wtorek, 19 września 2017

Rzymskie odcienie miłości - Magdalena Wala

Cześć!

Przyjaciółka pożyczyła mi ostatnio książkę, która mnie zaintrygowała, gdy zobaczyłam jej opis. Romans w starożytnym Rzymie? To mogłoby być interesujące.
Źródło: Lubimy Czytać
Marek Emiliusz z wyprawy po bursztyn do dalekiego kraju przywiózł nie tylko cenny jantar, ale także uratowaną dziewczynkę. Kochał ją jak własną córkę i tak właśnie traktował. Po jego niespodziewanej śmierci Felicyta trafia pod opiekę wuja, gdzie dowiaduje się, że aby zapewnić jej przyszłość bracia postanowili zaaranżować jej małżeństwo. Felicja jest bardzo młoda i niedoświadczona, na dodatek jest świadkiem pewnej sceny z udziałem jej przyszłego małżonka, przez którą jest przerażona czekającym ją małżeństwem. Dziewczyna robi więc wszystko by uniknąć niechcianego małżeństwa, co jest o tyle trudne, że Serwiuszowi przyszła małżonka bardzo się podoba. Jakby nie było dość kłopotów, w Rzymie zaczynają się porwania młodych kobiet. Wygląda na to, że ktoś upatrzył sobie także Felicję. Czy młodej dziewczynie uda się uniknąć małżeństwa? Czy będzie prowadzić życie jakie sobie wymarzy?

Od razu zaznaczam, że jest to sympatyczne czytadełko na długie, chłodne wieczory i jeśli je tak traktujemy to będziemy się dobrze bawić. Zwłaszcza, że perypetie Felicji naprawdę wywołują uśmiech, a czasem szczery śmiech :) Zwykle nie lubię takich zachowań jak naszej bohaterki, ale tutaj mi nie przeszkadzały, a wręcz przeciwnie - jej próby zniechęcenia do siebie Serwiusza i jego reakcje na nie były czasem przekomiczne. Na plus zaliczam także opisy życia w ówczesnych realiach. choć uderzyło mnie parę drobiazgów, które nie były dla mnie do końca logiczne i spójne, ale przymykałam na to oko. W zasadzie od początku wiadomo jak powieść się skończy, bo jest dość przewidywalna, jednak czytało się ją przyjemnie. Dobra lektura dla odprężenia. Wiadomo, to romans, więc odnajdą się w nim głównie kobiety. Panom raczej książki nie polecę, bo czuję, że to raczej nie te klimaty. Jest co prawda jakaś akcja, porwania i tak dalej, ale generalnie to bardziej tło dla historii miłosnej. Jedna rzecz mnie też miło zaskoczyła, ale nie będę o niej wspominać, aby nie spojlerować.

Podsumowując: nie jest to lektura bez wad, ale jeśli przejdzie się nad nimi do porządku dziennego może to być całkiem przyjemna książka :) Polecam osobom, które poszukują lekkiej i zabawnej lektury. Taki miły odmóżdżacz :)

środa, 13 września 2017

Nad Niemnem - Eliza Orzeszkowa

Cześć!

Nie wiem czy Nad Niemnem jest teraz lekturą. Wiem natomiast, że uczniowie nie darzą jej zbytnią miłością :) Ja mam zgoła inne podejście do tej książki. Chyba sympatię do niej wyssałam z mlekiem matki, gdyż jest to jedna z ulubionych powieści mojej rodzicielki. Nie wiem który raz ją przeczytałam, może trzeci? Hmmm, zapewne nie ostatni :)
Rzecz dzieje się jakieś dwadzieścia lat po powstaniu styczniowym. W małym majątki - Korczynie gospodaruje pan Benedykt, ziemianin, który najlepsze lata ma za sobą. W niespokojnej przeszłości miał głowę pełną ideałów, jednak dalsze jego losy sprawiły, że stał się człowiekiem ponurym, zamkniętym w sobie i obojętnym dla chłopów z najbliższej okolicy, z którymi procesuje się o każdy skrawek ziemi. Oprócz Benedykta i jego najbliższej rodziny dwór w Korczynie zamieszkuje też młoda krewna Justyna wraz ze swoim ojcem. Dziewczyna często jest posępna, chmurna, dumna... Nikt nie domyśla się czego młodej pannie brakuje. A brakuje jej zajęcia. Podczas spaceru spotyka Janka Bohatyrowicza. Między młodymi zawiązuje się nić porozumienia.

