sobota, 18 listopada 2017

Róża. Obrazy i słowa - Roma Ligocka

Cześć!
Z Romą Ligocką miałam styczność już wcześniej, jeszcze w czasach przed założeniem bloga. Podobała mi się twórczość pisarki, ale przez dłuższy czas do niej nie wracałam. W zasadzie to trochę przez przypadek trafiłam na tę książkę - pasowała mi do wyzwania i ją wzięłam :)
Źródło: Lubimy Czytać
Róża. Obrazy i słowa to w zasadzie album łączący harmonijnie te dwa środki wyrazu. Wielbiciele malarstwa i rysunku będą mieli na czym oko zawiesić. ja się na tej dziedzinie sztuki nie znam zbyt dobrze a jeśli już to preferuję inny styl, ale muszę przyznać, że malarstwo Romy Ligockiej zrobiło na mnie wrażenie. Nie wiem czy tylko mnie się tak wydaje, ale z jej obrazów bije melancholia, smutek... Duże oczy, duże usta, w których znać zmęczenie? Jak dla mnie w tych rysunkach jest zawarty ciężki los Żydów, ich tułaczka, łagodna rezygnacja, zmaganie się z ostracyzmem przed wybuchem wojny, wyobcowanie...To tylko moja interpretacja, poparta w moim mniemaniu prozą autorki.

Bo w zapiskach Romy Ligockiej też dominuje melancholia. Najprawdopodobniej to przeżyta we wczesnym dzieciństwie wojna, Holocaust (Ligocka jest z pochodzenia Żydówką)- rzeczy, których dziecko nigdy nie powinno oglądać - sprawiły, że autorka nosi w sobie ogromne pokłady smutku, samotności, wyobcowania. Mam wrażenie jakby Ligocka była bezdomna. I nie chodzi o dach nad głową tylko o swoje miejsce na ziemi. O potrzebę kochania i bycia kochaną? Bycia potrzebną. 

Z kart tej książki-albumu wyłania się obraz osoby, kobiety wrażliwej, mocno odczuwającej, noszącej w sobie niezasklepione rany, bolesne wspomnienia, które rzucają cień na jej całe późniejsze życie. Z takim bagażem doświadczeń trudno normalnie żyć. Ciężko żyć ze świadomością co jeden człowiek może zrobić drugiemu. I to w imię czego? Domniemanej wyższości ras? Melancholijna, ale warta uwagi lektura.

czwartek, 16 listopada 2017

Krew i stal - Jacek Łukawski

Cześć!

Od pewnego czasu rzucało mi się w oczy nazwisko Łukawski i jego cykl o Martwej Ziemi. Kusiło mnie, zwłaszcza, że czytałam całkiem niezłe recenzje. W końcu pożyczyłam pierwszy tom w bibliotece (drugiego jeszcze nie mają, o zgrozo!). 
Źródło: Lubimy Czytać
Krew i stal to pierwszy tom cyklu Kraina Martwej Ziemi. Jest to seria łącząca klasyczne fantasy z mitologią słowiańską - coś co rzadko się u nas spotyka. W zasadzie to Wiedźmin, może powieści Dardy, ale to już bardziej horror. Chyba, że ja więcej nie kojarzę, a są takie. jeśli tak podrzućcie tytuły :) W każdym razie Krew i stal to debiut Jacka Łukawskiego. Tu od razu stwierdzę, że debiut całkiem udany :)

Król Wondettel jest umierający, do królestwa zjeżdżają zalotnicy do jego jedynej córki, księżniczki Azure. Na wschodzie zaś dzieją się niepokojące rzeczy. Martwica, która sto pięćdziesiąt lat wcześniej, w wyniku zderzenia potężnych czarów objęła tereny na wchód od Simare, zaczyna zanikać i tracić swą moc. Arthorn otrzymuje od doradcy króla ważne zadanie. Ma wyruszyć przesmykiem przez Martwicę i dotrzeć do świątyni Estel, aby odnaleźć tam ważne przedmioty oraz sprawdzić co stało się z poprzednią drużyną, która nie powróciła z wyprawy. Nikt nie wie co ich tam czeka, nawet Arthorn. Jednak to co tam zobaczyli, z czym musieli się zmierzyć, przeszło ich wyobrażenia. czy zdołają powrócić do Wondettel? Czy wypełnią zadanie? Jest ono tym trudniejsze, że gdzieś tam czai się zdrajca...

Podobała mi się historia, którą przedstawił autor. Idea Martwicy to pewne novum, choć mnie przypomina niebezpiecznie zrzucenie bomby atomowej - choć nie do końca jednak. W każdym razie pomysł ciekawy i niebanalny. O bohaterach tej opowieści nie dowiadujemy się wszystkiego. Prym wiedzie z pewnością Arthorn, o którym wiemy nieco o jego przeszłości,a le to raczej urywki. Myślę, że więcej dowiemy się w następnych tomach. Bo Krew i stal to tylko wstęp. Czytałam gdzieś, że są planowane trzy tomy i to widać, że pierwszy to tylko początek. Bowiem zostawia nas z wieloma pytaniami, pewnych spraw tylko dotyka, nie wiemy co się dalej stanie, jak się sprawa rozwinie. W zasadzie autor zostawił nas w takim momencie, że nasza ciekawość może zostać zaspokojona tylko sięgnięciem do drugiego tomu :)

Przyznam, że czuję się trochę zagubiona w tych wszystkich intrygach, ale liczę, że kolejne części cyklu nieco rozjaśnią mi w głowie. Podobnie miałam przy Wiedźminie zresztą - za dużo intryg :) Natomiast podobało mi się wprowadzenie typowo słowiańskich stworów typu dziwożony, utopce itp. Krew i stal, jak sama nazwa wskazuje to dość krwawe fantasy, ale tego akurat wymaga konwencja, w której stronę poszedł autor. Chciałabym przeczytać kolejne części, by poznać losy Arthorna i dowiedzieć się czy wyszedł cało z opresji, w którą na końcu wpakował go Łukawski :) Czy uda mu się ocalić królestwo? Oto pytanie, na które odpowiedzi muszę poszukać w kolejnych tomach :) Polecam!

poniedziałek, 6 listopada 2017

Ostatnia noc w Twisted River - John Irving

Cześć!

John Irving to jeden z tych pisarzy, których czytać "chciałabym, ale się boję". Czytając recenzje innych blogerów dowiedziałam się mniej więcej jaki styl pisania reprezentuje Irving i bałam się, że poruszane tematy, bądź sposób w jaki pisze niekoniecznie przypadnie mi do gustu. Jednak zachwyty nad jego prozą budziły moje zaciekawienie. Na moje pierwsze spotkanie z jego twórczością wybrałam powieść Ostatnia noc w Twisted River.
Dominic Baciagalupo pracuje jako kucharz dla flisaków i drwali w Twisted River oraz samotnie wychowuje dwunastoletniego syna. Danny to obdarzony żywą wyobraźnią chłopiec, szykanowany przez kolegów ze szkoły. Obaj byli mocno zżyci z jednym z drwali - Ketchumem. To taka przyjaźń z rodzaju tych na cale życie, choć bywa trudna. W wyniku tragicznej pomyłki Dominic i Danny muszą diametralnie zmienić swoje życie. W ciągu jednej nocy opuszczają Twisted River, tylko Ketchum wie co się stało i dokąd się udali. Przez około pół wieku śledzimy losy ojca i syna, który dojrzewa, staje się mężczyzną, później sam zostaje ojcem. Jednak przeszłość - wbrew nadziejom obu - nie daje o sobie zapomnieć. Mężczyźni cały czas muszą uważać, a przy tym starają się normalnie żyć. Danny zostaje pisarzem, Dominic nadal pracuje w kuchni coraz to innych restauracji, a Ketchum niestrudzenie trzyma rękę na pulsie, by chronić obu przyjaciół. Tylko czy to mu się uda?
Jak wspomniałam wcześniej, bałam się tej powieści. Okazało się, że niepotrzebnie. Choć przyznam, że czytało mi się tę książkę dziwnie. Były dni, że w ogóle po nią nie sięgnęłam, a bywały, że przeczytałam całkiem sporo. W każdym razie Ostatnia noc w Twisted River to kawał porządnej prozy. W powieści przewija się cała galeria różnych postaci, mniej lub bardziej ważnych, za to niezmiennie barwnych i pełnokrwistych. Na czele stoją oczywiście Dominic i Daniel, ale najbardziej zapadającą w pamięć postacią jest Ketchum. To on kradnie całą powieść (i taki był chyba zamiar autora), choć nie pojawia się na jej kartach tak często jak ojciec i syn. To majstersztyk napisać książkę w taki sposób. Ketchum to naprawdę niesamowity człowiek. Prosty drwal, który z własnymi dziećmi nie utrzymywał kontaktu, ale w przyjaźni był wierny jak nikt. I prawie całe życie zmagał się z poczuciem winy. Szorstki, z niewyparzonym językiem i zdecydowanymi poglądami, których nie wahał się wypowiadać. Prawdziwy twardy mężczyzna. Zahartowany. Na pewno nie chciałabym mieć w kimś takim wroga. Z powodu wydarzeń z przeszłości Dominic i Danny musieli się przeprowadzać, ale Ketchum zawsze trwał przy nich, jak opoka. Kobiety, choć też ważne, są jakby w tle, pomimo, że stawały się często przyczynkami czy katalizatorami pewnych wydarzeń. To też zresztą osoby nietuzinkowe: Pam, Katie, Rosie, Amy... To tylko niektóre z kobiet, które namieszają w życiu mężczyzn.

Cała powieść, pomimo, że dotykała bolesnych czy tragicznych doświadczeń, nie jest łzawą, tanią historyjką (choć mnie się łza w oku zakręciła, ale ja mam oczy w mokrym miejscu). Irving z zaskakującym taktem porusza temat miłości (ojcowskiej, między przyjaciółmi; do kobiet też, choć już troszkę w inny sposób). Bardzo mi się podobało zwłaszcza przedstawienie relacji ojciec-syn oraz relacji Danny'ego i Dominica z Ketchumem. To chyba główny temat i atut tej książki - przedstawione relacje. Ostatnia noc w Twisted River to też książka o stracie oraz o wyborach i ich konsekwencjach, które później znacząco wpływają na życie człowieka. 

Ostatnia noc w Twisted River to powieść, która po przeczytaniu zapada w serce. Polecam!

