poniedziałek, 30 maja 2016

"W górach jest wszystko co kocham*" - Bieszczady

Cześć!

W tym miesiącu udało mi się spełnić dwa małe marzenia - byłam na koncercie Luxtorpedy i wybrałam się na mały trip w Bieszczady. Wycieczka była jednodniowa i obejmowała wejście na Połoninę Wetlińską, spacer po zaporze na Solinie i Centrum Ekumeniczne w Myczkowcach.

Na pierwszy ogień poszła Połonina Wetlińska, a konkretnie Hasiakowa Skała (1228 m.n.p.m.), na którą weszliśmy szlakiem żółtym z Przełęczy Wyżnej (872 m.n.p.m.). Trasa nie była zbyt wymagająca, myślę, że każdy w swoim tempie sobie z nią poradzi. Schodziliśmy zaś szlakiem czerwonym do Brzegów (Berehów) Górnych. Tu było nieco stromiej, mięśnie zostały zmuszone do większego wysiłku. Na szczycie położone jest schronisko PTTK z Lutkiem Pińczukiem jako gospodarzem, zwane "Chatką Puchatka" - chyba najbardziej znane schronisko bieszczadzkie. Nie ma tam bieżącej wody i warunki są dość spartańskie, tym bardziej należy podziwiać mieszkających tam ludzi. A sama Połonina Wetlińska? Jest piękna. I tyle. No, może jeszcze cudowna i malownicza. Jak zresztą inne bieszczadzkie połoniny. Na pewno jeszcze tam wrócę, marzy mi się jesienią - kiedy jest tak kolorowo i urokliwie. Zdjęcia nie pokażą niestety jak tam jest pięknie.
Tzw. "końska droga" na Połoninę Wetlińską - szlak żółty
Widok na Osadzki Wierch (po lewej) i Roh (po prawej)
Widok z góry (mniej więcej w kierunku północnym :))
Widok na Połoninę Caryńską; z tyłu można dostrzec Tarnicę
Schodzimy szlakiem czerwonym

Po zejściu do Brzegów Górnych pojechaliśmy przespacerować się po zaporze na Solinie i coś przekąsić. Zaporę wybudowano w latach sześćdziesiątych i naprawdę robi wrażenie, ma 82 m wysokości. Jak zwykle było sporo ludzi i straganów ("bieszczadzkie Krupówki"), co mnie akurat specjalnie nie cieszy :) Ale sama zapora i jezioro są bardzo ciekawe. 
Widok na zaporę
Na jeziorze obowiązuje strefa ciszy, więc to raj dla amatorów rowerków wodnych i żaglówek. Przy kąpieli należy jednak uważać, gdyż dno w wielu miejscach opada bardzo stromo.

Na koniec wybraliśmy się do miejscowości Myczkowce, gdzie znajduje się druga, mniejsza zapora oraz Ośrodek Caritas. W Ośrodku można zobaczyć mini-zoo, ogród biblijny oraz park miniatur w Centrum Kultury Ekumenicznej, gdzie można obejrzeć drewniane cerkwie i kościoły z bliższych i dalszych okolic (Polska, Ukraina, Słowacja) odwzorowane w skali 1:25. Tutaj prawie nie robiłam zdjęć. W każdym razie również warto zajrzeć, wstęp kosztuje 5 zł, więc nie jest to jakaś wygórowana kwota.
EDIT: Wygrzebałam jakąś fotkę z poprzedniego pobytu w Myczkowcach, żeby pokazać jak mniej więcej tam wyglądają te miniaturki - ktoś włożył w to ogrom pracy.
Miniaturka cerkwi w Kotani (wsi położonej w Beskidzie Niskim)

Bardzo lubię Bieszczady. Nie są to wysokie góry, ale mają w sobie to COŚ. Mam nadzieję, że jeszcze wielokrotnie uda mi się tam pojechać. Zarówno miłośnicy wodnych atrakcji, jak i gór znajdą tu coś dla siebie. Ja osobiście preferuję połoniny :)


* w tytule zawarłam pierwszy wers wiersza Jerzego Harasymowicza W górach

12 komentarzy:

  1. Dawno nie byłam w Bieszczadach. Pięknie tam jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt niezaprzeczalny - jest pięknie :)

      Usuń
  2. Byłem jedynie w Górach Stołowych - bardzo piękne miejsce i tak bym chciał znów pojechać, nawet niekoniecznie tam, ale samemu to tak lipa :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem faktycznie ciężko znaleźć towarzystwo - znam to niestety...

      Usuń
  3. Wieki nie byłam w Bieszczadach,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Krakowa to nie jest tak bardzo daleko :)

      Usuń
  4. W Bieszczadach byłam jedynie raz, ale pamiętam widoki do teraz. Również spacerowałam po Połoninie Wetlińskiej oraz po zaporze na Solinie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nigdy nie byłam w Bieszczadach, ale podobno warto ;)
    Spojrzenie EM

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się z tytułem posta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię ten wiersz Harasymowicza :)

      Usuń