea życia blisko przyrody bardzo mnie kusi. 

Wspomniałam wyżej o tym, że autor zabrał ze sobą sporo zapasów alkoholu. Trochę mi się to nie podobało, bo czy potrzebował naprawdę aż tyle (!) wódki, żeby przetrwać te kilka miesięcy? No dobra, sama czasem lubię napić się lampki wina czy kieliszek likieru, ale bez przesady. Choć z drugiej strony to jego wyprawa, więc mógł robić co chciał :D 

Miałam spore oczekiwania wobec tej lektury. Do pewnego stopnia książka je spełniła: jest dzika przyroda? Jest! Jest Bajkał? Jest! Są wędrówki i obserwacja przyrody? Są! Jest zimno, mróz, burze i zawieruchy? Są! Ale są też pseudopoetyckie porównania i nieco za dużo picia, żeby nazywać się eremitą. Mimo wszystko polecam osobom, które marzą o małej chatce w lesie i ucieczce od cywilizacji, a także tym, którzy chcieliby zakosztować "innego" życia, ale tylko na kartach książki.

Autor: Sylvain Tesson
Tytuł: W syberyjskich lasach (Dans les forěts de Sibérie)
Wydawnictwo: Noir Sur Blanc
Strony: 208

niedziela, 5 lutego 2017

Oddam książkę w dobre ręce :)

Cześć!

Za kilka dni mój blog skończy 4 latka! Nie sądziłam, że blogowanie wciągnie mnie na tyle, że przetrwam taki okres czasu i nadal mam z tego mnóstwo radości :) To także dzięki Wam, dzięki temu, że wpadacie, czytacie i komentujecie - dziękuję :)

Doszłam do wniosku, że z tej okazji chętnie podzielę się z Wami książką z mojej biblioteczki. Padło na Galveston. O moich wrażeniach możecie poczytać TUTAJ. Zaznaczam, że książka była czytana przeze mnie, a więc nie jest nowa. 
Jeśli zgłosi się więcej niż jedna osoba to zrobię losowanie i w ten sposób wyłonię kogoś, do kogo poleci książka.

Kilka spraw organizacyjnych:
1. To nie jest konkurs ani gra losowa i nie podlega żadnej ustawie :) Chcę po prostu oddać komuś książkę z własnej biblioteczki :)
2. Jak ktoś ma ochotę to proszę, niech się zgłosi w komentarzu. Można podać adres mailowy (będzie mi łatwiej). Jeśli nie podacie adresu to trzeba będzie śledzić moje posty i po ogłoszeniu wyników zgłosić się do mnie :D
3. Zgłoszenia zbieram od dziś do niedzieli, czyli od 05.02. do 12.02.2017 r.
4. Daję sobie 3 dni na wyłonienie osoby, która otrzyma książkę, a następnie kilka dni na wysłanie nagrody.
5. Wyniki ogłoszę na blogu. Do osoby, która otrzyma książkę wyślę też maila, o ile zostawi mi adres mailowy :)
6. Ostatnia sprawa: książkę wysyłam tylko na terenie Polski.

Zapraszam :)

piątek, 3 lutego 2017

Dolores Claiborne - Stephen King

Cześć!

Od dawien dawna chciałam przeczytać Dolores Claiborn, zwłaszcza, że blogerzy, u których chętnie goszczę bardzo ją zachwalali. Nie czytam namiętnie książek Kinga, ale od czasu do czasu chętnie sięgam i w większości przypadków są to bardzo udane spotkania. Nie inaczej było z Dolores Claiborne.
Na małej wyspie Little Tall Dolores Claiborne ma złożyć wyjaśnienia dotyczące śmierci jej pracodawczyni. Sprawa wygląda podejrzanie, choć Dolores stanowczo twierdzi, że jest niewinna. W trakcie rozmowy z policjantami odkrywa jednak sekret skrywany przez 30 lat. Kobieta przyznaje się do zamordowania swojego męża i wyjaśnia przyczyny, z powodu których uczyniła tak straszną rzecz. Twierdzi, że zrobiła to z miłości. Czy jednak miłość usprawiedliwia zabójstwo?