P.S. Okładka świetnie pasuje do powieści i ma wymiar symboliczny w pewnym sensie - brawo!

wtorek, 24 października 2017

Stop prawa - Brandon Sanderson

Cześć!

Po dość długim czasie postanowiłam wrócić do świata Ostatniego Imperium. Sięgnęłam zatem po Stop prawa. Miałam wielkie oczekiwania, bo to w końcu Sanderson :) 
Rzecz dzieje się kilkaset lat po wydarzeniach opisanych w pierwszej trylogii. Świat rozwija się, widoczny jest postęp techniczny. Coś jak XIX wiek w naszym, prawdziwym świecie :D Nauka i technika są bardzo ważne, jednak ludzie nadal posiadają zdolności allomantyczne bądź feruchemiczne. Albo obie na raz. Do takich osób należy Waxillium Ladrian. W wyniku splotu nieszczęśliwych okoliczności Wax jest zmuszony powrócić z Dziczy, gdzie pełnił funkcję stróża prawa, do Miasta, aby zostać głową jednego z arystokratycznych rodów. Ciężko jest się jednak wyzbyć starych nawyków. Mimo najlepszych chęci do spokojnego życia, Wax wplątuje się w niebezpieczną aferę. W mieście działa szajka, która porywa ładunki metali i bierze zakładniczki. Gdy ofiarą pada kandydatka na narzeczoną Waxa Steris, a w Mieście pojawia się Wayne - były towarzysz Waxa, by zbadać sprawę, naszemu bohaterowi nie pozostaje nic innego jak się zaangażować. Robi się coraz bardziej niebezpiecznie, tym bardziej, że przeciwnik jest naprawdę groźny. Na szczęście mają do pomocy Marasi, kuzynkę Steris, która posiada niezbyt przydatną na co dzień cechę, która jednak okaże się bardzo ważna. Czy połączone siły Waxa, Wayne'a i Marasi wystarczą by pokonać cały gang?

Powieść rozpoczyna się mocnym uderzeniem, by na chwilę nieco zwolnić i znów przyspieszyć. Po kolei poznajemy bohaterów. Przyznam, że nasza trójka bardzo przypadła mi do gustu, a moim ulubieńcem stał się Wayne razem z jego uroczym sposobem na "wymianę"różnych rzeczy :) Panowie wiele razem przeszli i świetnie się dogadują. Podoba mi się przyjaźń ukazana w ten sposób. Intrygują mnie postacie Steris i Marasi. Tę drugą poznajemy lepiej, natomiast ciekawi mnie Steris, która wydaje się strasznie sztywna i związana konwenansami. Jednak niektóre jej wypowiedzi wskazują, że to tylko maska. jestem ciekawa jak jej postać będzie ewoluować w następnych książkach.

Stop prawa, jak na Sandersona, jest krótką książką. Nie jest napisana z takim rozmachem, jak Z mgły zrodzony. Trochę szkoda, za to mamy kontynuację allomancji i feruchemii w całkiem nowej odsłonie. Intrygujące. Wydaje mi się, że kontynuacja zaczęła się nieco słabiej niż pierwsza trylogia, co nie znaczy, że książka jest zła. No bo jak Sanderson mógłby być zły :) Już nie mogę się doczekać lektury Cieni tożsamości, gdyż zakończenie Stopu prawa było bardzo obiecujące. 

Cóż mogę napisać? Sanderson wielkim pisarzem jest :) Czytajcie :)



poniedziałek, 23 października 2017

Toskania, że Mucha nie siada - Anna Mucha

Cześć!

Za oknem szaro i mokro, ale ja pozostaję w kręgach włoskich :) O ile Wędrówki włoskie stanowiły strawę dla ducha, to Toskania, że Mucha nie siada przedstawia głównie przyjemności dla ciała (jedzenie!).
Źródło: Lubimy Czytać
Annę Muchę nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Ja sama mam do niej stosunek niezbyt sprecyzowany. W zasadzie jest spoko, choć jak na mój gust jest nieco zanadto bezpruderyjna :) Mniejsza z tym :) W każdym razie wykazała się pewną autoironią (która bardzo mi przypadła do gustu), pisząc, że oto powiększyła grono piszących celebrytów :) No cóż, trudno się z tym nie zgodzić. Niemniej, przyznaję, że Anna Mucha popełniła książkę całkiem przyjemną :)

Przyjemna to dobre słowo. W zasadzie Toskania, że Mucha nie siada nie może aspirować do miana przewodnika. To w zasadzie książka o tym, jak nasza autorka czerpie z życia pełnymi garściami - w tym wypadku będąc we Włoszech. Owszem znajdziemy tu kilka przydatnych adresów (głównie restauracji) oraz kilka ciekawych miejsc, ale to by było na tyle. Autorka skupia się przede wszystkim na dolce far niente i dolce vita :) Nie będę ukrywać, że wyraża się to głównie poprzez jedzenie :) Mucha nie ukrywa, że lubi jeść (nawet takie rzeczy, których ja bym kijem nie dotknęła, nie mówiąc o włożeniu do ust) i całkiem fajnie o potrawach pisze. Odradzam czytanie mającym pusty żołądek - zdecydowanie. Kulinaria to zresztą najbardziej rozbudowany dział. Oprócz tego znajdziemy tam jednak parę informacji z innych dziedzin życia np. o modzie, głównie męskiej, o terakocie i marmurze, o zakupach czy włoskich miejscach w Polsce. Wszystko podane w lekki, nieco niestety powierzchowny, ale przyjemny sposób. 

Na uwagę zasługuje bardzo ładne wydanie - miałam okazję czytać to w twardej oprawie. Bardzo estetycznie i przejrzyście. Całość uzupełniają piękne zdjęcia. Mnie najbardziej podobało się to na ostatniej stronie :)

Podsumowując: lekka i przyjemna lektura, dzięki której możemy poczuć klimat Włoch nie wychodząc z domu. Nastawionych na dużą dawkę konkretnych informacji może lekko rozczarować, ale mnie się podobała.

wtorek, 17 października 2017

Wędrówki włoskie - Józef Dużyk

Cześć!

Niejednokrotnie wspominałam o tym, że marzy mi się podróż do Włoch. Dzięki uprzejmości koleżanki, która o tym moim marzeniu wie, przeniosłam się do Italii dzięki książce Józefa Dużyka Wędrówki włoskie.
Książka podzielona jest na pięć części: W stronach rodzinnych wielkich Włochów, Wśród wielkich artystów, Pejzaże Włoch, Rzymskie widokówki oraz Z włoskich poloników. To nie jest typowy przewodnik. W każdej części autor skupia się na impresjach, zabytkach, portretach artystów, miejscach czy historii. A robi to w sposób naprawdę ciekawy i okraszony wieloma nieznanymi informacjami. Poznajemy bliżej takich twórców Bernini, Pasolini czy kontrowersyjny D'Annunzio, zaglądniemy do Sieny, Neapolu, Mantui. Powłóczymy się uliczkami Rzymu podziwiając zabytki sztuki powszechnie znane, jak i te mniej znane. Pozachwycamy się fontannami, zejdziemy do katakumb czy do Villi Borghese. Poszukamy polskich znaków i pamiątek w Italii. Poczujemy klimat klasycznych Włoch. 

Jestem pozytywnie zaskoczona tą książką. przypomina mi trochę Barbarzyńcę w ogrodzie Herberta. Wydaje mi się, że to nie jest książka na jeden raz. Warto ją mieć pod ręką, zwłaszcza, jeżeli wybieramy się do miejsc, które opisuje Dużyk. Wędrówki Włoskie to kopalnia ciekawych wiadomości. Słyszeliście o historii obrazu Matejki Jan Sobieski pod Wiedniem i tego w jaki sposób znalazł się w Watykanie? Ja nie. To tylko przykład, takich ciekawostek znajdziemy w książce wiele. Poza tym publikacja jest napisana starannym językiem. Widać, że autor jest człowiekiem wykształconym, posiadającym ogromną wiedzę. Polecam serdecznie, nie tylko osobom wybierającym się do Włoch, ale także tylko zainteresowanym tym krajem, a także polsko-włoskim związkom.
Włochy są piękne, ale Polska też niczego sobie :)

czwartek, 12 października 2017

Zupa z dyni

Cześć!

Jedną z rzeczy, które chciałam zrobić w jesieni było ugotowanie zupy dyniowej. Szczerze mówiąc średnio przepadam za czystą zupą z dyni, ale ta którą zrobiłam była dobre! Oto przepis (pochodzi ze strony Kwestia Smaku - z małymi zmianami):

- mała dynia lub pół dużej
- kilka ziemniaków
- cebula
- ząbek lub dwa czosnku (ewentualnie w proszku)
- kawałeczek masła
- łyżeczka startego świeżego imbiru
- kurkuma, sól
- bulion 
- pomidor
Dynię i ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę. Cebulkę i czosnek obieramy, siekamy w drobną kostkę/plasterki i szklimy na maśle. Dodajemy dynię i ziemniaki, doprawiamy solą, kurkumą i imbirem, chwilę smażymy razem, mieszając. Zalewamy bulionem, gotujemy do miękkości. Pod koniec dodajemy obranego, wypestkowanego i pokrojonego w kosteczkę pomidora. całość miksujemy. Gotowe! W oryginalnym przepisie była jeszcze mowa o mleku, ale ja nie dałam :)

piątek, 6 października 2017

Koralina - Neil Gaiman

Cześć!

Kolejny Gaiman za mną :) Do tej pory przeczytałam już kilka jego powieści. Najbardziej urzekła mnie Księga cmentarna, a teraz przeczytałam Koralinę.
Koralina to mała dziewczynka, która wraz z rodzicami właśnie przeprowadziła się do nowego domu. Jako, że umysł miała chłonny i ciekawy świata przedsięwzięła wyprawy badawcze w celu poznania domu i jego otoczenia. Poznała również innych lokatorów. W mieszkaniu Koralina odkrywa drzwi, które są zamknięte na klucz. Okazuje się, że za nimi znajduje się ściana z cegieł. Czy aby na pewno? Pewnego dnia dziewczynka otwiera drzwi i znajduje za nimi przejście do innego świata. Jest on bardzo podobny do świata Koraliny, tylko postacie go zamieszkujące mają guziki zamiast oczu. Jeśli dziewczynka pozwoli sobie przyszyć guziki będzie mogła zostać w tym świecie z drugimi rodzicami, którzy obiecują dbać o nią i ją kochać oraz poświęcać jej więcej uwagi niż prawdziwi rodzice. Czy Koralina da się przekonać? Czy te dziwne istoty faktycznie mają dobre zamiary? Czy Koralina zechce wrócić do domu?

