niedziela, 28 sierpnia 2016

Rzeki Londynu - Ben Aaronovitch

Cześć!

Zwykle czytam książki wypożyczone z biblioteki, ale postanowiłam wreszcie zabrać się za te z własnej półki. Co nie oznacza, że rezygnuję z bibliotek, o nie! :) Zabrałam się więc za jeden z moich ostatnich nabytków, czyli Rzeki Londynu Bena Aaronovitcha - pierwszą część z cyklu o przygodach posterunkowego Granta. Naczytałam się pozytywnych opinii jego temat, byłam więc ciekawa czy i mnie się spodoba...
Peter Grant jest młodym londyńskim policjantem, któremu właśnie kończy się okres próbny. Ma przed sobą mało kuszącą perspektywę papierkowej roboty w policji, gdzie ma wnieść w jej pracę znaczący wkład, gdy na miejscu przestępstwa słucha zeznania ducha. Sam nie bardzo wierzy, że rozmawiał z prawdziwym duchem. Jednak dzięki temu zdarzeniu zostaje uczniem inspektora-czarodzieja. Okazuje się, że spraw związanych z magią jest w Londynie sporo, więc na brak roboty nie można narzekać. W zakres nowych obowiązków Granta jest na przykład rozsądzanie sporu między bogiem a boginią Tamizy. A do tego dochodzi jeszcze nauka zaklęć, łaciny oraz czytanie literatury fachowej. I rozwiązywanie naprawdę paskudnej sprawy, gdzie w spokojnych dotąd ludziach budzi się agresja podjudzająca do dokonywania niewyobrażalnych aktów przemocy. Kto używa ludzi jak marionetek? I jak go unicestwić?
Niedzielny chillout :)

Aaronovitch miał ciekawy pomysł na fabułę. Oto mamy Londyn, gdzie oprócz normalnej policji działa jednostka zajmująca się sprawami związanymi z magią. Jednostka jest wyrazem wyjątkowo dosłownym, bo składa się z inspektora Nightingale'a, do którego właśnie dołączył posterunkowy Peter Grant, młody Mulat o niezłym poczuciu humoru i wrażliwości na kobiece wdzięki. Zwłaszcza na wdzięki koleżanki po fachu Lesley May. Nasi policjanci mają pełne ręce roboty, a to dopiero początek.

Styl autora jest lekki, choć komplikuje się, gdy w grę wchodzi magia (przynajmniej dla mnie) i pełen humoru, co jest niewątpliwą zaletą książki. Powoli poznajemy tajemnice miasta, o których normalni ludzie nie mają pojęcia. Aaronovitch wykazał się nie lada wyobraźnią, aby się zmierzyć z takim tematem.

Peter da się lubić, jest zdolny, lotny, ciekawy świata i, niestety, łatwo się rozprasza z tego powodu. Uczy się na czarodzieja, a nie jest to łatwa nauka. Ma jednak predyspozycje, które okazują się bardzo przydatne oraz dociekliwy umysł. To co mi zgrzytało to fakt, że miał dość niskie oceny z fizyki czy chemii, a jego wiedza, jak na moje oko, jest jednak całkiem spora! Chyba, że wysoki poziom mieli w tej szkole :) Druga sprawa to fabuła, która w pewnym momencie nieźle się pokomplikowała i nie jestem pewna czy załapałam i ogarnęłam wszystko. Mam nieodparte wrażenie, że nie. Poza tym nauka Petera była dla mnie dość enigmatyczna. No ale ja jestem mugolem :) Trzecia sprawa to reakcja bohaterów na wieść, że magia istnieje, że Peter ma się jej uczyć. Przyjęli to z takim dość spokojnym nastawieniem. No ja rozumiem, że Anglicy są flegmatyczni, ale aż tak? :) No i ostatnia uwaga - jak kiedyś wspomniałam, nie przepadam za wątkami okultystycznymi. Może się czepiam.

Poza tymi trzema rzeczami książka mi się podobała. Nie jestem jednak bezkrytycznie zachwycona. Jestem ciekawa jakie zadania zafundował autor Grantowi i Nightingale'owi w Księżycu nad Soho. Książka czeka na półce, więc dowiem się na pewno :)

10 komentarzy:

  1. Ja ostatnio mam taki nawał, że nie mam czasu na czytanie. Ale liczę na długie, jesienne wieczory...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesienne wieczory idealnie nadają się na relaks z książką w dłoni :)

      Usuń
  2. Jednostka zajmująca się magią? To bardzo interesujący wątek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przeczę, motyw jest bardzo ciekawy :)

      Usuń
  3. Okładka jak i tytuł nie są mi obce, ale niespecjalnie mnie ciągnęło do tej książki :) Z opisu przypomina mi ona nieco Clovisa LaFay, jeśli chodzi o tę jednostkę do spraw magii, ale to chyba jedyne podobieństwo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się skojarzyło czytając recenzję Clovisa u Ciebie :)

      Usuń
    2. W sumie ciekawe pytanie, czy autorka zna tę książkę :) Może to być dość wątpliwe, ponieważ pomysł w Clovisie jednostki policyjnej do spaw magicznych jak i rzekach Londynu nie jest raczej wielkim odkryciem i świeżym pomysłem, więc może niezależnie od siebie powstały te wizje, bądź były czymś inspirowane ;)

      Usuń
    3. Możliwe. Wydaje się, że oprócz tego motywu to jednak zupełnie różne książki są, jeśli chodzi o styl i zastosowane rozwiązania. Może kiedyś Clovis wpadnie w moje ręce to będę miała okazję do porównań.
      A masz na myśli jakieś konkretne tytuły z magicznymi jednostkami policyjnymi? Mnie się trochę Akta Dresdena jeszcze trochę kojarzą, choć Harry to prywatny detektyw. Zresztą, czytałam tylko jeden tom a i to dawno... :)

      Usuń
    4. Właśnie Akta Dresdena nieco, chociaż ich nie czytałem i jeszcze kilka na pewno - przynajmniej z opisu, ale nie pamiętam tytułów :)

      Usuń
    5. Na pewno więcej takich by się znalazło :) Ja się może kiedyś zabiorę za inne taki pozycje, ale najpierw druga część "Rzek..." - "Księżyc nad Soho" na mnie czeka :)

      Usuń