Jak na Kinga Dolores Claiborne to krótka książka. Mój egzemplarz liczył sobie 223 strony, na które składa się w zasadzie monolog Dolores. Kobieta po kolei opowiada o wydarzeniach sprzed 30 lat, które doprowadziły ją w miejsce, w którym jest teraz. Była to fascynująca lektura, skłaniająca do myślenia.W trakcie lektury poznajemy motywy, jakimi kierowała się Dolores i - choć nie pochwalam przemocy, w żadnym wypadku - to nawet w pewnym sensie ją rozumiem. Kobieta w pewnym momencie została postawiona przed wyborem... Bardzo trudnym wyborem. I zdecydowała się na bardzo drastyczne rozwiązanie. Mimo, że  zabójstwo jest rozwiązaniem strasznym i wzbudzającym ogólne potępienie to jednak nie możemy całkowicie potępić Dolores. Nie widząc innego wyjścia, a raczej widząc co się stanie jeśli nie podejmie pewnych kroków, postanowiła uciec się do ostatecznego rozwiązania. 

Dolores to twarda kobieta, której życie dało mocno w kość. Całe życie harowała jak wół, użerała się z pracodawczynią i z mężem, przy okazji wychowując trójkę dzieci. Ale nie użala się na swój los, słusznie mniemając, że w zasadzie sama takie życie wybrała wychodząc za Joe'go. Była trochę jędzą, ale musiała nią być, aby przetrwać. Poza tym, jak na niewykształconą, prostą wyspiarkę była naprawdę mądra. I w pewnym sensie odważna. Nie pochwalam jej czynów, ale jej nie potępiam, bo rozumiem, że walczyła o lepsze życie dla dzieci. 

Jedno co mi się w książce niespecjalnie podobało to wydanie. Na plus zaliczam twardą okładkę. Jednak sama estetyka grafiki mnie zupełnie nie przekonuje, choć przyznaję, że dobrze koresponduje z treścią książki. Jednak okładka kojarzy mi się z horrorem lub kryminałem klasy B. Mówi się jednak, że nie powinno się oceniać książki po okładce. Treść wynagradza mi wszelkie braki estetyczne :)

Dolores Claiborne to bardzo dobra książka, która zmusza nas do zastanowienia się nad tym, do czego zdolny jest człowiek, aby chronić swoje potomstwo. Porusza też problem przemocy domowej i molestowania seksualnego. Polecam! 

Tytuł: Dolores Claiborne
Autor: Stephen King
Strony: 223
Wydawnictwo: Prima

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Dzielę się...hobby :)

Cześć!

Dziś nie będzie o książkach :) Będzie o łyżwiarstwie figurowym :) Gdzieś na początku bloga, w zamierzchłych czasach pisałam o mojej sympatii do tego sportu. Niestety, rzadko mam okazję go oglądać, co zaowocowało tym, że na dłuższy czas o nim zapomniałam :) Jednak w zeszłym tygodniu miały miejsce mistrzostwa Europy, co pozwoliło mi do niego wrócić. Ubolewam, że wczoraj byłam w pracy i nie mogłam obejrzeć gali mistrzów...
Źródło: Pixaby

Łyżwiarstwo figurowe dzieli się na cztery kategorie:
- solistki
- soliści
- pary taneczne
- pary sportowe

Nie ukrywam, że najbardziej lubię pary taneczne i solistów właśnie. Podczas mistrzostw zazwyczaj zawodnicy jeżdżą do muzyki klasycznej, ewentualnie filmowej. Natomiast podczas gali dają wyraz swojej kreatywności i przedstawiają luźniejsze, czasem zabawne programy. i przyznam, że to lubię najbardziej. Szalenie podobają mi się programy poprowadzone przy nieco szybszej muzyce. Świetnie wychodzą przy wspomnianej muzyce filmowej, albo popie, ale to co mnie najbardziej kręci to rock. Dlatego tak bardzo dałam się porwać programowi z rewii Art on Ice z 2013 roku, gdzie Stephane Lambiel (świetny łyżwiarz, a obecnie trener i choreograf) jedzie do piosenki The Rolling Stones Paint It Black. A robi to tak wspaniale, że jestem oczarowana. Uznałam, że podzielę się z Wami tym programem. Pod TYM linkiem możecie obejrzeć wspomniany występ i zachwycić się, jak ja :)