Koralina to typowy baśniowy, nieco straszny Gaiman. Teoretycznie to pozycja dla dzieci i dla dorosłych, ale moim zdaniem nadaje się raczej dla starszych dzieci. Młodszym bym tego raczej nie przeczytała :) Sam pomysł z guzikami zamiast oczu budzi dreszczyk, a inna pomysły autora przyprawiają o gęsią skórkę (kokon z dwoma dziwnymi istotami, ręka szukająca klucza czy pokój za lustrem). Niejeden dorosły by się przestraszył, gdyby przyszło mu zmierzyć się z tym, z czym spotkała się Koralina. Sama historia jest ciekawa i pokazuje relacje między rodzicami a dzieckiem.

Jak to u Gaimana jest baśniowo, ale też mrocznie. Styl jest utrzymany na takim poziomie jak w innych jego książkach. Ciekawym bohaterem jest kot, który nadaje kolorytu tej mini-powieści. Książeczkę czyta się szybko i z zainteresowaniem. Dla fanów Gaimana to pozycja obowiązkowa.

poniedziałek, 2 października 2017

Księżna Łowicka - Wacław Gąsiorowski

Cześć!

Od czasu, gdy przeczytałam Bajki, które zdarzyły się naprawdę, zainteresowała mnie historia wielkiego księcia Konstantego i hrabianki Joanny Grudzińskiej. Okazało się, że Wacław Gąsiorowski napisał książkę na niej się opierającej. Musiałam ją przeczytać.
Źródło: Lubimy Czytać
Wielki książę Konstanty to postać nader barwna i skomplikowana. Bardzo porywczy, z sadystycznymi wręcz skłonnościami. Jako naczelny dowódca wojsk polskich często wściekał się (wybaczcie kolokwializm) na swych podwładnych. Niektórzy, nie mogąc znieść publicznego upokorzenia popełniali samobójstwa. Książę był wielkim zwolennikiem drylu wojskowego i uwielbiał parady i defilady. Jego żołnierze musieli być idealnie wyszkoleni i zsynchronizowani. Pomimo swego temperamentu i wybuchowości, zdaje się, że Konstanty lubił Polaków i na swój sposób hołubił to swoje wojsko. Jako przykład podam, że nie pozwolił samemu carowi na wysłanie polskiego wojska na wojnę z Turcją. Gdy cesarzewicz poznał Joannę był żonaty, ale nie żył z małżonką. Szybko postarał się o unieważnienie małżeństwa i wziął ślub z Joanną. Było to małżeństwo morganatyczne, Joanna otrzymała tytuł księżny łowickiej. Księżna, zwana również Żanetą, wpływała łagodząco na charakter księcia. Wygląda na to, że ich małżeństwo było zaskakująco udane. 

Gorzej przedstawiała się sytuacja polityczna w Księstwie Warszawskim. Polacy mieli dość rządów Konstantego oraz lat zniewolenia, co ostatecznie zaowocowało powstaniem. Ciekawostką jest to, że Konstanty podczas powstania gorąco chwalił polskie wojsko i nawet w pewnym stopniu z nim sympatyzował. 

Na początku ciężko było mi wczytać się w tę książkę, głównie za sprawą archaicznego stylu autora. Gąsiorowski używał słów i wyrażeń, które nie zawsze były dla mnie jasne. Konstanty został przedstawiony jako człowiek porywczy, czasem okrutny, ale sympatyzujący z Polakami, co raczej odpowiadało prawdzie. Miał tylko kłopot z tym, aby zyskać wzajemną sympatię. Jego trudny charakter nie zjednywał mu ludzi. Joanna zaś to kobieta bardzo religijna, nawet może zdewociała, nie zdająca sobie sprawy z nastrojów politycznych, nawet nieco naiwna, nieorientująca się w sprawach polskich. Naród polski ukazany został przez Gąsiorowskiego jako pełen nadziei na poprawę swego losu. Wszak car Aleksander tak pięknie mówił o konstytucji, o swobodach... Jednak ruchy wolnościowe były wciąż żywe, w kraju wrzało...

Niestety nie przekonał mnie ten Gąsiorowski do końca. Z jednej strony do pewnego stopnia opowieść mnie wciągnęła, z drugiej zmęczył styl. Poza tym mam wrażenie, że sprawa polska została opisana w sposób dość zawiły . Gdybym nie znała (mniej więcej, sporo się zapomniało niestety) historii byłoby mi jeszcze ciężej zrozumieć o co dokładnie chodzi. Jakby tak troszkę uwspółcześnić język i napisać powieść w bardziej przystępny sposób Księżna Łowicka tylko by na tym zyskała. Historia jest z jednej strony ciekawa, z drugiej może zmęczyć i nie każdemu do gustu przypadnie.

czwartek, 28 września 2017

Życie prywatne elit władzy PRL - Sławomir Koper

Cześć!

Sławomir Koper jest znanym autorem publikacji z zakresu historii, głównie dwudziestolecia międzywojennego. Ja nie miałam jeszcze okazji go poznać, więc tym bardziej ucieszyłam się, gdy mogłam pożyczyć jego książkę od Przyjaciółki. 
Tym razem autor wziął na tapetę okres PRL i postaci związane z władzą, ale nie typowych, najwyższych jej przedstawicieli. Niemniej osoby te okazały się bardzo ciekawe. 

Maciej Szczepański, zwany Krwawym Maćkiem, jako szef Komitetu do spraw Radia i Telewizji okazał się postacią niezwykle barwną. W skrócie można powiedzieć, że był to kobieciarz nie stroniący od alkoholu, ale o słabej tolerancji na niego. A przy tym żelazną ręką trzymał swoich ludzi i w pewnym stopniu naprawdę przysłużył się rozwojowi telewizji. Bardzo niejednoznaczna postać - podobnie jak pozostali bohaterowie niniejszej książki.

Jarosława Iwaszkiewicza chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Jednak z rozdziału jemu poświęconemu dowiedziałam się mnóstwa ciekawych informacji. Nie powiem, niektóre nieco mnie zszokowały :) To chyba najciekawsza część tej książki. 

Włodzimierz Sokorski to dopiero było ziółko :) Jak pisze Koper uwielbiał kobiety. Trzeba przyznać, że w tamtych czasach miano dość swobodne podejście do życia erotycznego, przynajmniej towarzyszy partyjnych. Oprócz miłosnych ekscesów Sokorski był też m.in. wiceministrem kultury i sztuki, gdzie całkiem dawał sobie radę. 

Kolejną barwną postacią był Bolesław Piasecki. Następna niejednoznaczna postać. Jego historia jest z tych przygnębiających. Ciężko ocenić jego zachowanie, bo czystego sumienia to on na pewno nie miał, jednak zapłacił słoną cenę za swoje poglądy. Gorzka historia. 

Bardzo ciekawa była także opowieść o Adamie Ważyku, jednym z głównych poetów i zwolenników komunizmu do czasu... W 1955 roku pod wpływem m.in. sytuacji na Nowej Hucie powstał Poemat dla dorosłych, który zatrząsł całym krajem. Ciekawe, że tamtych czasach udało mu się coś takiego opublikować...

Ostatni rozdział dotyczy polskiego dyplomaty Jerzego Putramenta. Należał do stowarzyszenia Żagary (jak m.in. Czesław Miłosz), ale nie był nigdy wybitnym poetą. Cały czas szukał swojej szansy, aż wreszcie znalazł swoją niszę w partii komunistycznej. 

Podoba mi się w jaki sposób Koper potraktował swoich bohaterów. Nie są to postaci papierowe, czarne albo białe. Autor ukazuje cały szereg subtelnych odcieni szarości. Poza tym opisuje wydarzenia i ludzi, o których dotychczas nie miałam pojęcia. A robi to dość zręcznie, przystępnie dla czytelnika. To również ciekawy obraz epoki, gdzie przeciętny obywatel musiał zadowolić się szarą egzystencją, natomiast elity na takową nie mogły narzekać. Jednak był jedna rzecz, która mnie raziła, mianowicie kilka razy zdarzyły się błędy w imionach. Na jednej stronie jakaś postać miała na imię Władysław, na innej Wiesław... No cóż...

W każdym razie osobom chcącym dowiedzieć się więcej na temat osobistości PRLu i ich życia prywatnego polecam jak najbardziej. Innych może nieco znużyć.

poniedziałek, 25 września 2017

Pasta alla Norma

Cześć!

W jednym z folderów reklamowych znanej sieci supermarketów znalazłam przepis na makaron z bakłażanem. Dawno nie jadłam tego warzywa, a miałam ochotę na coś włoskiego, więc zakupiłam potrzebne składniki i zabrałam się do roboty :) Przepis pochodzi ze słonecznej Sycylii.

Potrzebujemy
- makaron bavette (może być klasyczne spaghetti)
- olej bądź oliwa
- mały bakłażan
- kubeczek ricotty (100 g)
- puszka krojonych pomidorów
- 2 ząbki czosnku
- papryczka chilli (ja miałam ostrą paprykę w proszku)
- świeża bazylia (dałam suszoną)
- sól, pieprz
- w przepisie była natka pietruszki, ale ja nie dałam
Makaron ugotować według przepisu na opakowaniu. Bakłażan należy pokroić w cienkie plastry, podsmażyć na patelni, osączyć z oleju na papierowym ręczniku, a - gdy ostygnie - pokroić w paski. Na osobnej patelni na oleju/oliwie podsmażamy pokrojony czosnek, paprykę i bazylię, dodajemy pomidory i smażymy aż sos zgęstnieje. Doprawiamy i dodajemy bakłażan. Mieszamy z makaronem, na końcu dajemy rozdrobnioną ricottę :)

wtorek, 19 września 2017

Rzymskie odcienie miłości - Magdalena Wala

Cześć!

