niedziela, 18 czerwca 2017

Ciastka z kwiatami czarnego bzu

Cześć!

Jak wiecie lubię eksperymentować w kuchni. Sezon na kwiaty czarnego bzu już się kończy, więc postanowiłam go jeszcze wykorzystać do wykonania kruchych ciasteczek. Okazały się bardzo dobre i faktycznie czuć w nich tę kwiatową nutę. Oto przepis na ok 40-45 sztuk:

2 i 1/2 szklanki mąki
żółtko
200 g margaryny
4-5 łyżek cukru
cukier wanilinowy
4-5 baldachów z czarnego bzu
Z baldachów odrywamy kwiatuszki i odstawiamy na chwilę, aby wszystko co żyje zdołało zwiać :) Mąkę siekamy z margaryną, dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy. Jeśli ciasto nie chce się zlepić, można dodać troszkę wody. Odstawiamy ciasto do lodówki na około godzinę. Po tym czasie rozwałkowujemy na ok. 4 mm, wykrawamy ciasteczka i pieczemy na nasmarowanej tłuszczem blaszce w 180-200 stopniach po ok. 20 minut. Ciastka mają się lekko zrumienić, ale nie za bardzo. Są naprawdę pyszne!

18 komentarzy:

  1. Ależ muszę być niesamowite, schrupałabym te ciasteczka ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są proste w przygotowaniu, a niebanalne w smaku :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Wypróbuj koniecznie :) Do kawusi i książki w sam raz się nadają :)

      Usuń
  3. Następny razem jak będziesz robić to daj znać. Ja Ci dam adres, a Ty podeślesz kilka ciastek dla Ciacha. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, jasne :D Pewnie, że się podzielę!

      Usuń
    2. Bo wiesz, Ciacho to jestem z opętańczo-maniakalnej żądzy ciastek. :D Tylko nie takich domowych, HITów (jak jeszcze był tylko czekoladowe) i Łakotków. Jak byłem mały (6-7 lat) to wpierniczałem aż się uszy trzęsły z radości. I taka widzisz pierdołka czasem zadecyduje, że w życiu zostajesz Ciachem, i tak już chyba na zawsze, bo mam 29 lat a dalej wielu nie potrafi przyswoić, że ja mam jakieś imię w ogóle. :D

      Usuń
    3. Aha, ale wpierniczam ciastka i ciacha w wielu postaciach, jednak najlepsze to te właśnie domowe. Jak mama uperniczy jakieś ciasto (np ze śliwkami) to pół blachy moje. :D

      Usuń
    4. Ej, a ktoś tu jakiś czas temu o zdrowym odżywianiu mówił :P Ale masz rację, domowe są zawsze lepsze, przynajmniej wiesz co jest w środku. Ostatnio patrzyłam na składy dżemów i wiesz, że na 100 g dżemu daje się 40 g owoców. A reszta to co jest ja się pytam?

      Usuń
    5. Ale wielka tajemnica Twojej ksywki została wyjaśniona, ha :D

      Usuń
    6. E no, przecież jak domowe to tam żadnej niepotrzebnej chemii nie ma. Same zdrowe rzeczy. :) A te HITy i Łakotki to rzadko już. Talia osy musi być. :D A ciasta takie sklepowe to ja jadam tylko jak na jakieś urodziny ktoś częstuje, bo normalnie nie przepadam, chociaż smakują mi od Kwapisza. Ale ciasto mamy to jest ciasto, za które jestem pewny i na tym ewentualnie można tyć. :) A dżemer ze sklepu to ja jadłem chyba ostatni raz w ubiegłym wieku. Też tylko od mamuśki. Jak reflektujesz i potrafisz zrobić to proponuję z dyni i jabłka - mega! :)
      A tam tajemnica, ja to już wyjaśniałem kilka razy. :)

      Usuń
    7. Ja dawniej też jakoś Łakotek więcej jadłam. A ze mnie generalnie łasuch jest - nawet teraz (o tej porze!) mam ochotę na coś słodkiego, jakąś czekoladę, a może ciasteczko... :)
      Ja zazwyczaj też robię dżem (ewentualnie mama, albo bratowa), albo inne przetwory. Ten z dyni to kojarzę, robiłam chyba ze dwa razy. Tylko trochę zabawy przy nim jest :)

      Usuń
    8. Ja czekoladę aż tak nie, gorzej ciastka a już totalnie solone, paluszki, orzeszki, chipsy mógłbym jeść jak głupi. Masło orzechowe też bardzo lubię i mógłbym wcisnąć słoik bez problemu, ostatnio nawet robiłem samemu, żeby nie było tych wszystkich dupiatych dodatków, co to w sklepie Ci serwują.
      Ja to ogólnie mam takie tradycyjne wieczory w niedzielę, kiedy lubię sobie narobić kanapek i bułek z dżemerem, z serkiem śmietankowym (te takie w kubeczku najczęściej z Piątnicy, też są płaskie) i teraz w okresie letnim z warzywami, i tak wcinam zadowolony do jakiegoś filmu. :D

      Usuń
    9. Słone też lubię. A najciekawsze, że jak byłam mała to chipsów nie lubiłam. A teraz... Taki wieczór to przyjemność, ale ja bym jednak książkę wybrała, choć to niezbyt wygodnie jeść i czytać :)
      Masła orzechowego samodzielnie zrobionego jeszcze nie jadłam - podziel się :P

      Usuń
    10. Ja uwielbiam odkąd się pojawiły pierwsze Layx na półce w Polsce, a to były jeszcze moje czasy małoletności. Tyle że wtedy to był chipsy, 3/4 opakowania, a nie teraz 1/4 chipsy, pozostałą część powietrze... :)
      Ja do czytania nie potrafię jeść, ale lubię do tv. Zwłaszcza jak mam coś bardziej zajmującego. Takie właśnie kanapy lub bułki są idealne. Ale słone przekąski wręcz przeciwnie, bo nie ma się zahamowań.
      Mogę się podzielić, bo ja z tego póki co tylko 2 łyżeczki zjadłem. Mocno to kaloryczne. Żeby to jeszcze szło w bicki lub klatę to jadłbym jak głupi, ale niestety w brzuch, który się zrzuca na sam koniec. :)

      Usuń
    11. Ja bardzo rzadko filmy oglądam, czasem nawet mam ochotę, ale czasu mi trochę szkoda :D Aczkolwiek od czasu do czasu mi się zdarzy :)
      Masz rację, jak się usiądzie przed Tv to można jeść i jeść...

      Usuń
    12. Ja też nie to, co kiedyś. Teraz bardziej seriale, bo krótsze i odcinkowo.
      No niestety, jakiś przekaz podprogowy chyba tam jest, żeby żreć...

      Usuń
    13. Ja z serialami mam tak, że jak już oglądam to wolę jak mają mało odcinków. Ostatni serial jaki oglądałam to Arrow chyba. Obejrzałam pierwszy sezon i chyba zaczęłam drugi, ale mnie znudził, albo po prostu przestał mi odpowiadać :D Ale to już chwilę temu było. Hmmm, a może później jeszcze obejrzałam kilka mini-seriali BBC? Bardzo możliwe, ale one tak max 4-5 odcinków miały :)

      Usuń