Nad Niemnem jest powieścią wielowątkową. Mamy tu historię miłości Jana i Justyny, mamy wspomnienie powstania listopadowego, próby zrównania ze sobą ludzi różnych stanów i problemy wynikające z poczucia wyższości jednych warstw społecznych nad innymi. Poruszany jest też problem odpowiedzialności ludzi oświeconych za polepszenie bytu stojącym niżej na drabinie społecznej. Orzeszkowa zwraca szczególną uwagę na hipokryzję i gnuśność panów oraz na ciemnotę i ubóstwo chłopów. Poprzez osobę Witolda autorka pokazuje, że możliwa jest współpraca oraz równe traktowanie wszystkich ludzi. Uczula, że każdemu człowiekowi, nawet zacofanemu należy się szacunek, czasem nawet większy niż trawiącemu życie na hulankach paniczowi. Powieść Nad Niemnem ma charakter dydaktyczny, wytyka błędy wyższym warstwom społecznym, a gloryfikuje w pewnym sensie proste życie chłopstwa.  

Niektóre postaci zostały potraktowane dość pobieżnie, inne natomiast poznajemy nieco lepiej. Na szczególną uwagę zasługuje Benedykt, którego życie wewnętrzne dość dokładnie poznajemy. Jest to postać złożona - w młodości pełen ideałów, które później zweryfikowało życie i uczyniło Korczyńskiego zgryźliwym i niedostępnym. Wystarczyła jednak iskra, a właściwie płomień ideałów urzeczywistniony w Witoldzie, by jego własne wzniosłe teorie znów ożyły. Inni bohaterowie również posiadają swoje cechy charakterystyczne, dzięki którym budzą sympatię lub wręcz przeciwnie. Oprócz pojedynczych przypadków są oni jednak w miarę wyraźnie rozdzieleni na bohaterów pozytywnych i negatywnych. 

To co stanowi największy postrach uczniów to opisy, głownie przyrody, ale także zwyczajów wiejskich czy przeżyć wewnętrznych bohaterów. Przyznaję, że - ze względu na konstrukcję zdań i użycie archaizmow - faktycznie dość ciężko i mozolnie się to czyta, ale za to jaka to satysfakcja! Poza tym Orzeszkowa naprawdę maluje przed nami te złociste łany zbóż, czy niebieskie, iskrzące się wody Niemna w sposób zaiste mistrzowski. Moim zdaniem Nad Niemnem jest godną uwagi i naprawdę warto po nią sięgnąć.



poniedziałek, 11 września 2017

Pesto z jarmużu

Cześć!

Dawno nie było żadnego przepisu. czas nadrobić, tym bardziej, że wypróbowałam kolejny nowy przepis - na pesto z jarmużu. Jarmużu u mojej mamy dostatek, więc podkradłam jej trochę, w domu były orzechy - pomysł na obiad nasunął się sam :)

- kilka listków jarmużu
- orzechy arachidowe niesolone, prażone
- oliwa
- sól, pieprz, odrobina soku z cytryny
- ewentualnie żółty ser
- makaron
Orzechy zblendować. Jarmuż opłukać, odkroić łodygę, wrzucić na wrzątek (ja dałam trochę soli do tego) na ok. minutę. Dodać do orzechów, sera, oliwy i razem blendować. Tutaj trochę uważamy, bo liście jarmużu łatwo zapychają blender. Doprawiamy do smaku, mieszamy z ugotowanym makaronem. Ja miałam akurat w domu makaron owsiany - niestety na zdjęciu wygląda mało apetycznie :D

wtorek, 5 września 2017

Arystokratka w ukropie - Evžen Boček

Cześć!