Przyjaciółka pożyczyła mi ostatnio książkę, która mnie zaintrygowała, gdy zobaczyłam jej opis. Romans w starożytnym Rzymie? To mogłoby być interesujące.
Źródło: Lubimy Czytać
Marek Emiliusz z wyprawy po bursztyn do dalekiego kraju przywiózł nie tylko cenny jantar, ale także uratowaną dziewczynkę. Kochał ją jak własną córkę i tak właśnie traktował. Po jego niespodziewanej śmierci Felicyta trafia pod opiekę wuja, gdzie dowiaduje się, że aby zapewnić jej przyszłość bracia postanowili zaaranżować jej małżeństwo. Felicja jest bardzo młoda i niedoświadczona, na dodatek jest świadkiem pewnej sceny z udziałem jej przyszłego małżonka, przez którą jest przerażona czekającym ją małżeństwem. Dziewczyna robi więc wszystko by uniknąć niechcianego małżeństwa, co jest o tyle trudne, że Serwiuszowi przyszła małżonka bardzo się podoba. Jakby nie było dość kłopotów, w Rzymie zaczynają się porwania młodych kobiet. Wygląda na to, że ktoś upatrzył sobie także Felicję. Czy młodej dziewczynie uda się uniknąć małżeństwa? Czy będzie prowadzić życie jakie sobie wymarzy?

Od razu zaznaczam, że jest to sympatyczne czytadełko na długie, chłodne wieczory i jeśli je tak traktujemy to będziemy się dobrze bawić. Zwłaszcza, że perypetie Felicji naprawdę wywołują uśmiech, a czasem szczery śmiech :) Zwykle nie lubię takich zachowań jak naszej bohaterki, ale tutaj mi nie przeszkadzały, a wręcz przeciwnie - jej próby zniechęcenia do siebie Serwiusza i jego reakcje na nie były czasem przekomiczne. Na plus zaliczam także opisy życia w ówczesnych realiach. choć uderzyło mnie parę drobiazgów, które nie były dla mnie do końca logiczne i spójne, ale przymykałam na to oko. W zasadzie od początku wiadomo jak powieść się skończy, bo jest dość przewidywalna, jednak czytało się ją przyjemnie. Dobra lektura dla odprężenia. Wiadomo, to romans, więc odnajdą się w nim głównie kobiety. Panom raczej książki nie polecę, bo czuję, że to raczej nie te klimaty. Jest co prawda jakaś akcja, porwania i tak dalej, ale generalnie to bardziej tło dla historii miłosnej. Jedna rzecz mnie też miło zaskoczyła, ale nie będę o niej wspominać, aby nie spojlerować.

Podsumowując: nie jest to lektura bez wad, ale jeśli przejdzie się nad nimi do porządku dziennego może to być całkiem przyjemna książka :) Polecam osobom, które poszukują lekkiej i zabawnej lektury. Taki miły odmóżdżacz :)

środa, 13 września 2017

Nad Niemnem - Eliza Orzeszkowa

Cześć!

Nie wiem czy Nad Niemnem jest teraz lekturą. Wiem natomiast, że uczniowie nie darzą jej zbytnią miłością :) Ja mam zgoła inne podejście do tej książki. Chyba sympatię do niej wyssałam z mlekiem matki, gdyż jest to jedna z ulubionych powieści mojej rodzicielki. Nie wiem który raz ją przeczytałam, może trzeci? Hmmm, zapewne nie ostatni :)
Rzecz dzieje się jakieś dwadzieścia lat po powstaniu styczniowym. W małym majątki - Korczynie gospodaruje pan Benedykt, ziemianin, który najlepsze lata ma za sobą. W niespokojnej przeszłości miał głowę pełną ideałów, jednak dalsze jego losy sprawiły, że stał się człowiekiem ponurym, zamkniętym w sobie i obojętnym dla chłopów z najbliższej okolicy, z którymi procesuje się o każdy skrawek ziemi. Oprócz Benedykta i jego najbliższej rodziny dwór w Korczynie zamieszkuje też młoda krewna Justyna wraz ze swoim ojcem. Dziewczyna często jest posępna, chmurna, dumna... Nikt nie domyśla się czego młodej pannie brakuje. A brakuje jej zajęcia. Podczas spaceru spotyka Janka Bohatyrowicza. Między młodymi zawiązuje się nić porozumienia.

Nad Niemnem jest powieścią wielowątkową. Mamy tu historię miłości Jana i Justyny, mamy wspomnienie powstania listopadowego, próby zrównania ze sobą ludzi różnych stanów i problemy wynikające z poczucia wyższości jednych warstw społecznych nad innymi. Poruszany jest też problem odpowiedzialności ludzi oświeconych za polepszenie bytu stojącym niżej na drabinie społecznej. Orzeszkowa zwraca szczególną uwagę na hipokryzję i gnuśność panów oraz na ciemnotę i ubóstwo chłopów. Poprzez osobę Witolda autorka pokazuje, że możliwa jest współpraca oraz równe traktowanie wszystkich ludzi. Uczula, że każdemu człowiekowi, nawet zacofanemu należy się szacunek, czasem nawet większy niż trawiącemu życie na hulankach paniczowi. Powieść Nad Niemnem ma charakter dydaktyczny, wytyka błędy wyższym warstwom społecznym, a gloryfikuje w pewnym sensie proste życie chłopstwa.  

Niektóre postaci zostały potraktowane dość pobieżnie, inne natomiast poznajemy nieco lepiej. Na szczególną uwagę zasługuje Benedykt, którego życie wewnętrzne dość dokładnie poznajemy. Jest to postać złożona - w młodości pełen ideałów, które później zweryfikowało życie i uczyniło Korczyńskiego zgryźliwym i niedostępnym. Wystarczyła jednak iskra, a właściwie płomień ideałów urzeczywistniony w Witoldzie, by jego własne wzniosłe teorie znów ożyły. Inni bohaterowie również posiadają swoje cechy charakterystyczne, dzięki którym budzą sympatię lub wręcz przeciwnie. Oprócz pojedynczych przypadków są oni jednak w miarę wyraźnie rozdzieleni na bohaterów pozytywnych i negatywnych. 

To co stanowi największy postrach uczniów to opisy, głownie przyrody, ale także zwyczajów wiejskich czy przeżyć wewnętrznych bohaterów. Przyznaję, że - ze względu na konstrukcję zdań i użycie archaizmow - faktycznie dość ciężko i mozolnie się to czyta, ale za to jaka to satysfakcja! Poza tym Orzeszkowa naprawdę maluje przed nami te złociste łany zbóż, czy niebieskie, iskrzące się wody Niemna w sposób zaiste mistrzowski. Moim zdaniem Nad Niemnem jest godną uwagi i naprawdę warto po nią sięgnąć.



poniedziałek, 11 września 2017

Pesto z jarmużu

Cześć!

Dawno nie było żadnego przepisu. czas nadrobić, tym bardziej, że wypróbowałam kolejny nowy przepis - na pesto z jarmużu. Jarmużu u mojej mamy dostatek, więc podkradłam jej trochę, w domu były orzechy - pomysł na obiad nasunął się sam :)

- kilka listków jarmużu
- orzechy arachidowe niesolone, prażone
- oliwa
- sól, pieprz, odrobina soku z cytryny
- ewentualnie żółty ser
- makaron
Orzechy zblendować. Jarmuż opłukać, odkroić łodygę, wrzucić na wrzątek (ja dałam trochę soli do tego) na ok. minutę. Dodać do orzechów, sera, oliwy i razem blendować. Tutaj trochę uważamy, bo liście jarmużu łatwo zapychają blender. Doprawiamy do smaku, mieszamy z ugotowanym makaronem. Ja miałam akurat w domu makaron owsiany - niestety na zdjęciu wygląda mało apetycznie :D

wtorek, 5 września 2017

Arystokratka w ukropie - Evžen Boček

Cześć!

W zeszłym roku miałam przyjemność czytać pierwszą część przygód Marii Kostka z książki Evžena Bočka Ostatnia arystokratka. Niedawno zakupiłam drugą część, która długo na swą kolej nie czekała :)
Fabuła jest bezpośrednią kontynuacją pierwszego tomu. Oto zamek Kostka przygotowuje się na przyjazd turystów. Tylko dzięki Miladzie udało się jako tako ogarnąć krnąbrnych arystokratów i ich pracowników i zaprząc ich do roboty. Z różnym skutkiem zresztą. Jedyną w miarę rozsądną osobą w całym zamku oprócz Milady jest chyba tylko Maria. Choć zaczynam myśleć też o Denisce, którą z całą pewnością można nazwać nieszablonową postacią i na miano zwykłej i rozsądnej to raczej nie zasługuje. Postacie u Bočka są równie barwne co w poprzedniej części. Pan Spock nieco się uspokoił z pomocą prozaku. Ten lek jest zresztą często (nad)używany w zamku Kostka. Pani Cicha nadal produkuje (i spija) swoją orzechówkę. A Józef? Jak to Józef - nie znosi turystów i próbuje spędzać z nimi jak najmniej czasu, nawet kosztem zwiedzania przez nich zamku. Swoją grupę oprowadza w 20 minut :) 

Oprócz szaleństwa związanego z turystami szykuje się kolejna bomba - wkrótce ma się odbyć wielki zjazd arystokratów, który uświetnić ma swoją obecnością księżna Diana! Takiej okazji nie może przepuścić Vivien. Udaje jej się nawet przekonać swego niezwykle skąpego męża. Co z tego wyniknie? Czy Marii uda się nie zwariować w całym tym zamieszaniu? Przeczytajcie sami :)

Arystokratka w ukropie jest kapitalną powieścią na poprawę humoru. Lekka i zabawna sprzyja relaksowi i odprężeniu. Można ją czytać osobno, ale warto zacząć od pierwszego tomu, gdyż drugi jest jego bezpośrednią kontynuacją. Autor w prześmiewczy sposób ukazuje czeską arystokrację, ich przywary i kondycję. W krzywym zwierciadle widzimy skąpstwo ojca wynikające w sporej części z braku pieniędzy, rozpasanie służby czy stosunek do turystów a także zachowanie samych turystów. Tutaj jedni są warci drugich :D Pomimo lekkości i ze swadą i humorem opowiedzianej historii trochę było mi szkoda Marii, że musi żyć w takim domu wariatów. Szczególnie bolało mnie właśnie skąpstwo Franciszka Kostki, który został chyba opętany myślą o pieniądzach i nie chciał się z nimi rozstawać nawet przy wypłacie wynagrodzeń. 

