sobota, 3 stycznia 2015

Tajemnica domu na wzgórzu

Cześć!

Jeszcze w zeszłym roku rozpoczęłam oglądać miniserial produkcji BBC z 1996 roku Tajemnica domu na wzgórzu. W Nowy Rok zakończyłam seans i teraz chcę opisać wrażenia. Serial powstał na podstawie powieści Anne Brontë Lokatorka Wildfell Hall. O książce pisałam tutaj
Źródło: Filmweb

Do opuszczonej posiadłości Wildfell Hall wprowadza się wdowa z synem. Nie utrzymuje wielu kontaktów z sąsiadami co rodzi pewne plotki. Plotki owe bardzo złoszczą ziemianina Gilberta Markhama, który zaprzyjaźnia się z Helen. Okazuje się, że kobieta ma za sobą przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć.

W stosunku do książki serial jest nieco zmieniony. Pewne wątki zostały wręcz odwrócone, niektóre pominięte. Nie przeszkadzało mi to jednak tak bardzo. Cieszę się, że od przeczytania książki nie minęło dużo czasu, gdyż mogłam porównać obydwie wersje. Podobała mi się gra aktorska Tary Fitzgerald i Toby'ego Stephensa (odkryłam go oglądając Jane Eyre i polubiłam bardzo). Helen musiała być silną kobietą, żyjącą jednak w ciągłym strachu i żyjącą na uboczu. Gilbert zaś był czasem tak irytujący jak w książce, choć dla Toby'ego Stephensa chyba bardziej go polubiłam w ekranizacji :) Trochę mnie drażnił jego stosunek do rodziny, a w zasadzie do siostry, która chciała go zrozumieć czy pocieszyć a on ją odtrącał (przynajmniej ja tak to widzę). Myślę, że ich postacie zostały dość wiernie oddane. Nie podobała mi się natomiast za bardzo postać małego Artura. Jakoś nie mogłam się do tego dzieciaka przekonać :) Rupert Graves, grający pana Huntingdona również podobał mi się w swojej roli. Tzn. podobała mi się jego gra. Jego postać była antypatyczna, egocentryczna, czasem wręcz demoniczna i taki właśnie powinien być. Mam wrażenie, że w całej tej swojej postawie Artur nie był całkiem szczęśliwy. Nawet powiedziałabym, że lekko zagubiony. Nie oznacza to, że go polubiłam i go tłumaczę. Współczuję Helen takiego męża.

Nie jest to lekki i przyjemny film. Ma w sobie jednak tę wiktoriańską rysę, która wciąga! Dla gry aktorskiej, kostiumów i klimatu warto obejrzeć. Myślę jednak, że lepiej najpierw przeczytać książkę z powodu tych zmienionych wątków. Poza tym lepiej będziemy się orientować w sytuacji, z powodu przeskoków w czasie.

15 komentarzy:

  1. Z przyjemnością obejrzę, bo książkę czytałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Filmu raczej nie obejrzę, ale na książkę z przyjemnością się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię takie filmy. Koniecznie obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Serial zdecydowanie dla mnie! Chociaż najpierw chciałabym przeczytać "Lokatorkę" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wolę najpierw przeczytać książkę :)

      Usuń
  5. Wiktoriański klimat to mój klimat. Może znajdę czas, by zacząć oglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam i bardzo mi się książka podobała. Nawet nie wiedziałam, że powstał serial. Koniecznie muszę zobaczyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie przypadkiem na niego trafiłam, gdy szukałam jakichś ciekawych seriali :)

      Usuń
  7. Bardzo zachęcająca recenzja, muszę obejrzeć ten miniserial, bo czasem mam ochotę właśnie na takie klimaty:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojej, zupełnie zapomniałam o tym filmie, a jako miłośniczka seriali i filmów kostiumowych jest na mojej liście must have :)

    OdpowiedzUsuń