W zeszłym roku miałam przyjemność czytać pierwszą część przygód Marii Kostka z książki Evžena Bočka Ostatnia arystokratka. Niedawno zakupiłam drugą część, która długo na swą kolej nie czekała :)
Fabuła jest bezpośrednią kontynuacją pierwszego tomu. Oto zamek Kostka przygotowuje się na przyjazd turystów. Tylko dzięki Miladzie udało się jako tako ogarnąć krnąbrnych arystokratów i ich pracowników i zaprząc ich do roboty. Z różnym skutkiem zresztą. Jedyną w miarę rozsądną osobą w całym zamku oprócz Milady jest chyba tylko Maria. Choć zaczynam myśleć też o Denisce, którą z całą pewnością można nazwać nieszablonową postacią i na miano zwykłej i rozsądnej to raczej nie zasługuje. Postacie u Bočka są równie barwne co w poprzedniej części. Pan Spock nieco się uspokoił z pomocą prozaku. Ten lek jest zresztą często (nad)używany w zamku Kostka. Pani Cicha nadal produkuje (i spija) swoją orzechówkę. A Józef? Jak to Józef - nie znosi turystów i próbuje spędzać z nimi jak najmniej czasu, nawet kosztem zwiedzania przez nich zamku. Swoją grupę oprowadza w 20 minut :) 

Oprócz szaleństwa związanego z turystami szykuje się kolejna bomba - wkrótce ma się odbyć wielki zjazd arystokratów, który uświetnić ma swoją obecnością księżna Diana! Takiej okazji nie może przepuścić Vivien. Udaje jej się nawet przekonać swego niezwykle skąpego męża. Co z tego wyniknie? Czy Marii uda się nie zwariować w całym tym zamieszaniu? Przeczytajcie sami :)

Arystokratka w ukropie jest kapitalną powieścią na poprawę humoru. Lekka i zabawna sprzyja relaksowi i odprężeniu. Można ją czytać osobno, ale warto zacząć od pierwszego tomu, gdyż drugi jest jego bezpośrednią kontynuacją. Autor w prześmiewczy sposób ukazuje czeską arystokrację, ich przywary i kondycję. W krzywym zwierciadle widzimy skąpstwo ojca wynikające w sporej części z braku pieniędzy, rozpasanie służby czy stosunek do turystów a także zachowanie samych turystów. Tutaj jedni są warci drugich :D Pomimo lekkości i ze swadą i humorem opowiedzianej historii trochę było mi szkoda Marii, że musi żyć w takim domu wariatów. Szczególnie bolało mnie właśnie skąpstwo Franciszka Kostki, który został chyba opętany myślą o pieniądzach i nie chciał się z nimi rozstawać nawet przy wypłacie wynagrodzeń. 

W każdym razie bardzo podobają mi się obie książki i czekam na kolejną. Mam też ochotę na Kasztelana tego autora. Polecam!



wtorek, 29 sierpnia 2017

Porwana pieśniarka - Danielle L. Jensen

Cześć!

Niedawno miałam okazję przeczytać pierwszy tom Trylogii Klątwy. O Porwanej pieśniarce było swego czasu głośno na blogach, sam opis mnie zaintrygował i postanowiłam po nią sięgnąć i na własnej skórze przekonać się czy mi się spodoba.
Źródło: Lubimy Czytać
Cecile de Troyes to córka rolnika i śpiewaczki. Sama również obdarzona pięknym głosem i sporym talentem ma zamiar wyjechać do miasta, by kształcić się na śpiewaczkę. Nieoczekiwanie, w przeddzień jej wyjazdu zostaje uprowadzona. Okazuje się, że jest ostatnią nadzieją trolli na pokonanie klątwy czarownicy rzuconej kilka stuleci temu. Same trolle zaś zostają zapomniane i zdegradowane do roli straszaków na niegrzeczne dzieci. Cecile wbrew swej woli złączona z księciem Tristanem szuka tylko okazji do ucieczki. Jednak poznając coraz lepiej miasto, jego historię i istoty je zamieszkujące zaczyna coraz bardziej mieszać się w polityczne rozgrywki. Poza tym okazuje się, że jej małżonek nie jest taki zły, na jakiego pozuje. Czy Cecile uda się uciec? A może uda jej się przełamać klątwę?