W każdym razie bardzo podobają mi się obie książki i czekam na kolejną. Mam też ochotę na Kasztelana tego autora. Polecam!



wtorek, 29 sierpnia 2017

Porwana pieśniarka - Danielle L. Jensen

Cześć!

Niedawno miałam okazję przeczytać pierwszy tom Trylogii Klątwy. O Porwanej pieśniarce było swego czasu głośno na blogach, sam opis mnie zaintrygował i postanowiłam po nią sięgnąć i na własnej skórze przekonać się czy mi się spodoba.
Źródło: Lubimy Czytać
Cecile de Troyes to córka rolnika i śpiewaczki. Sama również obdarzona pięknym głosem i sporym talentem ma zamiar wyjechać do miasta, by kształcić się na śpiewaczkę. Nieoczekiwanie, w przeddzień jej wyjazdu zostaje uprowadzona. Okazuje się, że jest ostatnią nadzieją trolli na pokonanie klątwy czarownicy rzuconej kilka stuleci temu. Same trolle zaś zostają zapomniane i zdegradowane do roli straszaków na niegrzeczne dzieci. Cecile wbrew swej woli złączona z księciem Tristanem szuka tylko okazji do ucieczki. Jednak poznając coraz lepiej miasto, jego historię i istoty je zamieszkujące zaczyna coraz bardziej mieszać się w polityczne rozgrywki. Poza tym okazuje się, że jej małżonek nie jest taki zły, na jakiego pozuje. Czy Cecile uda się uciec? A może uda jej się przełamać klątwę?

Ta książka jest jednak przeznaczona dla młodzieży i niestety to widać. Z jednej strony ma potencjał. Kilka zabiegów było bardzo udanych np. złączenie - swoiste zaślubiny, po których czujesz emocje drugiej osoby. Pomysły na ukazanie trolli w innym świetle, nie jako zielone, ogromne potwory, które kamienieją, gdy padnie na nich promień słońca były odświeżające. Fabuła była ciekawa i z zainteresowaniem śledziłam losy miasta. To zaliczam na plus. Jednak drażniło mnie czasem zachowanie bohaterów, głównie Cecile. Ja wiem, że to nastolatka, Tristan zresztą też jest niewiele od niej starszy. Ale mimo wszystko czasem mnie drażniła. Na przykład Tristan tłumaczył jej pewne swoje pobudki, a ona i tak miała własne zdanie i przecież wie lepiej, mimo, że w Trollus jest przecież krótko.

Mam więc problem z oceną tej książki. Z jednej strony zaciekawiła mnie. Z drugiej to, że książka skierowana jest raczej do młodszych odbiorców troszkę mnie męczyło. Ale czego ja właściwie oczekuję? Młodzież powinna być zadowolona :) A ja chyba jednak nie sięgnę po kolejne części.

środa, 23 sierpnia 2017

Ballada o ciotce Matyldzie - Magdalena Witkiewicz

Cześć!

Jakiś czas temu zostałam zaproszona przez Ejotka do zabawy z indywidualnym wyzwaniem czytelniczym. dostałam za zadanie przeczytać jedną z książek pani Magdaleny Witkiewicz. 
Źródło: Ejotek

Ewelina okazała się doskonałym detektywem, ponieważ o autorce słyszałam, ale nie miałam przyjemności czytać jej powieści.Wybór książki był trudny, ale w końcu zdecydowałam się na Balladę o ciotce Matyldzie, którą miałam na oku już od dawna. tylko jakoś zawsze było nie po drodze...



Źródło: Lubimy Czytać
 Ciotka Matylda to energiczna, zawsze życzliwa starsza pani, która właśnie wybiera się na tamten świat. Próbuje na to przygotować swoją młodą krewną Joannę, nad którą trzymała pieczę po tragicznej śmierci jej rodziców. Umiera akurat, gdy Joanna jest w szpitalu i rodzi... małą Matyldę - przecież liczba Matyld musi się zgadzać :) Joanka czuje się opuszczona, zwłaszcza, że jej mąż buja się gdzieś po Antarktydach czy innych Spitsbergenach i bada nunataki. Wiecie co to? Ja też nie wiedziałam :D Jednak ciotka czuwa nad dziewczyną nawet z zaświatów. Zapisuje jej udział w sklepie, który przynosi niezłe dochody, a że jest dość specyficzny...no cóż... Poza tym zsyła jej Olcia i Przemcia, którzy na pierwszy rzut oka budzą postrach a na drugi... Przeczytajcie sami :D Życie Joanki powoli wraca na właściwe tory, gdy dostaje wiadomość, która wywraca je z powrotem do góry nogami. Na szczęście ciotka czuwa!

Mogłabym się przyczepić do kilku rzeczy. Na przykład, że postaci są mało wyraziste, ich warstwa psychologiczna nie jest wystarczająco pogłębiona. Na przykład do tego, że te wszystkie zbiegi okoliczności i sami praktycznie cudowni ludzie, którzy stają na drodze Joanki to już przesada. Że jest cukierkowo i słodko. Mogłabym, ale po co :D Bo, moi państwo, chyba ta jesienna aura za oknem (brrr... mamy jeszcze sierpień! gdzie to słońce?) sprawia, że mam ochotę wskoczyć pod koc z gorącą herbatką i czytać właśnie takie ciepłe i pełne optymizmu opowieści jak Ballada o ciotce Matyldzie. Te kilka słów doskonale opisują powieść pani Magdy: ciepła i pełna optymizmu. Czytało mi się ją tak przyjemnie, że przeczytałam ją w dwa dni, a to przy moim ostatnim "nieogarnięciu" jest nie lada wyczyn :) Opowieść snuje się sympatycznie i naprawdę wciąga, choć w sumie jest mocno przewidywalna :) Pomimo to lekturę zaliczam do udanych, bo czasem trzeba coś tak odprężającego, ku pokrzepieniu serc, przeczytać. No, przynajmniej ja muszę :D W każdym razie polecam jako lekką, sympatyczną, pozytywną lekturę. Ja na pewno sięgnę po więcej książek pani Magdy. Z takimi powieściami zima mi niestraszna :D

niedziela, 20 sierpnia 2017

Motylek - Katarzyna Puzyńska

Cześć!

Wow, miesiąc mnie tu nie było! Ostatnio trochę się dzieje w moim życiu, zmieniłam pracę i jestem na etapie ogarniania nowych obowiązków. Dlatego trochę (sporo) mniej czasu spędzam w sieci. Nie pisałam i (niestety) nie zaglądałam też do Was. Jeszcze trochę czasu minie, zanim wszystko opanuję, ale myślę, że już na tak długi czas bloga bez gospodyni nie zostawię. Przynajmniej taką mam nadzieję :P

Ale (jak mawia komisarz Kopp)! Do rzeczy! Dziś przedstawię Wam książkę, którą sporo z Was zapewne doskonale zna! Seria o Lipowie jest jedną z popularniejszych cykli w polskich kryminałach. Ja swoją przygodę zaczęłam od drugiego tomu, który dość mi się podobał, ale strasznie mnie irytowało powtarzanie imion i nazwisk wraz ze stopniami co 5 minut. Na szczęście w Motylku nie było to aż tak widoczne:)
Źródło: Lubimy Czytać

Lipowo - senna wioska, jakich wiele. Nic się tutaj nie dzieje. Największą atrakcją są przyjeżdżający w lecie turyści i lokalne ploteczki. Każdy każdego zna. W tej małej społeczności rozgrywa się tragedia. Na szosie zostaje znaleziona przejechana zakonnica. Sprawa wydaje się prosta, dlatego dostają ją do rozwiązania lokalni policjanci. Jednak w trakcie rutynowego dochodzenia wychodzą na jaw szczegóły przeczące teorii o przypadkowym potrąceniu. Wkrótce ginie kolejna osoba. Tym razem nie ma wątpliwości, że było to wyjątkowo brutalne morderstwo. Do pomocy lipowskim funkcjonariuszom zostaje przydzielona sławna komisarz kryminalna z Brodnicy. Sprawy posuwają się mozolnie naprzód, a na jaw wychodzą nowe tropy i fakty. Sprawy nie ułatwia fakt, że osoby, które poznajemy ma też swoje małe tajemnice, które lepiej, żeby pozostały w ukryciu. czy obie śmierci są ze sobą powiązane? Czy mieszkańcy Lipowa mogą spać spokojnie?

Zacznę może od postaci. Nie ma podziału na czarnych i białych bohaterów, nikt nie jest idealny. Może Daniel się taki wydaje, ale za to ma kilka nadprogramowych kilogramów. Co do reszty, to każdy ma swoje problemy, jakieś grzeszki na sumieniu czy sekrety, których nie chce zdradzić. Niektóre osoby były wybitnie irytujące, inne nieco naiwne, jeszcze inne zagubione. Biorąc pod uwagę, że autorka jest z wykształcenia psychologiem nieźle jej to wyszło. Choć w niektórych przypadkach troszkę przesadziła. Nie jestem pewna czy postać Ewki Rosół na przykład jest wiarygodna. Po takich przeżyciach zachowuje się wyjątkowo dziecinni, żeby nie powiedzieć głupio. Ale to może przez to, że wychowywała się bez matki, nie miała wzorca? 

Sama fabuła jest dość zagmatwana i do końca nie wiemy kto okaże się mordercą. Autorka podsuwa różne tropy, by je później zmylić. Okazuje się, że motywy sięgają w przeszłość i wszystko układa się w zgrabną całość. Pokazuje też jak toksyczne relacje w rodzinie wpływają na dzieci i co z tego może wyniknąć. Całość czyta się dobrze, możemy się przywiązać do niektórych postaci. Wydaje mi się, że autorka dobrze też oddała klimat małej, zamkniętej społeczności oraz ludzkich problemów: tu przemoc domowa, tam brak rodzica, jeszcze gdzieś indziej zdrada... To wszystko składa się na ludzkie życie.

Tę część czytało mi się lepiej niż drugi tom. Nie wykluczam, że sięgnę po inne :) Polecam miłośnikom literatury kryminalnej, zwłaszcza osadzonej na rodzimym podwórku.

środa, 19 lipca 2017

Córka wiatrów - Magdalena Kordel

Cześć!