A dlaczego nie umieszczam filmiku tutaj? Z tego prostego powodu, że nie do końca jestem świadoma przepisów dotyczących praw autorskich, a nie chciałabym ich naruszyć :)

Dajcie znać, jakie są Wasze ukryte pasje. No i co sądzicie o łyżwiarstwie figurowym i czy program się Wam spodobał. Jestem tego bardzo ciekawa :)

Pozdrawiam!

piątek, 27 stycznia 2017

Sekret hiszpanskiej pensjonarki - Eduardo Mendoza

Cześć!

Od jakiegoś czasu "chodziły" za mną książki Eduardo Mendozy. Będąc ostatnio w bibliotece znalazłam półkę z jego twórczością i wybrałam Sekret hiszpańskiej pensjonarki na moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem. 
Książka, herbata i ciasto dyniowe - zestaw idealny :)
 
Sekret hiszpańskiej pensjonarki to utrzymana w konwencji kryminału krótka powiastka, jednakże jest to pozycja nieco nietypowa. Mamy tu bowiem detektywa-amatora wprost ze szpitala psychiatrycznego. Dosłownie. Po 5 latach pobytu w psychiatryku zgłasza się do naszego bohatera komisarz Flores i w zamian za obietnicę wolności, prosi go o pomoc w pewnej tajemniczej sprawie. Kilka lat wcześniej w szkole sióstr lazarystek doszło do dziwnego zdarzenia - z sypialni dziewcząt znika jedna z uczennic. Nikt nie wie, w jaki sposób udało się jej oddalić. Dwa dni później dziewczynka wraca, również niezauważona. I na dodatek twierdzi, że nic nie pamięta. Na prośbę rodziców uczennicy sprawę wyciszono. Teraz, w podobnych okolicznościach, znika kolejna dziewczynka. Policja jest bezsilna, dlatego do akcji musi wkroczyć nasz bohater. Czy uda mu się rozwikłać tajemnicę i odzyskać wolność?

Bohater Mendozy nie jest typem herosa. Nie poznajemy nawet jego imienia. Wiemy o nim tyle, że ostatnich kilka lat spędził w psychiatryku, ma siostrę - prostytutkę, również dość specyficzną, nie stroni od grzebania w śmietnikach i że - mimo swoich niekonwencjonalnych metod - jest świetnym detektywem, potrafiącym kojarzyć fakty, które pozornie są bez związku. Na dodatek ma wyjątkowego pecha do pewnego Szweda, który nawet po śmierci nie chce się od niego odczepić, co prowadzi do jeszcze większego zawiklania sprawy oraz niesłychany dar wymowy i równie niesłychaną skłonność do komplikowania swoich wypowiedzi.

Pomimo swego nieszczęsnego położenia, z pomocą innych interesujących osób, nasz znajomy świetnie sobie radzi, choć kłopoty trzymają się go dość mocno. Jego przygody są groteskowe. Komiczny i kwiecisty sposób wypowiedzi czy sposób prowadzenia śledztwa może wywołać uśmiech. I choć sama zagadka kryminalna wydaje się mało prawdopodobna to nie o nią głównie tutaj chodzi. Jeżeli przyjmie się do wiadomości, że to raczej parodia kryminału, można się świetnie przy niej bawić śledząc z równą przyjemnością postępy śledztwa, co wypowiedzi bohatera. Język jest dość specyficzny, ale dlatego właśnie zabawny. Całkiem podobała mi się ta powiastka. Możliwe, że jeszcze wrócę do tego autora, choć szukać go na siłę też nie będę :)

Autor: Eduardo Mendoza
Tytuł: Sekret hiszpańskiej pensjonarki (El misterio de la cripta embrujada)
Strony: 171
Wydawnictwo: Znak