Ta książka jest jednak przeznaczona dla młodzieży i niestety to widać. Z jednej strony ma potencjał. Kilka zabiegów było bardzo udanych np. złączenie - swoiste zaślubiny, po których czujesz emocje drugiej osoby. Pomysły na ukazanie trolli w innym świetle, nie jako zielone, ogromne potwory, które kamienieją, gdy padnie na nich promień słońca były odświeżające. Fabuła była ciekawa i z zainteresowaniem śledziłam losy miasta. To zaliczam na plus. Jednak drażniło mnie czasem zachowanie bohaterów, głównie Cecile. Ja wiem, że to nastolatka, Tristan zresztą też jest niewiele od niej starszy. Ale mimo wszystko czasem mnie drażniła. Na przykład Tristan tłumaczył jej pewne swoje pobudki, a ona i tak miała własne zdanie i przecież wie lepiej, mimo, że w Trollus jest przecież krótko.

Mam więc problem z oceną tej książki. Z jednej strony zaciekawiła mnie. Z drugiej to, że książka skierowana jest raczej do młodszych odbiorców troszkę mnie męczyło. Ale czego ja właściwie oczekuję? Młodzież powinna być zadowolona :) A ja chyba jednak nie sięgnę po kolejne części.

środa, 23 sierpnia 2017

Ballada o ciotce Matyldzie - Magdalena Witkiewicz

Cześć!

Jakiś czas temu zostałam zaproszona przez Ejotka do zabawy z indywidualnym wyzwaniem czytelniczym. dostałam za zadanie przeczytać jedną z książek pani Magdaleny Witkiewicz. 
Źródło: Ejotek

Ewelina okazała się doskonałym detektywem, ponieważ o autorce słyszałam, ale nie miałam przyjemności czytać jej powieści.Wybór książki był trudny, ale w końcu zdecydowałam się na Balladę o ciotce Matyldzie, którą miałam na oku już od dawna. tylko jakoś zawsze było nie po drodze...



Źródło: Lubimy Czytać
 Ciotka Matylda to energiczna, zawsze życzliwa starsza pani, która właśnie wybiera się na tamten świat. Próbuje na to przygotować swoją młodą krewną Joannę, nad którą trzymała pieczę po tragicznej śmierci jej rodziców. Umiera akurat, gdy Joanna jest w szpitalu i rodzi... małą Matyldę - przecież liczba Matyld musi się zgadzać :) Joanka czuje się opuszczona, zwłaszcza, że jej mąż buja się gdzieś po Antarktydach czy innych Spitsbergenach i bada nunataki. Wiecie co to? Ja też nie wiedziałam :D Jednak ciotka czuwa nad dziewczyną nawet z zaświatów. Zapisuje jej udział w sklepie, który przynosi niezłe dochody, a że jest dość specyficzny...no cóż... Poza tym zsyła jej Olcia i Przemcia, którzy na pierwszy rzut oka budzą postrach a na drugi... Przeczytajcie sami :D Życie Joanki powoli wraca na właściwe tory, gdy dostaje wiadomość, która wywraca je z powrotem do góry nogami. Na szczęście ciotka czuwa!

Mogłabym się przyczepić do kilku rzeczy. Na przykład, że postaci są mało wyraziste, ich warstwa psychologiczna nie jest wystarczająco pogłębiona. Na przykład do tego, że te wszystkie zbiegi okoliczności i sami praktycznie cudowni ludzie, którzy stają na drodze Joanki to już przesada. Że jest cukierkowo i słodko. Mogłabym, ale po co :D Bo, moi państwo, chyba ta jesienna aura za oknem (brrr... mamy jeszcze sierpień! gdzie to słońce?) sprawia, że mam ochotę wskoczyć pod koc z gorącą herbatką i czytać właśnie takie ciepłe i pełne optymizmu opowieści jak Ballada o ciotce Matyldzie. Te kilka słów doskonale opisują powieść pani Magdy: ciepła i pełna optymizmu. Czytało mi się ją tak przyjemnie, że przeczytałam ją w dwa dni, a to przy moim ostatnim "nieogarnięciu" jest nie lada wyczyn :) Opowieść snuje się sympatycznie i naprawdę wciąga, choć w sumie jest mocno przewidywalna :) Pomimo to lekturę zaliczam do udanych, bo czasem trzeba coś tak odprężającego, ku pokrzepieniu serc, przeczytać. No, przynajmniej ja muszę :D W każdym razie polecam jako lekką, sympatyczną, pozytywną lekturę. Ja na pewno sięgnę po więcej książek pani Magdy. Z takimi powieściami zima mi niestraszna :D

niedziela, 20 sierpnia 2017

Motylek - Katarzyna Puzyńska

Cześć!