Niedawno u Ejotka wygrałam najnowszą książkę Magdaleny Kordel Córkę wiatrów (dziękuję!!!). Stanowi ona pierwszy tom cyklu Wilczy Dwór. Wcześniej czytałam jedną książkę autorki i mam miłe wspomnienia z lektury. Jak było tym razem?
Rzecz dzieje się jakiś czas po powstaniu listopadowym. Na Wilczym Dworze rządzi Konstancja - młoda jeszcze wdowa, matka jedynego syna. Kobieta tyleż urocza co twarda. Życie sprawiło, że dziewczyna przeszła ciężką szkołę, ale zamiast ją złamać - wzmocniło ją to. Jej uporządkowany świat po raz kolejny zadrży w posadach, gdy do dworu zajedzie dawny przyjaciel Jan. Mężczyzna darzył uczuciem Konstancję, jednak ta wyszła za Tadeusza. Pojawienie się Jana po tylu latach nie jest przypadkowe. Przynosi on wieści, które zmuszą kobietę do działania. Jednocześnie Janek wplątuje się w awanturę z dzierżawcą Konstancji, Sępińskim, co pociągnie za sobą lawinę wydarzeń. Jak odnajdzie się Konstancja w nowej sytuacji? Czy podoła wyzwaniom, jakie przed nią postawił przewrotny los?

Na pierwszy plan wśród postaci wybija się wyraźnie młoda dziedziczka. Dawniej lubiła się bawić, wiodła szczęśliwe życie. Wszystko zmieniło się po śmierci jej męża. Konstancja musiała zmierzyć się z zarządzaniem majątkiem, wycofała się z życia towarzyskiego. Zaczęła doceniać pracę ludzi we dworze, darzyć ich szacunkiem i troszczyć się o nich, w zamian zaskarbiła sobie ich lojalność, co w przyszłości okaże się bardzo cenne. Konstancja to kobieta, która potrafi być urocza, potrafi być też twarda jak stal, odważna. Kobieta z charakterem. Inne postacie są słabiej zarysowane, choć wybija się kilka jednostek - Jan, ochmistrzyni Pelasia, pan Dionizy, zielarka Margocha czy rządca Hieronim. Ważnym motywem są też wilki, które w przeszłości odegrały ważną rolę w życiu przodków Konstancji. 

Książkę czyta się bardzo dobrze, jest napisana prostym, ale przyjemnym w odbiorze językiem. Sama historia również jest ciekawa, podoba mi się wilczy motyw. Jestem ciekawa kontynuacji, bo przygoda z Wilczym Dworem i jego mieszkańcami dopiero się zaczyna. Pomimo pewnych tragicznych wydarzeń, książka zawiera w sobie dużo ciepła, pochwałę lojalności i szacunku do drugiego człowieka. Z przyjemnością sięgnę po inne książki autorki!

Tytuł: Córka wiatrów
Cykl: Wilczy Dwór
Autor: Magdalena Kordel
Strony: 388
Wydawnictwo: Znak

czwartek, 13 lipca 2017

Legion - Brandon Sanderson

Cześć!

Jak ja dawno nie czytałam Sandersona! Na początku roku zakończyłam trylogię Ostatnie Imperium (mam w planach kontynuację), a potem nic. Bardzo chciałam przeczytać Legion a umożliwiła mi to Wiedźma we własnej osobie (dziękuję Kasiu!), u której wygrałam egzemplarz tej książki :) Ja to mam szczęście :D
Stephen Leeds byłby zwykłym, szarym obywatelem, gdyby nie pewna jego niezwykła właściwość. Otóż jego umysł potrafi stworzyć halucynacje, tzw. aspekty, które jakby "przechowują" jego wiedzę. I tak w ciągu kilku godzin potrafi posiąść wiedzę z różnych dziedzin "magazynując" ją w nowym aspekcie, który stworzy. Żeby było ciekawiej, halucynacje Stephena cierpią na różne zaburzenia psychiczne. Dzięki swoim "zdolnościom" mężczyzna jest nie tylko fascynującym obiektem badań dla psychiatrów, ale także osobą, która pomaga ludziom w nietypowych sprawach. 

W tomiku znajdziemy dwa opowiadania - dwie różne sprawy, którymi zajmuje się Stephen. Pierwsze dotyczy aparatu, który potrafi robić zdjęcia przeszłości, zaś drugie zajmuje się konsekwencjami grzebania w ludzkim DNA (m.in. komórki jako nośnik informacji). podoba mi się sposób w jaki autor ujął temat. Wynalazki są krokiem milowym dla ludzkości, ale jednocześnie niosą ogromne zagrożenia. To tak jak z ogniem. Daje nam ciepło, światło, dzięki niemu można ugotować posiłek, a jednocześnie w niewłaściwych rękach stanowi zagrożenie, może wywołać pożar. W trakcie wykonywania zadań okaże się jednak, że są ludzie, którym bardzo zależy na tym, aby zdobyć te niebezpieczne narzędzia. I nie cofną się przed niczym! Czy, z pomocą aspektów, Stephenowi uda się wykonać zadanie i ocalić skórę? 

Pomimo, że to Sanderson w zupełnie innym wydaniu, niż ten ze świata Cosmere, muszę przyznać, że nadal jestem pod ogromnym wrażeniem wyobraźni autora. ten pomysł z halucynacjami, które nie dość, że są specjalistami w danej dziedzinie, obarczonymi pewnymi problemami psychicznymi, to jeszcze posiadają całkiem odmienne, ale doskonale ukształtowane osobowości. Bardzo je polubiłam. tym bardziej, że Stephen to tak naprawdę bardzo samotny człowiek. Z "normalnych" ludzi w zasadzie jedynym jego przyjacielem jest kamerdyner Wilson - pierwszorzędna postać, choć trochę mało rozbudowana. Ciekawe czy Sanderson napisze jakieś kontynuacje Legionu. Książka ma potencjał, który jeszcze można wykorzystać, jak wątek Sandry czy Rahula. 

Legion potwierdził moje zdanie o autorze - Sanderson jest świetnym pisarzem o niesamowitej wyobraźni i dobrym stylu, po którego mogę sięgać w ciemno. Na dodatek wydanie jest cudne! Grafika Dark Crayon jest cudowna i znakomicie oddaje treść książki - można bez problemu się domyślić, które aspekty zostały pokazane na okładce :) Polecam!

Tytuł: Legion (Legion & Legion: Skin Deep)
Autor: Brandon Sanderson
Strony: 206
Wydawnictwo: Mag
Źródło: wygrana u Wiedźmy :)

wtorek, 11 lipca 2017

Zagubiony autobus - John Steinbeck

Cześć!

Ale mnie tu dawno nie było :) W tym czasie kontynuowałam znajomość z wujaszkiem Johnem. Bardzo lubię tego autora, choć pierwsze zetknięcie z nim nie zachwyciło mnie. Za to drugie już tak i od tej pory od czasu do czasu sięgam po jakąś perełkę Steinbecka. Tym razem padło na Zagubiony autobus.
Źródło: Lubimy Czytać

Fabuła skupia się wokół dosłownie kilku osób podróżujących autobusem w różnych celach. Kierowcą jest pół-Meksykanin, pół-Irlandczyk Juan, zaś jego żona prowadzi restaurację. O ile Juan sprawia sympatyczne wrażenie, o tyle Alice jest raczej antypatyczna. Pomimo, że mężczyzna też nie jest święty, to jednak da się lubić. Państwo Chicoy zatrudniają kelnerkę Normę oraz pomocnika w warsztacie zwanego (nie bez powodu) Pryszczem. Pasażerowie to zaś zbieranina różnych osobowości - rodzina wyjeżdżająca na wakacje do Meksyku, na pozór idealna; akwizytor firmy wyrabiającej dziwne i śmieszne gadżety, wiecznie narzekający i wszystko czarnowidzący staruszek oraz piękna, tajemnicza kobieta o podejrzanym zawodzie. Razem tworzą różnorodną mieszankę charakterów. Zostaną one wypróbowane, gdy podczas podróży napotkają niespodziewane problemy.

Steinbeck jest wnikliwym obserwatorem ludzkiej natury. Jego bohaterowie nie są płascy, jednowymiarowi. To postaci z krwi i kości, żaden z nich nie jest czarny lub biały, jest za to pełen różnych odcieni szarości. Weźmy Juana - to dobry człowiek, z poczuciem humoru, ale jednocześnie potrafi zdradzić żonę. Camille, kobieta o szemranej pracy, a jednocześnie marząca o spokoju. To tylko przykłady, ale obrazujące to, jaką złożoną naturę posiada człowiek. Każdy z nas nosi w sobie pierwiastek dobra i zła. Autor obrazuje też w jakim zakłamaniu można żyć przez wiele lat. Otaczanie się iluzją jest wygodne, ale przynosi często poczucie osamotnienia czy niezrozumienia. W bardzo subtelny sposób dotyka tematu powrotu do życia w społeczeństwie osób, które dotknął koszmar wojny. Polityka, samotność, seksualność, dojrzewanie, zakłamanie - między innymi te tematy zostały poruszone w Zaginionym autobusie. Podoba mi się też przewrotność tytułu :)

Jak to u Steinbecka akcja toczy się niespiesznie, jak to kolega Ciastek kiedyś zauważył - to jest tak jakby się siedziało na zewnątrz z czymś dobrym w kubeczku i słuchało opowieści niezrównanego gawędziarza :) Język jakim posługuje się autor jest prosty i łatwy w odbiorze. Jak zwykle na uwagę zasługują piękne opisy krajobrazu - Steinbeck to potrafi :) polecam serdecznie wielbicielom twórczości autora :)

Tytuł: Zagubiony autobus (The wayward bus)
Autor: John Steinbeck
Strony: 399
Wydawnictwo: Czytelnik
Seria: Nike
Źródło: biblioteka

piątek, 30 czerwca 2017

Tajemnica lorda Listerdale'a - Agatha Christie

Cześć!

Bardzo lubię twórczość Agathy Christie. Uważam, że tworzyła świetne kryminały w starym stylu. Bardzo lubię jej serię z Herkulesem Poirot i panną Marple. U koleżanki zauważyłam książkę, której wcześniej nie czytałam. tytuł i opis mnie zaintrygował, a koleżanka okazała się tak miła, że pożyczyła mi tę pozycję :)
Tajemnica lorda Listerdale'a to zbiór dwunastu opowiadań. Dotyczą najprzeróżniejszych wątków, jednak łączy je styl pani Agathy. Nie będę się rozpisywać na temat każdego opowiadania osobno, napomknę tylko najważniejsze motywy. Czego my tu nie mamy: "nawrócenie" pewnego lorda, wygraną na loterii, konsekwencje szybkiego małżeństwa, zaginiony szmaragd, złodziejską szajkę, zemstę pięknej Włoszki czy zabawę w zamianę osobowości :) 

Niektóre z opowiadań były nieco słabsze, inne podobały mi się bardziej. Przygody, które spotykają naszych zwykłych obywateli są dość nieprawdopodobne :) Najlepszym przykładem jest opowiadanie Szmaragd radży i kwestia zamiany spodni :) Sytuacje, w których zostają postawieni, poprzez swoją nietypowość, zmuszą ich do wyjścia ze swojej strefy komfortu. Niektórzy będą się musieć wykazać nie lada odwagą i rozumem. Większość kończy się dobrze, choć nie wszystkie. Dużo miejsca autorka poświęciła kwestii miłości i małżeństwa. Nie przestaje mnie zadziwiać, jak szybko w tamtych czasach podejmowano decyzje o wspólnym życiu :) 

Opowiadania są utrzymane w lekkim stylu i szybko się je czyta. Intrygi nie są wybitnie rozbudowane, ze względu na krótką formę. Mimo to książkę czyta się bardzo przyjemnie. Najbardziej podobało mi się ostatnie opowiadanie, czyli Łabędzi śpiew. Na kilkunastu stronach autorka zawarła tragiczną historię miłości i zemsty. 

Tajemnica lorda Listerdale'a to nie jest Agatha Christie w swej najlepszej formie, ale nie można jej odmówić pomysłowości i klasy. Opowiadania są nieco staroświeckie, ale właśnie dzięki temu urocze - jeśli można je tak nazwać. Dla fanów autorki to pozycja obowiązkowa. Myślę, że innym też może się spodobać, byle tylko nie nastawiać się na skomplikowane intrygi z mnóstwem rozbudowanych wątków :)

Tytuł: Tajemnica lorda Listerdale'a (The Listerdale Mystery)
Autor: Agatha Christie
Strony: 246
Wydawnictwo: Hachette
Źródło: pożyczone od koleżanki

piątek, 23 czerwca 2017

Dracula - Bram Stoker

Cześć!

Bardzo lubię sięgać po klasykę. Tym razem trafiło na klasykę literatury grozy, czyli Draculę, którego mogłam przeczytać dzięki Łukaszowi (dziękuję jeszcze raz :*). Prawie 450 stron drobnym druczkiem smakowitej lektury :)
Jonathan Harker to młody prawnik wysłany z Londynu do Transylwanii, do zamku hrabiego Draculi w celu sfinalizowania transakcji kupna przez hrabiego posiadłości w Anglii. Już sama podróż była nieco dziwna ze względu na panujące w Rumunii przesądy i wiarę w zabobony. Zamek również sprawia ponure wrażenie. Jego gospodarz zaś był co najmniej dziwny. Przebywając na zamku Harker powoli odkrywa tajemnicę hrabiego. A jest ona przerażająca. Wkrótce do Anglii przybywa dziwny ładunek składający się z 50 ciężkich skrzyń. Najdziwniejszy jest fakt, że statek dobił do brzegu praktycznie sam, gdyż cała załoga była martwa. W miejscowości, do której dotarł statek przebywały dwie młode kobiety, Mina - narzeczona Jonathana, oraz jej przyjaciółka Lucy, która miała nieprzyjemny zwyczaj lunatykowania w nocy... Po jakimś czasie kobieta zaczyna zachowywać się coraz dziwniej. Jeden z jej przyjaciół sprowadza z Amsterdamu profesora Van Helsinga, aby przyjrzał się dziewczynie. Podejrzenia profesora są straszliwe, niestety okazują się prawdą. Przyjaciele będą musieć przywołać cały swój hart ducha, aby walczyć z czystym złem...

Forma książki jest dość nietypowa. Składa się z zapisków, listów i telegramów pisanych przez kilka różnych osób. Uważam, że to ciekawy zabieg, gdyż poznajemy wydarzenia z różnych perspektyw. Co prawda styl pisania był podobny do siebie (oprócz profesora Van Helsinga, który jako obcokrajowiec wyrażał się specyficznie), jednak nie przeszkadzało mi to. Szybko można było przywyknąć do tego sposobu prowadzenia narracji. Dzięki temu poznajemy nie tylko suche fakty, ale także myśli bohaterów. Co prawda nie posiadają oni silnie zarysowanych osobowości. Raczej jest podział na kobiety, które są hołubione, piękne, czyste i dobre, ale z ostrym jak brzytwa umysłem (przynajmniej Mina), z drugiej zaś mamy mężczyzn - silnych, walecznych, szlachetnych, odważnych i szanujących kobiety. W powieściach wiktoriańskich taki był chyba jednak sposób przedstawiania podziału względem płci. 

Sama historia była ciekawa i w pewnym momencie mnie pochłonęła, choć nie powiem - początki były trudne (ale to chyba wina tego, że czytałam dwie bądź trzy książki w jednym czasie; gdy skupiłam się na Draculi poszło już znacznie lepiej). Poza tym można byłoby się przyczepić do szczegółów np. dlaczego tych wampirów tak mało, skoro hrabia działał już setki lat. Brakuje mi też wyjaśnienia jakim cudem Harker wydostał się z zamku. Jednak, gdy czytamy tekst przymykając oko na takie drobiazgi lektura stanie się bardzo zajmująca. Dracula to nie jest taki współczesny wampir, uwodzący młode dziewczęta i jeżdżący drogim autem, ale wampir z krwi i kości - zły, bezwzględny, bezlitosny, egoistyczny. Nie ma w nim jednego promyczka dobra.

Czytając Draculę nie sposób nie zwrócić uwagi na coś, co wzbudziło mój niekłamany zachwyt - na język. A jest on przepiękny! Tak staranny, elegancki. Dziś już mało kto, jeśli w ogóle ktokolwiek, tak pisze. Wspaniały i zachwycający! ach, jakże chciałabym się tak wysławiać. Majstersztyk :) 

Książka bardzo mi się podobała, głównie ze względu na język, ale także na treść oraz mroczny, niepokojący nastrój. Jeśli ktoś lubi takie klimaty, będzie zadowolony :)

Tytuł: Dracula
Autor: Bram Stoker
Strony:448
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Źródło: Łukasz :D


poniedziałek, 19 czerwca 2017

Sceny z życia wiejskiego - Amos Oz

Cześć!

Niejednokrotnie wspominałam już, że uwielbiam wieś - zarówno w literaturze, jak i na żywo. Nawet na maturze jako temat ustnej wybrałam ten motyw. Nie dziwi więc, że od czasu do czasu sięgam po książki żywo związane ze wsią. Tym razem - nietypowo - padło na wieś izraelską, dokąd wybrałam się z Amosem Ozem.

Sceny z życia wiejskiego to moje drugie spotkanie z prozą Amosa Oza. Pierwsze - Nagle w głębi lasu - zaliczyłam do udanych, choć jest to pozycja raczej nietypowa w dorobku tego izraelskiego pisarza, ze względu na jej baśniowość oraz to, że może być skierowana zarówno do dzieci, jak i do dorosłych. 
Sceny z życia wiejskiego to zbiór ośmiu opowiadań. Siedem z nich rozgrywa się w malowniczej wiosce Tel Ilan na Wzgórzach Manassesa. Poszczególne utwory to swoiste miniaturki, obrazki z życia mieszkańców. Są tym, czym się wydają, nie mają żadnej puenty, nie wiemy jak potoczyły się losy poszczególnych mieszkańców wioski; są tylko urywkami z codzienności zwykłych ludzi. Tel Ilan  wydaje się sielankową wsią, a jednak tutaj też rozgrywają się mniejsze lub większe ludzkie dramaty. Taka wieś mogłaby w zasadzie istnieć wszędzie, czy to w Izraelu, czy w Polsce, czy w Ameryce. Inne byłoby tylko otoczenie: tu cyprysy i migdałowce, tutaj jabłonie i grusze, tu z kolei sekwoje. Poszczególne postaci przewijają się przez kolejne opowiadania tworząc malownicze i spójne tło dla każdej opowieści. Poznajemy przykładowo siedemnastoletniego chłopca zakochanego w sporo starszej kobiecie, ale także małżeństwo, które straciło jedynego syna. Każde z nich doświadcza różnych emocji i uczuć, a dominuje wśród nich melancholia, jakiś smutek, niespełnienie. Ot, takie ludzkie, szare życie, z chwilami zadowolenia, ale też okresami smutku. Melancholijna i nostalgiczna jest ta książka. Te dwa słowa w zasadzie oddają jej klimat.

Pomimo prostoty, proza Amosa Oza ma w sobie coś urzekającego. Na szczególną uwagę zasługuje sposób w jaki autor operuje słowem. Robi to naprawdę dobrze, nie sposób tego nie docenić. Nawet, gdy czytamy o rzeczach najzupełniej zwykłych i szarych, piękno słowa może nas zachwycić. Przyznam, że same opowiadania nie były jakieś bardzo porywające, ale warsztat autora mi to wynagrodził. Może poza pierwszym i ostatnim opowiadaniem, które podobały mi się najmniej. 

Tutaj muszę jednak ostrzec potencjalnych czytelników, aby nie traktować tych opowiadań jako typowych przedstawicieli tego typu utworów. Jak wspomniałam wyżej, to są obrazki, sceny z życia mieszkańców. Podglądamy ich w pewnych, krótkich momentach ich życia. I jeśli tak je traktujemy to jest w porządku. Jeśli oczekujemy od nich czegoś więcej - możemy poczuć się zawiedzeni. Akcja toczy się leniwie i nie zawsze dostajemy odpowiedzi na dręczące nas pytania. Jakby się tak dobrze zastanowić to wcale nie dostajemy odpowiedzi...

Ja z pewnością wrócę jeszcze do książek tego autora. Jest nietuzinkowy i pięknie operuje słowem. Jestem ciekawa czy inne jego książki też są utrzymane w tym niespiesznym klimacie co Sceny z życia wiejskiego.

Tytuł: Sceny z życia wiejskiego (Scenes from a Village Life)
Autor: Amos Oz
Strony: 197
Wydawnictwo: Rebis
Źródło: Biblioteka

niedziela, 18 czerwca 2017

Ciastka z kwiatami czarnego bzu

Cześć!