Wow, miesiąc mnie tu nie było! Ostatnio trochę się dzieje w moim życiu, zmieniłam pracę i jestem na etapie ogarniania nowych obowiązków. Dlatego trochę (sporo) mniej czasu spędzam w sieci. Nie pisałam i (niestety) nie zaglądałam też do Was. Jeszcze trochę czasu minie, zanim wszystko opanuję, ale myślę, że już na tak długi czas bloga bez gospodyni nie zostawię. Przynajmniej taką mam nadzieję :P

Ale (jak mawia komisarz Kopp)! Do rzeczy! Dziś przedstawię Wam książkę, którą sporo z Was zapewne doskonale zna! Seria o Lipowie jest jedną z popularniejszych cykli w polskich kryminałach. Ja swoją przygodę zaczęłam od drugiego tomu, który dość mi się podobał, ale strasznie mnie irytowało powtarzanie imion i nazwisk wraz ze stopniami co 5 minut. Na szczęście w Motylku nie było to aż tak widoczne:)
Źródło: Lubimy Czytać

Lipowo - senna wioska, jakich wiele. Nic się tutaj nie dzieje. Największą atrakcją są przyjeżdżający w lecie turyści i lokalne ploteczki. Każdy każdego zna. W tej małej społeczności rozgrywa się tragedia. Na szosie zostaje znaleziona przejechana zakonnica. Sprawa wydaje się prosta, dlatego dostają ją do rozwiązania lokalni policjanci. Jednak w trakcie rutynowego dochodzenia wychodzą na jaw szczegóły przeczące teorii o przypadkowym potrąceniu. Wkrótce ginie kolejna osoba. Tym razem nie ma wątpliwości, że było to wyjątkowo brutalne morderstwo. Do pomocy lipowskim funkcjonariuszom zostaje przydzielona sławna komisarz kryminalna z Brodnicy. Sprawy posuwają się mozolnie naprzód, a na jaw wychodzą nowe tropy i fakty. Sprawy nie ułatwia fakt, że osoby, które poznajemy ma też swoje małe tajemnice, które lepiej, żeby pozostały w ukryciu. czy obie śmierci są ze sobą powiązane? Czy mieszkańcy Lipowa mogą spać spokojnie?

Zacznę może od postaci. Nie ma podziału na czarnych i białych bohaterów, nikt nie jest idealny. Może Daniel się taki wydaje, ale za to ma kilka nadprogramowych kilogramów. Co do reszty, to każdy ma swoje problemy, jakieś grzeszki na sumieniu czy sekrety, których nie chce zdradzić. Niektóre osoby były wybitnie irytujące, inne nieco naiwne, jeszcze inne zagubione. Biorąc pod uwagę, że autorka jest z wykształcenia psychologiem nieźle jej to wyszło. Choć w niektórych przypadkach troszkę przesadziła. Nie jestem pewna czy postać Ewki Rosół na przykład jest wiarygodna. Po takich przeżyciach zachowuje się wyjątkowo dziecinni, żeby nie powiedzieć głupio. Ale to może przez to, że wychowywała się bez matki, nie miała wzorca? 

Sama fabuła jest dość zagmatwana i do końca nie wiemy kto okaże się mordercą. Autorka podsuwa różne tropy, by je później zmylić. Okazuje się, że motywy sięgają w przeszłość i wszystko układa się w zgrabną całość. Pokazuje też jak toksyczne relacje w rodzinie wpływają na dzieci i co z tego może wyniknąć. Całość czyta się dobrze, możemy się przywiązać do niektórych postaci. Wydaje mi się, że autorka dobrze też oddała klimat małej, zamkniętej społeczności oraz ludzkich problemów: tu przemoc domowa, tam brak rodzica, jeszcze gdzieś indziej zdrada... To wszystko składa się na ludzkie życie.

Tę część czytało mi się lepiej niż drugi tom. Nie wykluczam, że sięgnę po inne :) Polecam miłośnikom literatury kryminalnej, zwłaszcza osadzonej na rodzimym podwórku.