Jak wiecie lubię eksperymentować w kuchni. Sezon na kwiaty czarnego bzu już się kończy, więc postanowiłam go jeszcze wykorzystać do wykonania kruchych ciasteczek. Okazały się bardzo dobre i faktycznie czuć w nich tę kwiatową nutę. Oto przepis na ok 40-45 sztuk:

2 i 1/2 szklanki mąki
żółtko
200 g margaryny
4-5 łyżek cukru
cukier wanilinowy
4-5 baldachów z czarnego bzu
Z baldachów odrywamy kwiatuszki i odstawiamy na chwilę, aby wszystko co żyje zdołało zwiać :) Mąkę siekamy z margaryną, dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy. Jeśli ciasto nie chce się zlepić, można dodać troszkę wody. Odstawiamy ciasto do lodówki na około godzinę. Po tym czasie rozwałkowujemy na ok. 4 mm, wykrawamy ciasteczka i pieczemy na nasmarowanej tłuszczem blaszce w 180-200 stopniach po ok. 20 minut. Ciastka mają się lekko zrumienić, ale nie za bardzo. Są naprawdę pyszne!

niedziela, 11 czerwca 2017

Sen nocy letniej - William Shakespeare

Cześć!

Od jakiegoś czasu miałam ochotę poznać historię zawartą w jednej z najsłynniejszych sztuk Szekspira - w Śnie nocy letniej. W tym celu pożyczyłam ją z biblioteki, zaczęłam czytać i ... przepadłam :)
W Atenach trwają przygotowania do ślubu księcia Tezeusza z królową Amazonek Hipolitą. W tym czasie do Tezusza przychodzi Egeusz, ojciec pragnący wydać córkę za Demetriusza. Problemem jest to, że Hermia kocha kogoś innego i to z wzajemnością. Lizander pragnie poślubić Hermię, jednak jej ojciec się nie zgadza. Smaczku dodaje fakt, że Demetriusza z kolei kocha Helena, do której ów kiedyś się zalecał (dopóki nie poznał Hermii). W związku z tym, że Egeusz jest nieprzejednany zakochani postanawiają uciec z Aten. Zwierzają się Helenie, lecz ta donosi o wszystkim Demetriuszowi. W ten swoisty miłosny czworokąt mieszają się na dodatek siły nadprzyrodzone, czyli król elfów Oberon i jego nieoceniony pomocnik Robert Filut, zwany Pukiem. Co wyniknie z tego zamieszania? Czy uda się ocalić miłość? Czy Hermia będzie musiała się nagiąć do woli ojca? I co wyniknie z interwencji elfów?

Skończyłam czytać i główną refleksję mam jedną - jakie to było dobre :) Znakomita sztuka, którą bardzo chciałabym obejrzeć na deskach teatru! Motyw przewodni jest dość wyświechtany i chyba częsty u Szekspira (piszę chyba, bo znam tylko kilka jego utworów; mam jednak zamiar sukcesywnie zapoznawać się z jego twórczością). Jednak został on przedstawiony w dość oryginalny sposób. Po pierwsze Szekspir sięgnął w Śnie nocy letniej do mitologii greckiej. Tezeusz to heros, który poślubił królową Amazonek. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że nasz dramaturg nie trzymał się ściśle mitów, tylko raczej użyczył sobie kilka postaci (też nie trzymając się ortodoksyjnie oryginałów). Po drugie wprowadził do swojego utworu elfy, które z kolei zapożyczył z mitologii germańskiej (przynajmniej tak twierdzą internety) i one były ukazane jako element nadprzyrodzony, mieszający się w ludzkie sprawy. Tutaj na wyróżnienie zasługują trzy postacie: kłócący się o pazia król i królowa elfów, czyli Oberon i Tytania oraz wspomniany wcześniej Puk, złośliwy duszek robiący ludziom mniejsze i większe psoty.

Sen nocy letniej zawiera w sobie pewne refleksje na temat miłości. Pokazuje jak silna może być nawet odtrącona miłość. Wszytko zaś odbywa się na pograniczu snu i jawy. Jednak sztuka jest bardzo lekka i przyjemna w odbiorze ze względu na elementy komediowe w niej zawarte. Najbardziej ujęli mnie ateńscy rzemieślnicy, którzy postanowili wystawić sztukę by uczcić małżeństwo Tezeusza i Hipolity. Cóż mogę powiedzieć - oni byli po prostu nieziemscy :) Niespecjalnie grzeszący rozumem, prości i pełni dobrych chęci. Ich troska o to, by nie przestraszyć dam była tak cudownie absurdalna, a lapsusy językowe tak komiczne, że nie sposób było się nie uśmiechnąć. Zresztą podobnie uważali widzowie komentujący na bieżąco przedstawienie. Przykład?
KLOC:
Tak jest, prezencję ma świetną, a nawet z wyglądu też całkiem przystojny. No i ten głos! Świetny tenor deliryczny. I dykcja bezbłędna. Kontradykcja też. W ogóle jego technika oralna... *

Prawda, że niezłe :) Tu na uwagę  zasługuje tłumaczenie. Bardzo chciałam przeczytać Sen nocy letniej w przekładzie Barańczaka i udało się. Uważam, że jest znakomity. Czytało się świetnie! Wielkie brawa :) Wydanie też mi się podobało, miałam to z fragmentem obrazu Botticcelliego (Primavera) na okładce.

Czy polecam? Oczywiście! Świetna zabawa i uśmiech na twarzy gwarantowany :)

Tytuł: Sen nocy letniej (The Midsummer Night's Dream)
Autor: William Shakespeare (Szekspir)
Strony: 120
Wydawnictwo: Znak
Źródło: Biblioteka

* Sen nocy letniej, William Shakespeare, akt IV, scena II, s .96

środa, 7 czerwca 2017

Sen nocy letniej - Arne Dahl

Cześć!

Do skandynawskich kryminałów mam stosunek mieszany. Swego czasu był na nie szał, a i teraz są bardzo popularne. Ja bardzo lubię trylogię Larssona, podoba mi się Horst, do Läckberg po dwóch podejściach jest 1:1. Zdaje się, że próbowałam też przeczytać jakąś powieść Marklund, ale nie przebrnęłam :) Nesbø przeczytałam jedną książkę i na razie nie mam ochoty na więcej. Ot, cała historia :) A jak było z Dahlem?
Jest czerwiec, zbliża się świętojańska noc. W Drużynie A - sekcji policji do spraw przestępstw międzynarodowych - następują spore zmiany. Na emeryturę odchodzi dotychczasowy szef Jan-Olov Hultin, a Paul Hjelm przenosi się do innego wydziału. W zamian policjanci dostają Lenę Lindberg i Jona Andersona. O ile Lena szybko się aklimatyzuje, o tyle Jon jest oddzielony od reszty jakby szybą i trzyma się zawsze z boku. Okazuje się, że ma ku temu powody. W tym okresie zmian trafia do nich kilka dziwnych spraw. Zabójstw pozornie nic ze sobą nie łączy, każde jest inne i dotyczy różnych środowisk. Jest jednak coś co je wszystkie łączy. Czy Drużynie A uda się powiązać wszystkie te sprawy i złapać mordercę? Co z tym wszystkim ma wspólnego donos na policjanta, członka Drużyny A - Jorge Chaveza? I czy Jon Anderson wreszcie znajdzie wspólny język z resztą zespołu?

Sen nocy letniej to szósta część z serii o Drużynie A. Ja zaczęłam od tego tomu i dochodzę do wniosku, że jednak lepiej czytać po kolei. Dlaczego? Otóż, nie mogłam do końca się połapać we wszystkich postaciach i nie mogłam załapać ich żartów i atmosfery panującej w grupie, do których - jak podejrzewam - stali czytelnicy mogli się przyzwyczaić.Przez to początek wydał mi się nieco ciężki. Poza tym czasem pojawiały się odnośniki do poprzednich tomów, które co prawda może nie były tak istotne dla fabuły, ale dla mnie było to irytujące, że nie wiedziałam o co chodzi. Jednak zaznaczam, że to nie wina samej książki tylko tego, że nie znam wcześniejszych tomów. 

Bohaterowie są ludzcy i da się ich polubić, choć i im zdarza się popełniać czysto ludzkie błędy, jak choćby odgrodzenie od Jona. Pracują naprawdę z oddaniem, a przy tym dobrze się ze sobą dogadują. Sprawy którymi się zajmują są skomplikowane i intrygujące. czytelnik jest naprawdę ciekawy jak to wszystko się rozwiąże. kto okaże się mordercą, czy poszczególne sprawy łączą się ze sobą czy jednak każda z nich jest odrębna. Jednak muszę postawić autorowi zarzut, że jednak - moim zdaniem, zaznaczam - intryga nie jest wiarygodna. Morderca musiałby posiadać ogromną wiedzę, jeszcze większe szczęście, być skrupulatnym i pedantycznym w niesamowitym stopniu i być genialnym psychologiem, żeby wszystko udało mu się tak jak w książce. Jeszcze w przypadku Naski jestem w stanie to zrozumieć, ale jeśli chodzi o innych? Nieco za bardzo to naciągane. Poza tym same pobudki mordercy nie są dla mnie do końca jasne. Niby na końcu znajdujemy pewne wyjaśnienie, ale.. No właśnie, nie do końca mnie to przekonuje. Mamy za to nawiązanie do sztuki Szekspira o tym samym tytule co liczę na plus. Lubię takie smaczki w książkach :) Poza tym mamy też nawiązania do Polski, co również mi się podobało. jakie? Przeczytajcie sami :P

Generalnie Sen nocy letniej jest książką dobrą, ale jednak ta intryga, którą stworzył autor mnie nie przekonała. Nie kupuję tego i już. Niemniej polubiłam bohaterów i nie wykluczam, że sięgnę po inne książki autora. Choćby tylko po to, aby zostać z nimi dłużej oraz przekonać się czy autor jest w stanie stworzyć bardziej wiarygodny mechanizm zbrodni.

A Wy? Czytaliście coś tego autora? Jakie macie spostrzeżenia?

Tytuł: Sen nocy letniej (En Midsommarnattsdröm)
Autor: Arne Dahl
Strony: 399
Wydawnictwo: Czarna Owca
Źródło: biblioteka